Skocz do zawartości
Forum Kopalni Wiedzy

ex nihilo

Użytkownicy
  • Zawartość

    1003
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    37

Ostatnia wygrana ex nihilo w dniu 14 lutego

Użytkownicy przyznają ex nihilo punkty reputacji!

Reputacja

55 Znakomita

2 obserwujących

O ex nihilo

  • Tytuł
    Lis Major

Ostatnie wizyty

5998 wyświetleń profilu
  1. ex nihilo

    Rosną szanse na wykrycie „grudek” w jądrach atomowych

    Tak. I podejrzewam, że właśnie "tak to ma być" A nawet trochę gorzej Czyli że być może w ogóle nie będzie możliwe zmontowanie ilościowego opisu przestrzeni na poziomie podstawowym, szczególnie jeśli będzie to przestrzeń ?D. To "?" w tym przypadku oznacza nie tyle pytanie o ilość wymiarów, co to, że każda fluktuacja może być dowolnie wymiarowa, przy czym mogą być tam też wymiary dla nas niewyobrażalne. Reszta bajki już nie teraz, bo muszę iść spać, trochę już późno (wcześnie?) A możesz... możesz nawet kapcia ziemną glizdą zawiązać... a co... PS - cholera, nie mogę się dogadać z tym nowym edytorem.
  2. ex nihilo

    Rosną szanse na wykrycie „grudek” w jądrach atomowych

    Hmm... tylko "arena"? A może trochę nie doceniasz przestrzeni? Jako nihiistyczny ekstremista przypuszczam, że pole (pola) to struktury przestrzeni - fluktuującej na poziomie podstawowym ?D przestrzeni bezpunktowej ('gluty'), którą my w makroskali obserwujemy jako (t,x,y,z) + pola.
  3. ex nihilo

    Rosną szanse na wykrycie „grudek” w jądrach atomowych

    Tak, z tym że problem zasadniczy wszystkich naszych dyskusji kryje się w "jest". Czyli: czy elektron (dowolna inna cząstka elementarna) jest obiektem realistycznym w sensie QM... Inaczej mówiąc, czy jest zachowującą swoją tożsamość "cząską" niezależnie od tego czy w danym momencie jest "obserwowany" (w sensie QM). A jeszcze inaczej: czy ta stabilna konfiguracja pola istnieje pomiędzy np. zjonizowaniem atomu H w punkcie A przestrzeni, a przechwyceniem elektronu przez proton w jakimś odległym punkcie B (itp.). Czy elektron przemieszcza sie pomiędzy A i B jako cząstka (klasyczna trajektoria), czy jako niemająca jednoznacznej trajektorii fala wzbudzenia pola, która dopiero w pobliżu protonu może stać się w momencie przechwycenia "elektronem" i zaraz rozpaprać po orbitalu jako fala stojąca. To tak w skrócie oczywiście. Być może soliton pozwala w jakimś stopniu pogodzić te dwa skrajne podejścia.
  4. ex nihilo

    Rosną szanse na wykrycie „grudek” w jądrach atomowych

    Jarek, thikim Solitony dają chyba możliwość zbliżenia stanowisk. Pogląd Jarka -> elektronem (cząstką) się jest. (1) Pogląd thikima, mój i mainstreamu -> elektronem (cząstką) sie bywa. (2) Biorąc pod uwagę solitony można zapisać to tak: 1. solitonem się jest; 2. solitonem sie bywa; czyli sprowadzić sprawę do trwałości solitonu - czy wieczny on jest, czy też może przechodzi w zwykłą paczkę falową, która lubi się rozpełzać po świecie. Być może mogłoby to mieć związek np. z pędem: jeśli minimalny, to soliton niemal natychmiat traci swoją solitonowatość i się rozłazi, natomiast soliton relatywistyczny móglby być bardzo trwały. pozdrowienia dla całej załogi :) (czytam, ale brakuje mi czasu, żeby się odzywać)
  5. ex nihilo

    NASA wyśle na Marsa... helikopter

    No ładny, ale mi chodziło o byle jakiego grata, byle bezludziowego :) Inna sprawa, że układ kilku wirników może być wygodniejszy z powodu mniejszej prędkości końcówek łopat.
  6. ex nihilo

    NASA wyśle na Marsa... helikopter

    Helikopter - dron pewnie by znacznie wyżej mógł niż normalny.
  7. ex nihilo

    Tysiące czarnych dziur w centrum Drogi Mlecznej

    Problem w tym, że galaktyka by musiała być dziurawa bardziej niż porządny Emmenthaler Proporcja zwykłej do ciemnej to ok. 1:6. Czyli, nie wchodząc w szczegóły, mniej więcej na dwie gwiazdy powinna przypadać jedna dziura.
  8. Ludzkie zachowania bywają całkiem absurdalne. Warszawa. Powązkowska w okolicach cmentarza, jeszcze przed przed przebudową, cztery pasy, bez rozdzielenia trawnikiem czy barierkami. Zima, 7. czy 8. PM, lekki deszcz. Droga całkiem pusta. Jechałem w kierunku centrum, czyli od strony cmentarza, wtedy tam było chyba 70, jechałem trochę szybciej, ale niewiele. Środkiem chodnika (szerokiego) przy cmentarzu szła jakaś kobieta. W pewnym momencie, jeszcze dosyć daleko ode mnie, zaczęła szybko przechodzić przez jezdnię, w kierunku bud (zamkniętych) po drugiej stronie. Kiedy przeszła przez prawie 3 pasy, nagle się odwróciła i biegiem z powrotem, wprost przede mnie! No i co ona teraz może zrobić? Stanie, będzie biegła dalej, czy znowu się odwróci i pogna w kierunku bud? Skuteczne wyhamowanie przed nią było niewykonalne. Ciekawe co by zrobił w takiej sytuacji automat? Ja wtedy pojechałem prosto na nią i w ostatnim momencie, kiedy już nic nie mogła zrobić, w lekkim poślizgu ominąłem ją za plecami. Wyglądało na to, że facetka w ogóle się nie zorientowała co się dzieje. Dziewczyna, która ze mną jechała, przez dobre kilka minut nie potrafiła normalnie mówić... była po prostu zatkana, dosłownie
  9. Nie w tym rzecz. Tu nie chodzi o konkretne sytuacje. W czasie takich treningów poznaje się graniczne możliwości samochodu i swoje, i jak można je wykorzystać, a przede wszystkim jak nie wpadać w panikę, kiedy "coś się dzieje". Suma tego wszystkiego zwiększa szanse prawidłowej reakcji w realnych sytuacjach. To nie tak. Pewność siebie wzrasta, ale wzrasta też świadomość ograniczeń. Pewność siebie, to po prostu spokój, umiejętność kontrolowania sytuacji. Nie myl pewności siebie z brawurą czy szpanerstwem. To całkiem różne sprawy. To prawda, ale są to reakcje na przeciętne, standardowe sytuacje. W sytuacjach trudniejszych to niewiele daje. Jeżdżę też jako pasażer. Zdarzało mi się widzieć kierowców dosłownie na pograniczu zawału w sytuacjach, które były do opanowania jednym ruchem czy prostą sekwencją albo nawet w ogóle "przecież nic się nie dzieje". Ale to trzeba mieć przetrenowane. Zdarzyło mi się nawet kiedyś zrobić kontrę za delikwenta, który w takim sobie poślizgu puścił kierownicę i z oczami jak patelnie patrzył, co będzie dalej A był to doświadczony kierowca. Inna sprawa, że puszczenie kierownicy w takiej sytuacji niekiedy bywa lepsze niż jej kurczowe ściskanie. Ale tylko niekiedy, i nie w tamtej sytuacji. Elektronika. Dłuższy temat. Jeżdżę bez wspomagaczy i nie zamierzam tego zmieniać. Chętnie bym natomiast zamontował aktywne oświetlenie, kamerę IR i parę innych podobnych zabawek. ABS jest ok. ESP i podobne potrafią nieźle namieszać w trudniejszych sytuacjach - samochody z tym cholerstwem są często wyciągane z rowów i zdrapywane z drzew. Jeszcze gorsze bywa wspomaganie awaryjnego hamowania. No ale pańci w szpilkach trudno docisnąć hamulec do dechy, co zresztą rzadko ma sens. Gdybym dwadzieścia lat temu takie cholerstwo w gracie miał, to od 20 lat byłbym całkiem zdechły
  10. Tak właśnie jest. Najpierw się "to" zrobi, a później, już po wszystkim, odtwarza w szczegółach, jak się to robiło I taka uwaga praktyczna (niestety!): jeśli dojdzie do sprawy sądowej, to podstawowym argumentem są (znowu niestety!) ślady hamowania, chociaż hamowanie może być w danej sytuacji najbardziej idiotyczną reakcją. Ale kiepsko ze śladami hamowania = zwykle długa i upierdliwa walka z biegłymi.
  11. W takich sytuacjach zabawa z "korą czołową", czyli w pełni świadomymi reakcjami, to praktycznie pewny wypadek. Reakcja musi być pozaświadoma. Z tego, co piszesz, widzę, że mieszasz z sobą różne rodzaje pozaświadomych reakcji: 1. reakcja paniczna: zesztywnienie, puszczenie kierownicy, wciśnięcie czegokolwiek itp.; 2. reakcja instynktowna: np. skręcenie kierownicy w kierunku przeciwnym do przeszkody; 3. reakcja zautomatyzowana: automatyczne wykonanie ciągu wytrenowanych czynności, które w podobnych przypadkach były najbardziej skuteczne. W optymalnym przypadku taki ciąg czynności jest w czasie rzeczywistym dostosowywany do tego, co się dzieje. Max. skuteczności, to oczywiście 3. W niektórych przypadkach trzeba zrobić coś, co wydaje się absurdalne - np. skręcić kierownicę w kierunku tego poruszającego się obiektu. Ale często jest to uzasadnione - przecież za chwilę tego obiektu w tym miejscu już nie będzie. Itd. Przy okazji - zerwanie przyczepności (i odzyskanie w odpowiednim momencie) w niektórych sytuacjach jest konieczne. Niestety, u nas tego typu treningi są bardzo mało popularne, nie ma gdzie i mało jest instruktorów, a poza tym wielu osobom pewnie szkoda byłoby samochodu, bo przy tym grata katuje się potężnie, a trening w obcym samochodzie na znacznie mniejszy sens. Oczywiście nie daje to 100% skuteczności w realnych sytuacjach, ale znacznie skuteczność zwiększa, a przede wszystkim pozwala uniknąć zabawy z korą czołową i reakcji panicznych. Sprawdzone w praktyce. Jak na razie mam czyste konto, chociaż sytuacje bywały naprawdę nieciekawe. I niech tak zostanie.
  12. Tak ogólnie... A na końcu tego wszystkiego będzie 100 miliardów przewodów pokarmowych z jedną rurą podłączoną do gęby, drugą do dvpy, pozbawionych mózgu, bo i po co... No i tych przewodów pokarmowych też nie będzie - bo po co one. Kiedy wychodzę z chałupy, akceptuję ryzyko, że coś/ktoś może mnie rozjechać. A mózg i mięśnie mam po to, żeby to ryzyko minimalizować. Na tym (m.in.) polega zabawa w życie. Bez tego wszystkiego pozostaje tylko przewód pokarmowy. Też już zbędny.
  13. ex nihilo

    Planety TRAPPIST zbyt mokre, by podtrzymać życie?

    Akurat w przypadku takiej synchronizacji (stale jedna strona) siły pływowe są na minimalnym poziomie, blisko zera.
  14. ex nihilo

    Coraz więcej ludzi ma problemy z dostępem do wody pitnej

    Z punktu widzenia natury, zadbane = zniszczone. Te "pozbierane gałęzie w lasach" były siedliskiem setek organizmów. Praca = zużycie energii, i to raczej nie z tych pozbieranych gałęzi. Co kto lubi... mnie takie miejsca zachęcają do odpoczynku i spacerów w podobnym stopniu, co Marszałkowska i hipermarkety. Ano tak jest możliwe, że w potężnym stopniu wzrasta entropia poza tymi miejscami. Najprostsza droga do totalnej katastrofy. Równie szkodliwe, co śmiecenie czym popadnie i gdzie popadnie.
  15. @ pogo Pomijając możliwość takich czy innych błędów, chyba wiem skąd bierze się różnica między Twoim wynikiem a moim. Mamy czterowektor (ct, x, y, z), w którym powinniśmy jednocześnie transformować składowe ct i x. Ty rozkładasz ten 4D czterowektor na (x, y, z) i (ct. y. z), czyli dwa 3D i transformujesz x i ct utożsamiając je później z sobą (x=ct). W tym przypadku faktycznie wynikiem będzie płaszczyzna (y', z'), bo ct' i x' będą równe 0, z tym, że chyba y' i z' powinny pójść do nieskończoności. Ale w czterowektorze ct i x są pod kątem 90o do siebie (tak jak i pozostałe), czyli utożsamić ich nie można. Przy transformacji (ct, x, y, z) w całości, jako czterowektora, powinno wyjść jak u mnie albo jakoś bardzo podobnie. W sumie, w mojej ocenie z trójki STW, OTW, QM/QFT największe dziury w mózgu potrafi zrobić STW, oczywiście na tym poziomie, na jakim tu się tym bawimy. Pozornie STW jest bardzo prosta. Robale Lorentza są na poziomie podstawówki, nawet dzieciak może sobie do nich v podstawiać i dokładne wyniki wyliczy na palcach. Ale to tylko pozory. Dlatego tyle w tym paradoksów wychodzi, a z niektórymi mordowali się najlepsi. Raczej bym założył trochę bardziej odjechany wariant: że fotony @ co. "poruszają się" z c, ale to c nie jest "po prostu c", a jest sumą dwóch prędkości - minimalnie podświetlnej i minimalnie nadświetlnej Czyli coś w rodzaju nieznaczności lub fluktuacji. Dotyczyć to będzie wtedy też czasu - będzie sumą t+ i t-. Itd. Zabawka robi się wtedy bardzo ciekawa, chociaż nie wiem, czy ma jakikolwiek sens. Są w tym pewne podobieństwa do transakcyjnej wersji QFT i innych takich spraw, tak że może nie jest to kompletna bzdura. "Wszędzie" dotyczy przede wszystkim tego, co "odczuwa" foton czy fala EM. Z naszego punktu widzenia ten foton w jakimś konkretnym miejscu został wyemitowany i w innym konkretnym połknięty. Między tymi miejscami możemy narysować geodezyjną, czyli jego trajektorię. Na tych obrazkach co wyżej, połknięty będzie gdzieś mniej więcej na środku obrazka. Ale on o tym nie wie, bo dla niego wszystko co na obrazku, i co poza obrazkiem też, to jeden punkt (przynajmniej w tym moim rozwiązaniu), czy może raczej bezwymiarowa osobliwość. Natomiast "wszędzie" z naszego punktu widzenia jest pole EM, którego zaburzeniem jest fala, nawet jeśli wartość tego pola w danym obszarze wydaje nam się zerowa. To zero jest sumą niezerowych fluktuacji pola, a nie "prawdziwym zerem".
×