Skocz do zawartości
Forum Kopalni Wiedzy

ex nihilo

Użytkownicy
  • Zawartość

    997
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    37

Ostatnia wygrana ex nihilo w dniu 14 lutego

Użytkownicy przyznają ex nihilo punkty reputacji!

Reputacja

55 Znakomita

2 obserwujących

O ex nihilo

  • Tytuł
    Nadsztygar

Ostatnie wizyty

5928 wyświetleń profilu
  1. Tysiące czarnych dziur w centrum Drogi Mlecznej

    Problem w tym, że galaktyka by musiała być dziurawa bardziej niż porządny Emmenthaler Proporcja zwykłej do ciemnej to ok. 1:6. Czyli, nie wchodząc w szczegóły, mniej więcej na dwie gwiazdy powinna przypadać jedna dziura.
  2. Ludzkie zachowania bywają całkiem absurdalne. Warszawa. Powązkowska w okolicach cmentarza, jeszcze przed przed przebudową, cztery pasy, bez rozdzielenia trawnikiem czy barierkami. Zima, 7. czy 8. PM, lekki deszcz. Droga całkiem pusta. Jechałem w kierunku centrum, czyli od strony cmentarza, wtedy tam było chyba 70, jechałem trochę szybciej, ale niewiele. Środkiem chodnika (szerokiego) przy cmentarzu szła jakaś kobieta. W pewnym momencie, jeszcze dosyć daleko ode mnie, zaczęła szybko przechodzić przez jezdnię, w kierunku bud (zamkniętych) po drugiej stronie. Kiedy przeszła przez prawie 3 pasy, nagle się odwróciła i biegiem z powrotem, wprost przede mnie! No i co ona teraz może zrobić? Stanie, będzie biegła dalej, czy znowu się odwróci i pogna w kierunku bud? Skuteczne wyhamowanie przed nią było niewykonalne. Ciekawe co by zrobił w takiej sytuacji automat? Ja wtedy pojechałem prosto na nią i w ostatnim momencie, kiedy już nic nie mogła zrobić, w lekkim poślizgu ominąłem ją za plecami. Wyglądało na to, że facetka w ogóle się nie zorientowała co się dzieje. Dziewczyna, która ze mną jechała, przez dobre kilka minut nie potrafiła normalnie mówić... była po prostu zatkana, dosłownie
  3. Nie w tym rzecz. Tu nie chodzi o konkretne sytuacje. W czasie takich treningów poznaje się graniczne możliwości samochodu i swoje, i jak można je wykorzystać, a przede wszystkim jak nie wpadać w panikę, kiedy "coś się dzieje". Suma tego wszystkiego zwiększa szanse prawidłowej reakcji w realnych sytuacjach. To nie tak. Pewność siebie wzrasta, ale wzrasta też świadomość ograniczeń. Pewność siebie, to po prostu spokój, umiejętność kontrolowania sytuacji. Nie myl pewności siebie z brawurą czy szpanerstwem. To całkiem różne sprawy. To prawda, ale są to reakcje na przeciętne, standardowe sytuacje. W sytuacjach trudniejszych to niewiele daje. Jeżdżę też jako pasażer. Zdarzało mi się widzieć kierowców dosłownie na pograniczu zawału w sytuacjach, które były do opanowania jednym ruchem czy prostą sekwencją albo nawet w ogóle "przecież nic się nie dzieje". Ale to trzeba mieć przetrenowane. Zdarzyło mi się nawet kiedyś zrobić kontrę za delikwenta, który w takim sobie poślizgu puścił kierownicę i z oczami jak patelnie patrzył, co będzie dalej A był to doświadczony kierowca. Inna sprawa, że puszczenie kierownicy w takiej sytuacji niekiedy bywa lepsze niż jej kurczowe ściskanie. Ale tylko niekiedy, i nie w tamtej sytuacji. Elektronika. Dłuższy temat. Jeżdżę bez wspomagaczy i nie zamierzam tego zmieniać. Chętnie bym natomiast zamontował aktywne oświetlenie, kamerę IR i parę innych podobnych zabawek. ABS jest ok. ESP i podobne potrafią nieźle namieszać w trudniejszych sytuacjach - samochody z tym cholerstwem są często wyciągane z rowów i zdrapywane z drzew. Jeszcze gorsze bywa wspomaganie awaryjnego hamowania. No ale pańci w szpilkach trudno docisnąć hamulec do dechy, co zresztą rzadko ma sens. Gdybym dwadzieścia lat temu takie cholerstwo w gracie miał, to od 20 lat byłbym całkiem zdechły
  4. Tak właśnie jest. Najpierw się "to" zrobi, a później, już po wszystkim, odtwarza w szczegółach, jak się to robiło I taka uwaga praktyczna (niestety!): jeśli dojdzie do sprawy sądowej, to podstawowym argumentem są (znowu niestety!) ślady hamowania, chociaż hamowanie może być w danej sytuacji najbardziej idiotyczną reakcją. Ale kiepsko ze śladami hamowania = zwykle długa i upierdliwa walka z biegłymi.
  5. W takich sytuacjach zabawa z "korą czołową", czyli w pełni świadomymi reakcjami, to praktycznie pewny wypadek. Reakcja musi być pozaświadoma. Z tego, co piszesz, widzę, że mieszasz z sobą różne rodzaje pozaświadomych reakcji: 1. reakcja paniczna: zesztywnienie, puszczenie kierownicy, wciśnięcie czegokolwiek itp.; 2. reakcja instynktowna: np. skręcenie kierownicy w kierunku przeciwnym do przeszkody; 3. reakcja zautomatyzowana: automatyczne wykonanie ciągu wytrenowanych czynności, które w podobnych przypadkach były najbardziej skuteczne. W optymalnym przypadku taki ciąg czynności jest w czasie rzeczywistym dostosowywany do tego, co się dzieje. Max. skuteczności, to oczywiście 3. W niektórych przypadkach trzeba zrobić coś, co wydaje się absurdalne - np. skręcić kierownicę w kierunku tego poruszającego się obiektu. Ale często jest to uzasadnione - przecież za chwilę tego obiektu w tym miejscu już nie będzie. Itd. Przy okazji - zerwanie przyczepności (i odzyskanie w odpowiednim momencie) w niektórych sytuacjach jest konieczne. Niestety, u nas tego typu treningi są bardzo mało popularne, nie ma gdzie i mało jest instruktorów, a poza tym wielu osobom pewnie szkoda byłoby samochodu, bo przy tym grata katuje się potężnie, a trening w obcym samochodzie na znacznie mniejszy sens. Oczywiście nie daje to 100% skuteczności w realnych sytuacjach, ale znacznie skuteczność zwiększa, a przede wszystkim pozwala uniknąć zabawy z korą czołową i reakcji panicznych. Sprawdzone w praktyce. Jak na razie mam czyste konto, chociaż sytuacje bywały naprawdę nieciekawe. I niech tak zostanie.
  6. Tak ogólnie... A na końcu tego wszystkiego będzie 100 miliardów przewodów pokarmowych z jedną rurą podłączoną do gęby, drugą do dvpy, pozbawionych mózgu, bo i po co... No i tych przewodów pokarmowych też nie będzie - bo po co one. Kiedy wychodzę z chałupy, akceptuję ryzyko, że coś/ktoś może mnie rozjechać. A mózg i mięśnie mam po to, żeby to ryzyko minimalizować. Na tym (m.in.) polega zabawa w życie. Bez tego wszystkiego pozostaje tylko przewód pokarmowy. Też już zbędny.
  7. Planety TRAPPIST zbyt mokre, by podtrzymać życie?

    Akurat w przypadku takiej synchronizacji (stale jedna strona) siły pływowe są na minimalnym poziomie, blisko zera.
  8. Coraz więcej ludzi ma problemy z dostępem do wody pitnej

    Z punktu widzenia natury, zadbane = zniszczone. Te "pozbierane gałęzie w lasach" były siedliskiem setek organizmów. Praca = zużycie energii, i to raczej nie z tych pozbieranych gałęzi. Co kto lubi... mnie takie miejsca zachęcają do odpoczynku i spacerów w podobnym stopniu, co Marszałkowska i hipermarkety. Ano tak jest możliwe, że w potężnym stopniu wzrasta entropia poza tymi miejscami. Najprostsza droga do totalnej katastrofy. Równie szkodliwe, co śmiecenie czym popadnie i gdzie popadnie.
  9. @ pogo Pomijając możliwość takich czy innych błędów, chyba wiem skąd bierze się różnica między Twoim wynikiem a moim. Mamy czterowektor (ct, x, y, z), w którym powinniśmy jednocześnie transformować składowe ct i x. Ty rozkładasz ten 4D czterowektor na (x, y, z) i (ct. y. z), czyli dwa 3D i transformujesz x i ct utożsamiając je później z sobą (x=ct). W tym przypadku faktycznie wynikiem będzie płaszczyzna (y', z'), bo ct' i x' będą równe 0, z tym, że chyba y' i z' powinny pójść do nieskończoności. Ale w czterowektorze ct i x są pod kątem 90o do siebie (tak jak i pozostałe), czyli utożsamić ich nie można. Przy transformacji (ct, x, y, z) w całości, jako czterowektora, powinno wyjść jak u mnie albo jakoś bardzo podobnie. W sumie, w mojej ocenie z trójki STW, OTW, QM/QFT największe dziury w mózgu potrafi zrobić STW, oczywiście na tym poziomie, na jakim tu się tym bawimy. Pozornie STW jest bardzo prosta. Robale Lorentza są na poziomie podstawówki, nawet dzieciak może sobie do nich v podstawiać i dokładne wyniki wyliczy na palcach. Ale to tylko pozory. Dlatego tyle w tym paradoksów wychodzi, a z niektórymi mordowali się najlepsi. Raczej bym założył trochę bardziej odjechany wariant: że fotony @ co. "poruszają się" z c, ale to c nie jest "po prostu c", a jest sumą dwóch prędkości - minimalnie podświetlnej i minimalnie nadświetlnej Czyli coś w rodzaju nieznaczności lub fluktuacji. Dotyczyć to będzie wtedy też czasu - będzie sumą t+ i t-. Itd. Zabawka robi się wtedy bardzo ciekawa, chociaż nie wiem, czy ma jakikolwiek sens. Są w tym pewne podobieństwa do transakcyjnej wersji QFT i innych takich spraw, tak że może nie jest to kompletna bzdura. "Wszędzie" dotyczy przede wszystkim tego, co "odczuwa" foton czy fala EM. Z naszego punktu widzenia ten foton w jakimś konkretnym miejscu został wyemitowany i w innym konkretnym połknięty. Między tymi miejscami możemy narysować geodezyjną, czyli jego trajektorię. Na tych obrazkach co wyżej, połknięty będzie gdzieś mniej więcej na środku obrazka. Ale on o tym nie wie, bo dla niego wszystko co na obrazku, i co poza obrazkiem też, to jeden punkt (przynajmniej w tym moim rozwiązaniu), czy może raczej bezwymiarowa osobliwość. Natomiast "wszędzie" z naszego punktu widzenia jest pole EM, którego zaburzeniem jest fala, nawet jeśli wartość tego pola w danym obszarze wydaje nam się zerowa. To zero jest sumą niezerowych fluktuacji pola, a nie "prawdziwym zerem".
  10. Hmm... Trochę mi się to wszystko już... no wicie, rozumicie... czyli może to wszystko źle interpretuję, no ale spróbujmy. Zacznijmy od tego obrazka: v = 0c teraz drugi: v = ok. 0,9c (obrazki kradzione z http://www.spacetimetravel.org/tuebingen/tuebingen.html) I tu uwaga - w rzeczywistości my się zbliżamy do punktu centralnego, a nie od niego oddalamy, jak by się mogło wydawać w pierwszym momencie - widok jest do przodu, a nie do tyłu. Jak widać przy wzroście v świat robi się coraz bardziej hiperboliczny, trochę podobnie jak w obiektywie rybie oko. "Przed sobą" mamy już nie tylko to, co było "z boku", ale nawet to, co było już "za nami" w przypadku świata mającego zwykłą geometrię (z siatką prostokątną). Kierunek "prostopadły" przestaje być "prostopadły" w normalnym sensie. Wygląda to trochę jak składający się wachlarz Krysi P. Można go rozłożyć na 3600 - to jest sytuacja v = 0c. Prostopadłości są na mim jak Bozia przykazała - przyjmijmy, że stoimy na środku mapy: przed nosem mamy N, prostopadle po lewej W, po prawej E, a dokładnie za dvpskiem S. Teraz przyspieszamy i zaczynamy przechodzić w geometrię hiperboliczną - wachlarz zaczyna się składać (przy okazji się trochę rozciąga, ale to pomińmy). "Prostopadłe" przestaje być prostopadłe w zwykłym sensie - okazuje się, że N zostaje na swoim miejscu (kierunek ruchu), ale Berlin z W powędrował na NW, Moskwa też pojechała mocno na N, a do tego zaczynamy widzieć Madryt i Stambuł, które wcześniej były po lewej i prawej za naszymi plecami! Kair nadal jest z tyłu, ale (pozornie) do nas się zbliżył. No to przyspieszamy dalej - świat-wachlarz coraz bardziej się składa, krzywizna rośnie. W granicy (v=c) wachlarz jest całkowicie złożony i cały przed naszym nosem - w dodatku stracił długość, czyli cały wachlarz to teraz punkt przed naszym nosem, a właściwie dokładnie na tym nosie, jak pryszcz W tym wszystkim jest jeszcze jeden problem - w transformacji Lorenza dla czasu i długości przy v=c dostajemy dzielenie przez zero. Możemy uznać, że "tak nie wolno", albo przyjąć że są dwa rozwiązania - + i - nieskończoność. Oczywiście już sama nieskończoność, to... wiadomo co, a tu mamy jeszcze dodatnią i ujemną. Jakby tego było mało, to przy v>c dostaniemy pod pierwiastkiem ujemną, czyli trzeba by się zabawić z urojonymi Być może robię w tym wszystkim jakiś błąd albo i więcej błędów, ale symulacje na spacetimetravel, które o ile wiem uważane są za najlepsze potwierdzają moje przewidywania co do tego, co dzieje się przy jednoczesnej transformacji odległości i czasu w przypadku v=c. I chyba właśnie punktowa osobliwość w której siedzi cały świat jest jedynym możliwym rozwiązaniem tej zabawki, niezależnie "od której strony" będziemy dochodzić do asymptoty przy v=c. Wychodzi mi też na to, że jest to także zgodne z transformacją masy/energii, niezależnie od tego, czy przyjmujemy wartości dodatnie, ujemne, czy urojone. I powtórzę jeszcze raz - nie biorę żadnej odpowiedzialności za to, to co tu napisałem: każdy te 3.14rvv czyta na własną odpowiedzialność. Żeby mi później nie było, że ktoś w szkole haka dostał, bo coś tu wyczytał. Czytanie tekstów ex nihilo może być szkodliwe dla mózgu i stopni w szkole też
  11. Pamiętasz zabawę z pędem? Dokładnie to samo jest z energią. Ta "korpuskuła" od "niekorpuskuły" różni się energią kwantu - w pierwszym przypadku energia (E = hf) jest duża, w drugim mała. Jeśli się porządnie rozpędzisz i dasz z byka w falę "radiową", to efekt Dopplera spowoduje, że fala (jej kwanty) będą oddziaływać z Tobą jako bardziej energetyczne (większa częstotliwość). Jeśli Twoja prędkość będzie wystarczająca, nie tylko fotonami od takiej fali oberwać możesz, ale nawet gamma wycisk dostaniesz. Nie wiem z czym masz tu problem. A dlaczego? Przecież wszystkie takie słowa w tym kontekście są pozbawione ścisłego sensu już z samej natury rzeczy. I nieważne, czy fotonu to dotyczy, fali, czy pizgniętego komuś w okno kamienia. A co do Dla niego cały świat jest punktową osobliwością. Nie ma rozróżnienia na "to miejsce" i "inne miejsce".
  12. Wybaczyć mogę, co mi tam Ano się rozpędź w miarę porządnie i leć w kierunku anteny nadawczej. Albo antena niech leci w Twoim kierunku, na jedno wyjdzie. No i, bo zapomniałem: Atom jest obiektem złożonym, podobnie jak mniejsza czy większa banda atomów. Dla istoty sprawy nie ma znaczenia, czy wzbudzony zostanie pojedynczy elektron, czy wielka antena - przekazana zostaje energia hf albo n*hf. I elektron, i ta antena, to elementy pola, tyle że jeden mniejszy, a drugi większy.
  13. To argument tylko historyczny, nie wiedziano wtedy, że te inne cosie to to samo, tylko niosące inną energię. A poza tym wygoda - nazwa w przybliżeniu określa energię. Podaj mi precyzyjną granicę między gamma, "fotonami", kwantami promieniowania mikrofalowego i radiówkami? A weź się rozpędź kapiździuchnę, to Ci Doppler pokaże, czy da się zaobserwować, czy się nie da. Ale uważaj na przyspieszenia, bo jak przesadzisz, to Cię próżnia termicznymi ugotuje
  14. W czym widzisz problem? Mierzysz całkowitą wyemitowaną energię fali, liczysz ile w niej siedzi E = hf, gdzie f to częstotliwość, i masz rozłożone na fotony. Chcesz zaobserwować? To zmontuj sobie antenę, która będzie emitować/absorbować pojedyncze fotony 1 Hz, i masz. A że trochę trudno, to Twój problem, a nie fotonów Higgsona też trudno było z pola wyłupać, ale jak dobrze przywalili, to się dało "Jest wszędzie" Nie bij za to wilka, bo: 1. ma zęby i może się odgryźć, 2. wilki są pod ochroną, 3. o ile pamiętam, to ja to tutaj wrzuciłem, może niepotrzebnie, a na pewno w nieodpowiedni sposób. A o co w tym chodzi? Żeby nie komplikować - przy v = c wszystkie możliwe trajektorie (cała przyszłość, albo inaczej cały świat, też to, co "obok" i "za nim") lecącego z tą prędkością obiektu, w jego odczuciu, skoncentrowane są w jednym punkcie, do którego dociera w jego odczuciu natychmiastowo. W tym sensie, w jego odczuciu, jest jednocześnie w każdym dowolnym punkcie wszechświata albo inaczej - nie ma pojęcia w którym, co w tym przypadku na jedno wychodzi Takie to są zabawy nieskończonościami i zerami Trzeba przy tym cały czas pamiętać, że mówimy tu nie o fizycznej rzeczywistości, a o matematycznych modelach tej rzeczywistości. To nie jest to samo. A poza tym - chyba mi się już to wszystko 3,14r... pod kopułą i pewnie muszę od tematu trochę odpocząć
  15. Bozony od fermionów różnią się spinem - bozony całkowity, fermiony ułamkowy. Z fermionów można zrobić bozon - np. para Coopera, jądro deuteru i od cholery innych. Przypuszczam, że chodziło Ci o bozony cechowania, czyli przenoszące oddziaływania. Mogą być bezmasowe (foton, grawiton, gluon) albo mieć m0 - bozon Higgsa, W i Z od słabych. W zasadzie jeżeli chodzi o STW, to innymi niż fotony i grawitony nie ma sensu się zajmować, przynajmniej w "normalnych" warunkach. Właściwie odnosi się to do większości czy nawet wszystkich bytów QM/QFT No nie całkiem się z tym zgadzam. Pole EM jest polem kwantowym, czyli można je opisać ("rozłożyć") jako zbiór kwantów - fotonów. To samo dotyczy zaburzenia tego pola (fali), niezależnie od częstotliwości/długości/energii tej fali - czyli też fali np. 1 Hz. Im fala ma mniejszą długość, tym bardziej oddziałuje jak strumień "cząstek", pojedynczych kwantów, fotonów. Podział na gamma, fotony i radiowe istnieje przede wszystkim dla wygody - wiadomo, jaką energię niosą i jak będą oddziaływać. Czyli jest to podział "praktyczny", a nie dotyczący istoty sprawy. Ta cząstkowość ujawnia się w momencie oddziaływania (emisja, absorpcja), które podlega zasadzie "albo cały kwant, albo nic", dlatego tylko wtedy te kwanty, fotony, "istnieją" albo istnieją, jak kto woli
×