Skocz do zawartości
Forum Kopalni Wiedzy

KopalniaWiedzy.pl

Super Moderatorzy
  • Zawartość

    28226
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

    nigdy
  • Wygrane w rankingu

    87

Zawartość dodana przez KopalniaWiedzy.pl

  1. Nie można wykluczyć, że wirus opryszczki przyczynia się do rozwoju choroby Alzheimera. Gdy tajwańscy naukowcy przyjrzeli się osobom, które z powodu poważnej infekcji wirusem opryszczki zostali poddani agresywnemu leczeniu antybiotykami, okazało się, że relatywne ryzyko demencji spadło u tych osób aż 10-krotnie. Dwóch brytyjskich profesorów, których poproszono o komentarz do pracy Tajwańczyków opublikowanej w lutym na łamach Neurotherapeutics zauważa, że ich koledzy z Tajwanu wykazali, iż wirus opryszczki HSV1 zwiększa ryzyko rozwoju choroby Alzheimera. Ten i dwa inne artykuły różnych grup badawczych z Tajwanu to pierwsze dowody oparte na badaniach populacji, które wskazują na istnienie związku przyczynowo=skutkowego pomiędzy wirusem opryszczki a chorobą Alzheimera. To bardzo ważne odkrycie, mówi profesor Ruth Itzhaki z University of Manchester. Profesor Itzhaki opublikowała w Journal of Alzheimer's Disease, napisany wspólnie z profesorem Richardem Lathe z University of Edinburgh, komentarz do trzech tajwańskich badań. Brytyjczycy podkreślają, że badania te dostarczają najsilniejszych dowodów na wspomniany powyżej związek i są zgodne z wnioskami wypływającymi z 30-letnich badań profesor Itzhaki nad chorobą Alzheimera.a Myślę, że jesteśmy pierwszymi, którzy zdali sobie sprawę z wagi dowodów dostarczonych przez badania przeprowadzone na Tajwanie. To dewastująca choroba, dotykająca przede wszystkim ludzi starszych. Nie istnieje na nią żadne lekarstwo. Na całym świecie cierpi na nią niemal 30 milionów osób i liczba ta będzie rosła wraz ze wzrostem średniej długości życia. Uważamy jednak, że bezpieczne i łatwo dostępne leki antywirusowe mogą odegrać ważną rolę w leczeniu. Być może w przyszłości będziemy zapobiegać tej chorobie poprzez szczepienia niemowląt przeciwko opryszczce, mówi profesor Itzhaki. Jedynym sposobem na zdobycie dowodu, że mikroorganizm jest przyczyną niezakaźnej choroby, jest skuteczne wyleczenie lub skuteczne zaszczepienie przeciwko temu mikroorganizmowi, dodaje. Większość badań nad chorobą Alzheimera skupia się na ich bezpośredniej przyczynie, blaszkach amyloidowych. Jednak pomimo olbrzymiej liczby badań, wciąż nie wiemy, dlaczego się one tworzą. Nosicielami HSV1 jest większość ludzi. Wirus zwykle pozostaje w stanie uśpienia w obwodowym układzie nerwowym. Od czasu do czasu aktywuje się i u niektórych osób widocznym objawem jego działania jest opryszczka. Tajwańczycy podczas swoich badań wykorzystali informacje o 8352 osobach w wieku co najmniej 50 lat, u których pomiędzy styczniem a grudniem 2000 roku zdiagnozowano ciężką postać opryszczki. Grupa ta została porównana z 25 056 osobami, u który nie stwierdzono objawów infekcji HSV. Obie grupy były w latach 2001–2010 badane pod kątem częstotliwości występowania demencji. Okazało się, że w grupie zarażonej HSV ryzyko demencji było o 2,542 raza wyższe niż w grupie zdrowej. Jednak najbardziej uderzające się różnice wewnątrz samej grupy zarażonych wirusem opryszczki. Gdy porównano osoby, które po zdiagnozowaniu ciężkiej opryszczki poddano antybiotykoterapii z osobami, które antybiotyków nie przyjmowały, okazało się, że leczenie antybiotykami aż 10-krotnie zredukowało ryzyko demencji. Znacząca jest nie tylko tak olbrzymia różnica, ale również fakt, że pomimo tego, że sama antybiotykoterapia trwała dość krótko, zapewniła ona większości pacjentów długotrwałą ochronę przed chorobą Alzheimera, stwierdził profesor Lathe. Wiele lat temu, w 1991 roku odkryliśmy, że u wielu starszych osób zarażonych HSV1 wirus ten obecny jest też w mózgu. Później, w 1997 roku wykazaliśmy, że pewne specyficzne czynniki genetyczne wiążą się ze znacznym wzrostem ryzyka wystąpienia choroby Alzheimera. W 2009 roku udało nam się wykazać, że DNA wirusa HSV występuje w blaszkach amyloidowych obecnych w mózgach osób cierpiących na Alzheimera. Zasugerowaliśmy wówczas, że obecny w mózgu wirus jest reaktywowany przez czynniki takie jak stres, obniżenie odporności czy zapalenie w innym miejscu organizmu. Z tego też powodu sądzimy, że cykl reaktywacji HSV1 w mózgu wywołuje chorobę Alzheimera przynajmniej u niektórych pacjentów, uważa Itzhaki. « powrót do artykułu
  2. Wśród przedstawicieli megafauny słonie są najskuteczniejszymi "roznosicielami" nasion pewnego drzewa wielkoowocowego z Tajlandii. Biolodzy wyjaśniają, że megafauna spełnia krytyczną rolę w roznoszeniu nasion wielu roślin lądowych, szczególnie tych z dużymi owocami. Choć pojęcie megafauna obejmuje zwierzęta o różnych wielkościach i fizjologii, dotąd słabo poznano ich relatywny wkład w rozprzestrzenianie nasion większości roślin, które od nich zależą. Autorzy pracy opublikowanej na łamach pisma PLoS ONE postanowili więc prześledzić spożycie owoców, rozsiewanie nasion i żywotność nasion u drzewa Platymitra macrocarpa z rodziny flaszowcowatych. Rodzi ono spore owoce o długości 3-5 cali (ok. 7,6-12,7 cm), które zjadają m.in. słonie, sambary jednobarwne, niedźwiedzie czy gibony. Zespół obserwował P. macrocarpa w okresie owocowania, pobierał próbki odchodów, a także mierzył wskaźnik kiełkowania i wzrost pozostawionych w różnych miejscach nasion. Na tej podstawie określano skuteczność roznoszenia nasion przez poszczególne gatunki megafauny. Okazało się, że choć słonie zjadały tylko 3% dostępnych owoców, można było z nimi powiązać aż 37% nasion dających żywotne siewki. Dla porównania, sambary jednobarwne zjadały 23% owoców, ale odpowiadały za jedynie 17% siewek. Ekipa Kim R. McConkey z malezyjskiego kampusu Uniwersytetu w Nottingham uważa, mała skuteczność sambarów wynika z tego, że chrząszcze silniej uszkadzają wydalane przez nie nasiona. Choć mniejsi przedstawiciele leśnej megafauny (np. jeleniowate i niedźwiedzie) odgrywają ważną rolę w rozsiewaniu nasion P. macrocarpa, ich skuteczność jest mniejsza, przez co by doprowadzić do tego samego poziomu reprodukcji drzewa, muszą zjeść więcej jego owoców. Jeśli mniej zagrożone duże zwierzęta roślinożerne, np. jeleniowate, nie będą w stanie odtworzyć związanej z roznoszeniem nasion roli zagrożonych megaroślinożerców, np. słoni, skurczy się zasięg roślin rodzących owoce zależne od megafauny. To z kolei wpłynie na skład leśnej społeczności i, być może, na ilość dwutlenku węgla magazynowanego w lesie. « powrót do artykułu
  3. Na australijskim Edith Cowan University powstał test do wczesnego wykrywania czerniaka za pomocą badań krwi. Obecnie lekarze bazują na badaniu skóry dermatoskopem i biopsjach. Naukowcy podkreślają, że test z krwi może zapewnić dokładniejsze rezultaty niż oko człowieka. Czerniak jest wykrywany dzięki rozpoznawaniu autoprzeciwciał, produkowanych przez organizm, by zwalczyć wczesny wzrost nowotworu. W badaniu, w którym wzięło udział 209 osób (105 chorych i 104 zdrowe), test zapewnił trafność rzędu 81,5%. W stosunkowo niedługim czasie przejdzie on testy kliniczne; ich celem ma być m.in. wzrost trafności do 90%. Australijczycy mają nadzieję, że test zostanie dopuszczony do użytku w ciągu 5 lat. Choć prof. Mel Ziman docenia umiejętności klinicystów, podkreśla, że może być trudno odróżnić wczesne stadium czerniaka od pieprzyka/znamienia. Test z krwi przyda się w momencie, gdy pacjent zgłosi się do lekarza, by ustalić, czy dana zmiana jest czerniakiem. Specjalista może zrobić test przed podjęciem decyzji o biopsji. Początkowo zespół z Edith Cowan University przyglądał się 1627 białkom funkcjonalnym. Badania pozwoliły jednak zawęzić ten spory zbiór do zestawu 10 autoprzeciwciał (one najlepiej wskazywały na obecność czerniaka). Ziman zaznacza, że wczesne wykrycie czerniaka ma kluczowe znaczenie. Gdybyśmy mogli usunąć czerniaka, gdy ma poniżej 1 mm grubości, szanse na przeżycie [5 lat] wynoszą 98-99%. Wyniki badań ukazały się w piśmie Oncotarget. « powrót do artykułu
  4. Na stanowisku archeologicznym w północno-wschodniej Jordanii odkryto zwęglone pozostałości podpłomyka, upieczonego przez myśliwych-zbieraczy ok. 14.400 lat temu. To najstarszy jak dotąd bezpośredni dowód na przyrządzanie chleba. Co istotne, wyprzedza on o co najmniej 4 tys. lat początki rolnictwa. Odkrycie sugeruje, że wypiek chleba bazujący na dzikich ziarnach mógł zachęcić myśliwych-zbieraczy do uprawy zbóż, a tym samym przyczynił się do rewolucji rolniczej w neolicie. Zespół z Uniwersytetu Kopenhaskiego, Uniwersyteckiego College'u Londyńskiego i Uniwersytetu w Cambridge analizował zwęglone resztki chleba z natufijskiego stanowiska Shubayqa 1 (znajduje się ono na Czarnej Pustyni w północno-wschodniej Jordanii). Zwęglone resztki pokarmu z palenisk ze stanowiska Shubayqa 1 stanowią wyjątkowe odrycie, które dało nam okazję do scharakteryzowania praktyk kulinarnych sprzed 14.400 lat. Dwadzieścia cztery kawałki przeanalizowane w ramach tego studium pokazują, że ziarna dzikich przodków udomowionych zbóż, np. jęczmienia, samopszy czy owsa, były przed gotowaniem mielone, przesiewane i zagniatane. Resztki są bardzo podobne do przaśnych podpłomyków zidentyfikowanych na kilku stanowiskach neolitycznych i rzymskich z Europy i Turcji. Wiemy już więc, że chlebopodobne produkty przygotowywano na długo przed rozwojem rolnictwa. Następnym krokiem będzie ustalenie, czy produkcja i spożycie chleba wpłynęły na pojawienie się uprawy roślin i udomowienie jako takie - podkreśla Amaia Arranz Otaegui z Uniwersytetu w Kopenhadze. Interesują nas szczególnie natufijscy myśliwi-zbieracze, bo żyli oni w okresie przejściowym, kiedy ludzie stali się bardziej osiadli i ich dieta zaczęła się zmieniać. Odkrycie [...] krzemiennych wkładek sierpowych na natufijskich stanowiskach z Lewantu sprawiło, że archeolodzy od dawna przypuszczali, że ludzie zaczęli wtedy wykorzystywać rośliny w inny i być może bardziej efektywny sposób. Podpłomyk ze stanowiska Shubayqa 1 jest [zaś] najstarszym jak dotąd dowodem wytwarzania chleba i pokazuje, że pieczenie wynaleziono przed uprawą roślin. Te dowody potwierdzają niektóre z naszych hipotez. Mogło mianowicie być tak, że wczesna i skrajnie czasochłonna produkcja chleba w oparciu o dzikie ziarna była jednym z kluczowych czynników napędzających późniejszą rewolucję rolniczą, w przebiegu której dzikie rośliny zaczęto uprawiać, zapewniając sobie wygodniejsze źródła pokarmu - dodaje archeolog Tobias Richter. Zwęglone resztki pokarmu oglądano pod skaningowym mikroskopem elektronowym (SEM). Zajęła się tym Lara Gonzalez Carratero, doktorantka z Uniwersyteckiego College'u Londyńskiego. Gonzalez Carratero wyjaśnia, że jej zespół sporządził nowe kryteria identyfikacji podpłomyka, owsianki, ciasta i podobnych produktów w zapisie archeologicznym. Ostatnio Duński Komitet ds. Niezależnych Badań przyznał naukowcom kolejny grant, dzięki czemu będą oni mogli dokładnie ustalić, w jaki sposób ludzie spożywali rośliny i zwierzęta i czemu jedne produkty "miały lepszą prasę" od innych, przez co zostały ostatecznie wybrane do uprawy. « powrót do artykułu
  5. Podczas International Joint Conference On Artificial Intelligence, która odbywa się właśnie w Sztokholmie, Future of Life Insitute zaprezentował dokument, którego sygnatariusze zobowiązali się do nieprowadzenia prac nad śmiercionośnymi autonomicznymi systemami bojowymi. Dokument podpisało ponad 160 organizacji i ponad 2400 osób. Wśród sygnatariuszy znajdziemy m.in. google'owskie DeepMind u jego założyciele czy Elona Muska. DeepMind to twórca algorytmów sztucznej inteligencji, które pokonały człowieka w go. My, podpisani poniżej, uznajemy, że decyzja o odebraniu życia człowiekowi nigdy nie powinna być podejmowana przez maszynę. Moralnym uzasadnieniem takiego stanowiska jest przekonanie, że decyzja o odebraniu życia nie może zostać podjęta przez maszynę, za którą to decyzję odpowiedzialni będą inni lub nikt. Argument praktyczny zaś brzmi: wprowadzenie do użytku śmiercionośnej, autonomicznej broni, która będzie wybierała cele bez interwencji człowieka, będzie miało destabilizujący efekt zarówno na państwa jak i na poszczególnych ludzi, czytamy w oświadczeniu. My, niżej podpisani, wzywamy rządy do stworzenia międzynarodowego prawa zabraniającego istnienia autonomicznych systemów bojowych. [...] nie będziemy nigdy uczestniczyli ani wspierali rozwoju, wytwarzania, handlu ani użycia śmiercionośnych autonomicznych systemów bojowych. Wzywamy firmy technologiczne, organizacje, liderów politycznych i społecznych oraz prawodawców i wszystkich innych ludzi do przyłączenia się do nas. Niezależnie od powyższego apelu 26 państw wezwało do nałożenia światowego zakazu tworzenia śmiercionośnych autonomicznych systemów bojowych. Państwa te to Algieria, Argentyna, Austria, Boliwia, Brazylia, Chile, Chiny, Kolumbia, Kostaryka, Kuba, Dżibuti, Ekwador, Egipt, Ghana, Gwatemala, Watykan, Irak, Meksyk, Nikaragua, Panama, Pakistan, Peru, Palestyna, Uganda, Wenezuela i Zimbabwe. Wśród instytucji podpisanych pod zobowiązaniem znajdziemy University College London, Europejskie Stowarzyszenie Sztucznej Inteligencji, portugalski Universidade NOVA czy Polskie Stowarzyszenie Sztucznej Inteligencji. Apel podpisało wielu naukowców zajmujących się robotami, informatyką i sztuczną inteligencją. Znajdziemy tam uczonych z Uniwersytetu w Montrealu, Uniwersytetu Nowej Południowej Walii, New York University, MIT, Uniwersytetu Kalifornijskiego, Cornell University i wielu innych szacownych instytycji naukowo-badawczych. « powrót do artykułu
  6. Po wypiciu niewielkiej ilości kofeiny badani zjadali o 10% mniej z bufetu śniadaniowego zapewnionego przez eksperymentatorów. Nie był to jednak efekt utrzymujący się przez cały dzień. Nie zaobserwowano też wpływu na postrzeganie własnego apetytu przez badanych. W oparciu o uzyskane wyniki zespół dr Leah M. Panek-Shirley z Uniwersytetu Stanu Nowy Jork w Buffalo stwierdził, że kofeina nie jest skutecznym środkiem tłumiącym apetyt czy dobrym sposobem na utratę wagi. Pod hasłem, że hamuje apetyt i ułatwia odchudzanie, kofeina jest często dodawana do suplementów. Autorzy wcześniejszych badań spekulowali, że kofeina przyspiesza metabolizm lub wpływa na związki występujące w mózgu, które tłumią apetyt. Dodatkowo dane epidemiologiczne sugerują, że osoby regularnie spożywające kawę mają niższy wskaźnik masy ciała (BMI) niż ludzie niepijący kawy. Celem naszego studium było więc ustalenie, czy kofeinę można naprawdę powiązać z ograniczonym spożyciem pokarmów lub supresją apetytu i czy BMI jest tu czynnikiem różnicującym - opowiada Panek-Shirley. W eksperymencie wzięło udział 50 zdrowych dorosłych w wieku 18-50 lat. Przez miesiąc raz w tygodniu odwiedzali oni laboratorium Panek-Shirley. Podczas wizyt proszono ich o wypicie czystego soku lub soku z dodatkiem kofeiny (jedna z dawek wynosiła 1 mg/kg masy ciała, a druga 3 mg/kg). Po półgodzinie badanym mówiono, że mogą zjeść ze śniadaniowego bufetu tyle, ile chcą. Naukowcy chcieli też śledzić dzienne spożycie ochotników, dlatego co godzinę wysyłali im emailowe przypomnienie zlinkowane do kwestionariusza. W ten sposób można było monitorować apetyt i rzeczywiste spożycie w danym okresie. Okazało się, że po wypiciu soku z niższą dawką kofeiny (1 mg/kg) ludzie zjadali o ok. 70 kalorii mniej niż po wypiciu soku z dawką alkaloidu wynoszącą 3 mg/kg masy ciała lub po wypiciu czystego soku. Gdy akademicy przeanalizowali, co ochotnicy jedli przez cały dzień, stwierdzili, że niewielki spadek spożycia się nie utrzymywał i później badani rekompensowali sobie zmniejszone śniadaniowe spożycie. Nie zaobserwowano też różnic w samoopisie apetytu przy różnych dawkach kofeiny. Przy żadnej z dawek (0, 1 lub 3 mg/kg) nie stwierdzono wpływu BMI na spożycie czy apetyt. Amerykanie podkreślają, że badanie było podwójnie ślepe i ani badacze, ani badani nie wiedzieli, kto został wylosowany do jakiej grupy. Zastosowano schemat naprzemienny, co oznacza, że we wszystkich grupach stosowano naprzemiennie interwencje eksperymentalne oraz interwencję kontrolną. « powrót do artykułu
  7. Homo sapiens nie pochodzi z jednej populacji afrykańskiej. Grupa naukowców, na czele której stała doktor Eleanor Scerri z Uniwersytetu w Oxfordzie i Instytutu Historii Człowieka im. Maxa Plancka, stwierdziła, że nasi przodkowie byli rozsiani po całej Afryce i tworzyli różne populacje. Grupy te były od siebie odizolowane przez różne habitaty i zmieniające się granice różnych ekosystemów, takich jak np. lasy deszczowe i pustynie. Przez tysiące lat izolacji powstało wiele różnych form przodków człowieka i dopiero ich wymieszanie się dało początek naszemu gatunkowi. Drogi, którymi człowiek opuścił Afrykę i rozprzestrzenił się po planecie, są od dawna przedmiotem intensywnych badań. Znacznie mniej uwagi przywiązuje się do zbadania, jak wyglądała ewolucja naszego gatunku w samej Afryce. Wielu naukowców przyjęło, że nasi wcześni przodkowie pochodzili od jednej dość dużej populacji. Zespół Scerri opublikował w Trends in Ecology and Evolution artykuł na temat badań, podczas których wzięto pod uwagę nie tylko zwyczajowe badania kości, kamiennych narzędzi i DNA, ale również dokonano nowej bardziej szczegółowej analizy klimatów i habitatów Afryki na przestrzeni ostatnich 300 000 lat. Kamienne narzędzia i inne przejawy kultury materialnej są znacząco rozrzucone w czasie i przestrzeni. Mimo, że na całym kontynencie widzimy trend ku wykorzystywaniu coraz bardziej złożonej kulturze materialnej, to modernizacja ta z pewnością nie pochodzi z jednego źródła ani z jednego czasu, mówi Scerri. Podobne zróżnicowanie widać w szczątkach ludzkich. Gdy przyjrzymy się morfologii ludzkich kości z ostatnich 300 000 lat, widzimy złożoną mieszaninę starych i nowych cech, występujących w różnych miejscach i w różnym czasie, zauważa profesor Chris Stringer z London Natural History Museum. Podobnie jak w przypadku kultury materialnej także i tu widoczne jest przechodzenie do współczesnej formy człowieka, jednak różne jej cechy pojawiają się w różnym miejscu i czasie, a niektóre archaiczne cechy były widoczne jeszcze stosunkowo niedawno. Podobny wzorzec występuje w DNA. Trudno byłoby pogodzić ze sobą DNA współczesnych mieszkańców Afryki z DNA ludzi, którzy żyli tam przed 10 000 lat jeśli byśmy przyjęli, że pochodzimy od jednej populacji. Obserwujemy tutaj bowiem, że pewne cechy przestały być wspólne bardzo bardzo dawno, a poziom różnorodności genetycznej jest tak duży, że pojedyncza populacja miałaby kłopoty z jego utrzymaniem. Naukowcy, chcąc dowiedzieć się, dlaczego populacje naszych przodków tak bardzo się od siebie różniły i w jaki sposób podziały te zmieniały się w czasie, przyjrzeli się klimatom i habitatom Afryki. W przeszłości Czarny Ląd bardzo się zmieniał. Sahara była niegdyś wilgotna i zielona, płynęły tam rzeki, istniały jeziora i tętniło życie zwierzęce. Dzisiejsze wilgotne zalesione regiony były niegdyś suche. Te zmieniające się warunki znajdują swoje odzwierciedlenie w różnorodonści gatunków i podgatunków zwierząt zamieszkujących Afrykę subsaharyjską. Zmiany takie oznaczały, że ludzkie populacje bywały mocno od siebie odizolowane przez warunki naturalne, a gdy te się zmieniały, dochodziło do genetyczne i kulturowego mieszania się różnych populacji. W naszych modelach ewolucji człowieka musimy uwzględnić te różne populacje. Tak złożona historia podgatunków człowieka skłania nas do zakwestionowania współczesnych modeli dotyczących zmian liczebności populacji. Niewykluczone, że pewne zjawiska, które obecnie interpretujemy jako spadki liczebności były po prostu zmianami połączeń pomiędzy populacjami, mówi doktor Lounes Chikhi z francuskiego Narodowego Centrum Badań Naukowych i Instituto Gulebenkian de Ciencia w Lizbonie. Ewolucja człowieka w Afryce przebiegała w różnych regionach. Nasi przodkowie byli wieloetniczni, a kultura materialna – wielokulturowa. Jeśli chcemy zrozumieć ewolucję człowieka, musimy przyjrzeć się wszystkim regionom Afryki, dodaje doktor Scerri. « powrót do artykułu
  8. Z mózgami jest jak z odciskami palców: nie ma dwóch identycznych. Unikatowość to wynik połączenia czynników genetycznych oraz indywidualnych doświadczeń życiowych. Skoro udało się opracować metodę identyfikacji ludzi na podstawie odcisków palców, to czy na podstawie określonych cech anatomicznych da się stwierdzić, do kogo należy mózg? To pytanie, jakie postawił sobie zespół prof. Lutza Jänckego z Uniwersytetu w Zurychu. Wcześniej Jäncke wykazał, że indywidualne doświadczenia wpływają na anatomię mózgu. Profesjonalni muzycy, golfiści i szachiści różnią się np. od innych regionami mózgu, które odpowiadają za ich rozwinięte zdolności. Doświadczenia, które trwają krócej, także pozostawiają ślad w mózgu. Jeśli ktoś przez 2 tygodnie ma np. rękę na temblaku, dochodzi do "skurczenia" obszaru odpowiedzialnego za kontrolę unieruchomionej kończyny. Podejrzewaliśmy, że wpływające na mózg doświadczenia wchodzą w interakcje z genetyką i na przestrzeni lat u każdego człowieka wykształca się bardzo indywidualna anatomia mózgu. By się przekonać, czy tak rzeczywiście jest, Szwajcarzy wykonali rezonans magnetyczny mózgów niemal 200 zdrowych starszych ludzi. W ciągu 2 lat ochotnicy przeszli 3 badania. Oceniono ponad 450 anatomicznych cech mózgu, w tym te ogólne: objętość mózgu oraz objętość substancji białej i szarej, a także grubość kory. Okazało się, że w przypadku 191 osób naukowcy byli w stanie zidentyfikować indywidualną kombinację specyficznych cech anatomicznych. Trafność identyfikacji, nawet dla ogólnych cech anatomicznych mózgu, wynosiła ponad 90%. Dzięki naszemu badaniu byliśmy w stanie potwierdzić, że struktura ludzkiego mózgu jest czymś bardzo indywidualnym. Kombinacja wpływów genetycznych i niegenetycznych kształtuje nie tylko działanie mózgu, ale i anatomię. Naukowcy nie sądzą jednak, by w przyszłości daktyloskopia została zastąpiona rezonansem, bo w porównaniu do prostej metody pobierania odcisków palców, skanowanie jest zbyt drogie i czasochłonne. Tak czy siak Jäncke cieszy się z postępów poczynionych w ostatnich latach. Jeszcze 30 lat temu uważano, że ludzki mózg ma mało albo nie ma wcale cech indywidualnych. Identyfikacja na postawie cech anatomicznych mózgu była [więc] czymś niewyobrażalnym. Na szczęście w międzyczasie rozwinęły się metody obrazowania, a także oprogramowanie do oceny zdigitalizowanych skanów. « powrót do artykułu
  9. KopalniaWiedzy.pl

    Matematyczny efekt placebo zapachu kawy

    Zapach kawy poprawia wyniki osiągane w matematyce. Naukowcy z Instytutu Technologicznego Stevensa odkryli, że woń kawy pomaga ludziom osiągać lepsze wyniki w analitycznej części testu GMAT (Graduate Management Aptitude Test). Nie chodzi tylko o to, że kawowy zapach pomagał ludziom lepiej wypadać w zadaniach analitycznych, co samo w sobie byłoby już interesujące. [Istotne jest to, że czując kawę] badani uważali, że lepiej im pójdzie, a my wykazaliśmy, że to oczekiwanie przynajmniej częściowo odpowiadało za wyższe wyniki - opowiada prof. Adriana Madzharov. Oznacza to więc, że mimo nieobecności kofeiny, wyczuwanie zapachu kawy miało skutek podobny do wypicia naparu, co sugeruje efekt placebo woni kawy. W ramach eksperymentu ok. 100 studentów zarządzania rozwiązywało test z algebry składający się z 10 zadań. Ochotników podzielono na 2 grupy: jedna pracowała w pomieszczeniu, w którym czuć było zapach kawy, a druga w kontrolnym pokoju bez woni. Okazało się, że pierwsza grupa uzyskiwała znacząco lepsze wyniki. Chcąc sprawdzić, czy poprawę myślenia można po części wyjaśnić oczekiwaniami, że zapach kawy zwiększy czujność i w ten sposób polepszy wyniki, spytano kolejne osoby (ponad 200) o przekonania związane z różnymi woniami. Ludzie uważali, że w porównaniu do zapachu kwiatowego lub braku woni, w obecności zapachu kawy będą bardziej czujni i naenergetyzowani. Spodziewali się, że ekspozycja na zapach kawy poprawi też ich osiągnięcia w zadaniach umysłowych. Wyniki sugerują zatem, że oczekiwania co do uzyskiwanych wyników można wyjaśnić przekonaniem, że sama woń kawy sprawia, że ludzie są bardziej czujni/sprawni umysłowo. W przyszłości Madzharov chce sprawdzić, czy kawowe zapachy wywierają podobny efekt placebo w przypadku innych typów zadań, np. rozumowania werbalnego. Wg niej, spostrzeżenie, że woń kawy działa na rozumowanie analityczne jak placebo, znajdzie sporo zastosowań praktycznych, w tym biznesowych. « powrót do artykułu
  10. Jak zwykłego składaka zamienić w stabilny rower trójkołowy dla seniora albo przechyłową wyścigówkę dla nastolatka - pomysł na to ma student Politechniki Krakowskiej (PK) Wojciech Janas. Dzięki zaprojektowanym przez niego specjalnym nakładkom zwykły jednoślad można zamienić w nowy pojazd trójkołowy na zakupy albo ekstremalne przygody. Projekty powstały w ramach prac inżynierskiej i magisterskiej studenta Politechniki Krakowskiej. Przechyłowy rower został zgłoszony do ochrony wzorem użytkowym w Urzędzie Patentowym RP. Stworzenie pojazdu trójkołowego było najpierw pomysłem na pracę inżynierską. Główną ideą była możliwość przerobienia zwykłego roweru na pojazd trójkołowy, który jest stabilniejszy, a jego użytkowanie przynosi więcej przyjemności osobom w każdym wieku. Przeróbka miała się odbywać bez jakichkolwiek zmian w konstrukcji roweru – powiedział, cytowany w materiałach prasowych Wojciech Janas. Jak dodał w swoim pomyśle wzorował się na francuskim pojeździe Kiffy, z tą różnicą, że francuski rower jest produkowany, jako gotowy trójkołowiec. Tymczasem konstrukcja z Politechniki miała łatwo przechodzić w z dwu– w trzykołową i odwrotnie. W pracy inżynierskiej student PK przedstawił pomysł oparty na dołączeniu do roweru dwukołowej dostawki. Młody konstruktor podkreślił, że jego rozwiązanie jest jak dotąd niespotykane w rowerach trójkołowych. Wyjaśnił: Montaż całości ogranicza się do dwóch czynności – zdemontowania przedniego koła, w miejsce którego mocowana jest dostawka za pomocą szybkozamykacza oraz przymocowania konstrukcji do kierownicy. Pojazd zbudowany jest w układzie tadpole – dwa koła z przodu i jedno koło z tyłu. Obracając kierownicą obracamy jednocześnie całą konstrukcją, dzięki czemu można zmieniać kierunek jazdy. Zastosowano zawieszenie z podwójnymi wahaczami równej długości. Zastosowana belka ustalająca utrzymująca wahacze w żądanej pozycji i powoduje, że chwilowy środek obrotu trójkołowca znajduje się na ziemi, tak jak w tradycyjnym rowerze. Pojazd wyposażony jest również w demontowany koszyk zakupowy, co podnosi jego funkcjonalność w warunkach miejskich. We właśnie obronionej pracy magisterskiej student PK, we współpracy z promotorem prof. Witoldem Grzegożkiem, rozwinął swój pomysł, przy czym aktualna pozostała główna idea - by w konstrukcji dwukołowca nie wprowadzać żadnych zmian. Wykorzystaliśmy zawieszenie z poprzedniego pojazdu, modyfikując układ wahaczy na trójkątny. Pozostawiono koncepcję belki ustalającej. Modernizacji uległ natomiast sposób, w jaki pojazd skręca. Wzorując się na pojeździe AddBike, rower wyposażono w bardziej zaawansowany zwrotniczy układ kierowniczy. Oznacza to, że koła pojazdu skręcają tak, jak w samochodzie. Wpłynęło to na poprawę odczuć z jazdy rowerem, powodując większą łatwość w manewrowaniu – powiedział Janas. « powrót do artykułu
  11. KopalniaWiedzy.pl

    Symbioza w nowym wydaniu

    Bakterie żyjące w wabiku (esca) elastycznej wici (illicium) żabnicokształtnych reprezentują 3., nieznany dotąd, typ symbiozy. Naukowcy z Uniwersytetu Cornella wyjaśniają, że występujący u samic narząd przypomina kij zakończony latarką, w której wnętrzu żyją bioluminescencyjne bakterie. Emitujący światło "obiekt" przyciąga potencjalne ofiary oraz partnerów. Autorzy publikacji z pisma mBio dodają, że żabnicoksztłatne spędzają większość swojego życia w kompletnych ciemnościach, na głębokości poniżej 1000 m, dlatego badanie ich jest naprawdę trudne. Ostatnio po raz pierwszy udało się zsekwencjonować i opisać genomy bakterii z wabika. Pozyskano je z okazów ryb, np. Melanocetus johnsonii i Cryptopsaras couesii, z Zatoki Meksykańskiej. Okazało się, że bakterie utraciły niektóre z genów potrzebnych do samodzielnego życia w wodzie. Stało się tak, bo ryby i mikroorganizmy rozwinęły ścisłe, korzystne dla obu stron związki: bakterie generują dla żabnicokształtnych światło, a ryby zapewniają im składniki odżywcze. Szczególnie interesujące [...] jest to, że ewolucja nadal trwa, mimo że same ryby wyewoluowały ok. 100 mln lat temu. Nie wiadomo czemu, bakterie nadal tracą swoje geny - opowiada prof. Tory Hendry. Amerykanie wyjaśniają, że w większości znanych relacji symbiotycznych między organizmami wyższymi i bakteriami chodzi o związek 1) między żyjącymi wolno bakteriami, które nie wyewoluowały, by podtrzymać symbiozę albo 2) o gospodarza i bakterie wewnątrzkomórkowe, u których w wyniku ewolucji doszło do znacznych redukcji genomu. Bakterie z wabika żabnicokształtnych reprezentują jednak 3. typ symbiozy. Wstępne dane sugerują, że te mikroorganizmy mogą się przemieszczać z esca do wody. To 3. rodzaj sytuacji, gdzie bakterie nie utykają ze swoim gospodarzem, ale widać zachodzącą nadal ewolucję. Badania pokazały, że w porównaniu do wolno pływających krewnych, u bakterii z wabika genom jest mniejszy o połowę. Mikroorganizmy straciły większość genów odpowiedzialnych za wytwarzanie aminokwasów i rozkładanie składników odżywczych innych niż glukoza. Sugeruje to, że żabnicokształtne zapewniają im m.in. aminokwasy. Co ważne, bakterie zachowały pewne geny przydające w się w wodzie; mają np. pełny szlak do wytwarzania wici. Choć znikła u nich większość genów zaangażowanych w wyczuwanie w środowisku wskazówek chemicznych związanych z pokarmem i innymi użytecznymi substancjami, kilka genów pozostało, dzięki czemu nadal istnieje zestaw bodźców (związków), na które mikroorganizmy te mogą zareagować. Bakterie zredukowały się więc do czegoś, co je obchodzi - podsumowuje Hendry. « powrót do artykułu
  12. Naukowcy ze Stanford University wykorzystali namagnetyzowany przewód do przechwycenia komórek nowotworowych swobodnie poruszających się w krwi chorego. Technika ta może wkrótce posłużyć do wczesnej diagnozy nowotworów. Najpierw do układu krwionośnego wprowadza się namagnetyzowane nanocząstki, które przygotowano tak, by przyczepiały się do komórek nowotworowych. Po wprowadzeniu do żyły przewód wyłapuje te nanocząstki z przyczepionymi doń komórkami. Technika, którą przetestowano dotychczas na świniach, pozwala na wychwycenia od 10 do 80 razy więcej komórek nowotworowych niż inne techniki wykrywania nowotworów we krwi. To czyni ją potencjalnie bardzo użytecznym narzędziem do wczesnej diagnostyki. Może być ona wykorzystana również do oceny skuteczności terapii antynowotworowej. Jeśli terapia taka będzie skuteczna, we krwi powinno pojawić się więcej komórek, co jest spowodowane obumieraniem guza i odrywaniem się od niego komórek, następnie, po skurczeniu się guza, liczba komórek we krwi powinna się zmniejszyć. Naukowcy skupiają się na wykorzystaniu przewodu w nowotworach, jednak przyznają, że może on mieć znacznie szersze zastosowanie. Można go użyć w każdej innej chorobie, w przebiegu której we krwi pojawiają się charakterystyczne dla niej molekuły czy komórki. Wyobraźmy sobie, że badamy pacjenta pod kątem infekcji bakteryjnej, krążącego resztkowego DNA nowotworowego czy komórek odpowiedzialnych za stany zapalne. W każdym z tych przypadków przewód oraz nanocząstki pomogą wzmocnić sygnał i tym samym wykryć chorobę, mówi profesor Sanjiv Gambhir, główny autor badań. Nowa technika wykrywania komórek nowotworowych we krwi może okazać się bardzo użytecznym narzędziem. Teoretycznie do wykrycia nieprawidłowych komórek wystarczyłoby pobranie krwi i jej zbadanie pod mikroskopem. Problem jednak w tym, że w wielu przypadkach we krwi znajduje się bardzo mało komórek nowotworowych, pobierając więc krew możemy nie pobrać żadnej z nich. Przewód i namagnetyzowane nanocząstki powinny poradzić sobie z tym problemem. Niewielki przewód można umieścić w ciele pacjenta na dłuższy czas, co znakomicie zwiększa szansę, że przyczepią się do niego nanocząstki z dołączonymi do nich komórkami. Naukowcy nie starali się jeszcze o zgodę na przeprowadzenie testów swojej technologii na ludziach. Podczas badań na świniach przewód był wprowadzany do żyły w pobliżu ucha świni. Żyła ta jest podobna do żyły na ludzkim ramieniu. I to właśnie tam naukowcy mają zamiar umieszczać swój przewód. Wstępne wyniki badań są bardzo obiecujące. Wykazały one bowiem, że przewód, w porównaniu do 5-mililitrowej próbki krwi pobranej za pomocą strzykawki, przyciąga nawet 80-krotnie więcej komórek nowotworowych. Jego maksymalna skuteczność jest więc taka, jak skuteczność pobrania i przebadania 80 próbek krwi. A wszystko to w zaledwie 20 minut. « powrót do artykułu
  13. Cukier poprawia pamięć u starszych osób i motywuje je do maksymalnego wysiłku podczas wykonywania złożonych zadań. Podczas badań prowadzonych przez zespół pod kierunkiem doktoranta Konstantinosa Mantantzisa zauważono, że zwiększenie poziomu cukru we krwi poprawia pamięć i wydajność u starszych osób oraz powoduje, że są one bardziej zadowolone podczas wykonywania zadań. Naukowcy podzielili badanych na kilka grup. W grupach ludzi w wieku 18–27 lat i 65–82 lat różne osoby otrzymały napój zawierający niewielką ilość glukozy lub napój ze słodzikiem, który miał spełniać funkcję placebo. Po jego wypiciu badani mieli do rozwiązania zadanie, a naukowcy sprawdzali zaangażowanie, liczbę punktów w teście pamięci, nastrój badanych oraz ich własną opinię na temat swojego zaangażowania w zadanie. Okazało się, że zarówno ludzie młodzi jak i starsi, którzy otrzymali napój z glukozą mocniej angażowali się w wykonanie zadania w porównaniu z grupami, które otrzymały napój ze słodzikiem. Tutaj jednak podobieństwa się kończyły. U osób starszych, którzy przyjęli glukozę zauważono też znacznie lepszą pamięć i lepszy nastrój w porównaniu z ich rówieśnikami, którzy spożyli słodzik. Takiego zjawiska nie zaobserwowano u młodych badanych. Co więcej, obiektywne testy wykazały, że starsze osoby, które spożyły glukozę, bardziej starały się wykonać zadanie, to gdy mieli sami ocenić swoje wysiłki, nie uznawali, by starali się bardziej niż zwykle. Naukowcy uważają, że krótkoterminowa dostawa energii w postaci zwiększonego poziomu glukozy we krwi była ważnym czynnikiem motywującym starszych ludzi do pracy na maksymalnych obrotach. Zaś zwiększona motywacja może wyjaśnić fakt, że osoby te czuły się też pewniej, zmniejszyło się ich postrzegania włożonego wysiłku oraz poprawiło nastrój. « powrót do artykułu
  14. Po przeprowadzeniu jednego z największych badań pierwszych wspomnień naukowcy stwierdzili, że w prawie 40% przypadków są one fikcyjne. Zgodnie z obecnym stanem wiedzy, pierwsze wspomnienia datują się na wiek 3-3,5 r., tymczasem najnowsze studium zespołu z City, University of London, Uniwersytetu w Bradford i Nottingham Trent University wykazało, że aż 38,6% z 6641 respondentów twierdziło, że ma wspomnienia z wieku 2 lat lub wcześniejszego okresu; 893 osoby powiedziały, że ich pierwsze wspomnienie pochodzi z czasu, gdy mieli rok, a nawet parę miesięcy. Takie odpowiedzi były szczególnie częste wśród dorosłych w średnim wieku i seniorów. By móc przeanalizować pierwsze wspomnienia, Brytyjczycy poprosili badanych, by opowiedzieli je ze szczegółami i podali wiek, w jakim wtedy, wg siebie, byli. Akademicy podkreślali, że chodzi o bezpośrednie doświadczenie, a nie sytuacje znane np. z rodzinnych zdjęć czy opowieści. Psycholodzy przyglądali się treści, językowi, naturze i szczegółom opisów. Na tej podstawie ustalili prawdopodobny powód, dla którego ludzie uważali, że pamiętają coś z okresu niemożliwego do zapamiętania. Ponieważ wiele z "wspomnień" datowało się na wiek 2 lat lub wcześniej, autorzy publikacji z pisma Psychological Science podejrzewają, że bazują one na fragmentach wczesnych doświadczeń i wiedzy dot. własnego niemowlęctwa i dzieciństwa (jest ona czerpana ze zdjęć, rozmów czy anegdot rodzinnych). Takie "zdarzenia" są pamięciowo doświadczane za każdym razem, gdy przychodzą do głowy, dlatego dla danej osoby z czasem stają się one wspomnieniami z treścią ściśle powiązaną z konkretnym czasem/wiekiem. Fikcyjne pierwsze wspomnienia okazały się bardzo rozpowszechnione u dorosłych w średnim wieku i seniorów: aż ok. 4 osoby na 10 z tych grup mają fikcyjne wspomnienia niemowlęctwa. Sugerujemy, że to, co niektórym ludziom przychodzi do głowy podczas przywoływania fikcyjnych nieprawdopodobnie wczesnych wspomnień, jest przypominającą pamięć epizodyczną mentalną reprezentacją, będącą połączeniem fragmentów wczesnych doświadczeń i pewnych faktów czy wiedzy nt. niemowlęctwa/dzieciństwa - opowiada dr Shazia Akhtar z Uniwersytetu w Bradford. [...] Dalsze szczegóły mogą być nieświadomie dodawane bądź wywnioskowywane. Podczas naszego badania prosiliśmy ludzi, by przywołali pierwsze wspomnienie, które jest naprawdę wspomnieniem, a nie czymś związanym z rodzinną historią czy zdjęciem. Kiedy analizowaliśmy odpowiedzi respondentów, odkryliśmy, że często pierwsze "wspomnienia" odnoszą się jakoś do niemowlęctwa i że typowym przypadkiem jest wspomnienie związane z wózkiem. Taki rodzaj pamięci wydaje się skutkiem tego, że ktoś np. wspominał, że "mama miała duży zielony wózek". Później dana osoba wyobraża sobie, jak to mogło być. Z czasem fragmenty stają się wspomnieniem, a człowiek zaczyna do nich dodawać różne rzeczy [...] - podsumowuje prof. Martin Conway z City, University of London. « powrót do artykułu
  15. Dwudziestego dziewiątego września w Łodzi-Łagiewnikach chętni będą mogli wziąć udział w pierwszym Dniu Mszaka. Na imprezę zapraszają Fundacja Biodiversitatis i współorganizatorzy: Zespół Parków Krajobrazowych Województwa Łódzkiego, Wydział Biologii i Ochrony Środowiska Uniwersytetu Łódzkiego, Sekcja Briologiczna Polskiego Towarzystwa Botanicznego oraz Miesięcznik Dzikie Życie. W programie znajdują się zarówno prelekcja, jak i warsztaty terenowe. Ekspertką, która poprowadzi imprezę, ma być dr Monika Staniaszek-Kik z Wydziału Biologii i Ochrony Środowiska UŁ. Na swoim profilu na Facebooku Fundacja Biodiversitatis zapowiada, że Dzień Mszaka to terenowe warsztaty poświęcone niepozornym, ale niezwykle fascynującym miniaturowym roślinom - mchom, wątrobowcom i glewikom. Będąc m.in. roślinami pionierskimi, mszaki spełniają w środowisku ważne funkcje. Są one wykorzystywane przez przemysły medyczny i kosmetyczny. Niestety, wiele z nich jest zagrożonych wyginięciem. Naukowcy podkreślają, że do bliższego poznania i "zaprzyjaźnienia" zachęcają intrygujące nazwy mszaków. Można bowiem znaleźć wśród nich ślimakobrzeżka, tępozęba czy szurpka. W trakcie bezpłatnych warsztatów uczestnicy będą mogli zobaczyć siedliska, w których żyją mszaki, a także poznać zagrożone i chronione gatunki. « powrót do artykułu
  16. Unia Europejska ogłosi nałożenie na Google'a grzywny liczonej w miliardach euro, twierdzą anonimowe źródła. Ma to być kara za utrudnianie konkurencji dostępu do ekosystemu Androida. Prawdopodobnie jeszcze dzisiaj komisarz ds. konkurencji Margarethe Vestager publicznie poinformuje, że zdaniem UE koncern, wiążąc się z Samsungiem i Huawei, nadużył swojej dominującej pozycji. Dwa niezależne źródła zdradziły dziennikarzom AFP, że grzywna sięgnie kilku miliardów euro. Google może być ukarany grzywną w wysokości do 10% rocznych przychodów konglomeratu Alphabet. Te w ubiegłym roku sięgnęły 110,9 miliardów euro. Grzywna zależy od powagi naruszeń oraz od tego, czy urzędy antymonopolowe uważają, czy do naruszeń doszło celowo czy też nie oraz czy prowadziło to do wykluczenia konkurencji z rynku, wyjaśnia jedno ze źródeł. Sprawa związana z Androidem to najpoważniejsze z trzech oskarżeń rozpatrywane przez UE. Google już zostało ukarane rekordową grzywną w wysokości 2,4 miliarda euro za wykorzystywanie dominującej pozycji swojej wyszukiwarki i nieuczciwe promowanie porównywarki cen Google Shopping. Obecnie UE oskarża Google'a do wymuszenie na producentach telefonów z Androidem, takich jak Samsung czy Huawei, preinstalowania wyszukiwarki Google i przeglądarki Chrome oraz ustawienia Google Search jako domyślnej wyszukiwarki. Takie warunki stawia Google producentom smartfonów w zamian za udzielenie im licencji na niektóre swoje aplikacje. Wyszukiwarkowy gigant został także oskarżony o to, że nie pozwala firmom produkującym smartfony na instalowanie innych systemów operacyjnych opartych na otwartym kodzie Androida. Przedsiębiorstwo stosowało też „zachęty finansowe” za instalowanie Google Search. Dotychczas najwyższą karą nałożoną przez UE był wydany Apple'owi nakaz zapłacenia 13 miliardów euro rządowi Irlandii. To suma podatków, jakich Apple wcześniej nie zapłaciło w ramach umowy z rządem w Dublinie. « powrót do artykułu
  17. Astronomowie odkryli 12 nieznanych dotychczas księżyców Jowisza. Tym samym wiemy, że planeta ta posiada co najmniej 79 naturalnych satelitów i jest pod tym względem rekordzistką w Układzie Słonecznych. Wśród nowo odkrytych księżyców mamy 11 standardowych i jeden, o którym astronomowie stwierdzili, że jest dziwaczny. Księżyce zauważył wiosną 2017 roku zespół kierowany przez Scotta Shepparda z Carnegie Institution for Science. Naukowcy prowadzili poszukiwania potencjalnej 9. Planety, która może znajdować się za Plutonem. Tak się złożyło, że w naszym polu obserwacyjnym znalazł się Jowisz, więc mogliśmy przy okazji rozejrzeć się za nieznanymi księżycami tej planety, mówi Sheppard. Dane zdobyte przez jego zespół zostały wykorzystane przez Garetha Williamsa z Minor Planet Center do obliczenia orbin nowo odkrytych księżyców. Trzeba przeprowadzić kilka obserwacji, by potwierdzić, że dany obiekt rzeczywiście krąży wokół Jowisza. Dlatego cały ten proces zajął rok, wyjaśnia Williams. Dziewięć ze wspomnianych księżyców stanowi część większego zbioru satelitów Jowisza, które krążą wokół planety w kierunku przeciwnym do kierunku jej obrotu. Te odległe księżyce są zgromadzone w co najmniej trzech grupach i mogą być pozostałościami większych księżyców, które rozpadły się wskutek zderzeń z asteroidami, kometami lub innymi księżycami. Każdy z tych dziewięciu księżyców okrąża Jowisza w ciągu około dwóch lat. Dwa kolejne księżyce, to część bliższej grupy, która krąży zgodnie z ruchem obrotowym Jowisza. Także i one, przez podobieństwo swoich orbit, są uważane za pozostałość po większym księżycu. Obiegają one Jowisza w czasie nieco krótszym niż rok. Odkryliśmy też dziwaka, który ma orbitę zupełnie inną, niż wszystkie pozostałe księżyce Jowisza. To także najprawdopodobniej najmniejszy ze znanych nam księżyców tej planety. Jego średnica wynosi mniej niż kilometr, mówi Sheppard. Orbita tego księżyca, który porusza się zgodnie z ruchem obrotowym Jowisza, przecina orbity dalszych księżyców, a że porusza się on w przeciwnym kierunku do nich, prawdopodobnie w końcu dojdzie do zderzenia. To bardzo niestabilna sytuacja. Seria takich zderzeń szybko doprowadzi do rozpadnięcia się tych obiektów w pył. Naukowcy sądzą, że dziwak to ostatnia pozostałość po większym księżycu, który miał pewien udział w powstaniu zgrupowania odległych księżyców poruszających się w przeciwną stronę do ruchu obrotowego planety. Odkrywcy zaproponowali dla dziwnego księżyca nazwę Valetudo, na cześć praprawnuczki Jowisza, bogini zdrowia i higieny (gr. Hygieja). Istnienie tak dużej liczby niewielkich księżyców wskazuje, że powstały one po okresie formowania się planet. Księżyce te mają średnice od 1 do 3 kilometrów. Gdyby istniały w okresie formowania się planet, na ich ruch mocno wpływałyby gaz i pył, tworzące dysk protoplanetarny, z którego powstawały planety. Opór tworzony przez gaz i pył powodowałby, że małe księżyce zaczęłyby po spirali opadać na Jowisza. Jako, że wciąż istnieją, musiały powstać po okresie formowania się planet. « powrót do artykułu
  18. Neurony oreksynowe podwzgórza wydają się dobrym celem dla leków do kontroli obżarstwa napadowego (ang. binge eating) u otyłych osób. Wcześniej wykazano, że te neurony są ważne z punktu widzenia uzależnienia od różnych narkotyków, w tym od kokainy. Kilka kluczowych objawów zaburzeń odżywiania, np. poczucie utraty kontroli, pokrywa się z tym, co wiemy o naturze uzależnień od narkotyków. Ponieważ układ oreksynowy jest zaangażowany w uzależnienie od narkotyków, skupiliśmy się na nim, by zrozumieć zmianę w motywacji pokarmowej, do której dochodzi przez powtarzające się epizody objadania - opowiada dr Gary Aston-Jones, dyrektor Rutgers Brain Health Institute. Amerykanie badali samice szczurów, którym podawano dietę kontrolną lub karmę obfitującą w cukier i tłuszcz (wiadomo, że powoduje ona tycie i objadanie). Później zwierzęta wykonywały zadanie nagradzane przekąskami. Gdy wzrastał nakład koniecznej pracy, uporczywa motywacja, by zdobywać jedzenie, utrzymywała się wyłącznie u szczurzyc z obżarstwem napadowym. Wzmożona motywacja znikała jednak po terapii substancją blokującą sygnalizację oreksynową w mózgu. Eksperymenty pokazały także, że bloker oreksynowy zmniejszał ilość pokarmu zjadanego podczas napadu (szczurzyce miały przez pół godziny nieograniczony dostęp do słodzonej mieszanki tłuszczowej). Kilka blokerów oreksynowych znajduje się na etapie testów klinicznych bądź zyskało już pozwolenie FDA, dlatego zaczęliśmy badania, które mają pokazać, czy dadzą one podobne rezultaty w naszym modelu zwierzęcym - wyjaśnia dr Morgan James. Zespół, który przedstawił swoje wyniki na dorocznej konferencji Stowarzyszenia na rzecz Badań Zachowań Związanych z Odżywianiem (Society for the Study of Ingestive Behavior, SSIB), podkreśla, że obecnie pacjenci z zaburzeniami odżywiania mają do dyspozycji niewiele opcji farmakologicznych. Byłoby więc wspaniale, gdyby nowa terapia rozszerzyła wachlarz metod dostępnych dla osób otyłych z zaburzeniem z napadami objadania się - zaznacza dr Nicholas Bello z Rutgers University. Akademicy chcą kontynuować badania, by ustalić, jak zmiana nawyków żywieniowych i/lub zmiana wagi wpływa na wielkość i liczbę neuronów oreksynowych. « powrót do artykułu
  19. W na terenach należących do posiadłości Dowth Hall w Counth Meath odkryto grobowiec korytarzowy, którego wiek oceniono na około 5500 lat. Dotychczas w jego zachodniej częsci znaleziono dwie komory grobowe. Nad samym grobowcem góruje kamienny kopiec o średnicy około 40 metrów. Dotychczas zidentyfikowano sześć kamieni tworzących krawężnik wytyczający chodnik biegnący przez kopiec. Jeden z tych kamieni jest bogato dekorowany neolitycznymi symbolami. To jeden z najbardziej imponujących tego typu zabytków znalezionych w Irlandii w ciągu ostatnich dziesięcioleci. Jak zapewnia doktor Steve Davis z University College Dublin, to najważniejsze megalityczne znalezisko w Irlandii w ciągu ostatnich 50 lat, od czasu odkrycia grobowca korytarzowego Knowth. To nie pierwsze ważne odkrycie w okolicy w ciągu ostatnich lat. Firma rolnicza Devenish prowadzi od kilku lat, we współpracy z archeologami z University College Dublin, program wykopalisk na należących do niej ziemiach. Dzięki niemu w ciągu ostatnich pięciu lat znacząco wzrosła liczba odkrytych zabytków. Przedsiębiorstwo kupiło Dowth Hall w 2013 roku. Wówczas było tam znanych osiem istotnych miejsc historycznych. Obecnie znamy ich już trzynaście. Do najważniejszych, obok właśnie odkrytego grobowca korytarzowego, należą kamienny krąg z późnego neolitu i powiązane z nim struktury, struktura z epoki brązu, co najmniej dwie struktury mieszkalne osób o wysokim statusie pochodzące z początków średniowiecza oraz późnośredniowieczna osada. W sąsiedztwie posiadłości Dowth Hall znajduje się inny megalityczny grobowiec Bru na Boinne. « powrót do artykułu
  20. Rolls-Royce ujawnił plany produkcji hybrydowej latającej taksówki. Pojazd pionowego startu i lądowania może trafić na rynek już w 2023 roku. Przedstawiciele firmy mają nadzieję, że prototyp niewielkiego samolotu (EVTOL) zaprezentują już za 18 miesięcy. Z informacji, ujawnionych podczas Farnborough Airshow wynika, że taksówka ma zabierać 4-5 osób, jej zasięg wyniesie 805 kilometrów, a maksymalna prędkość to 320 kilometrów na godzinę. Hybrydowy pojazd ma korzystać z silnika turbinowego na paliwo ciekłe oraz systemu elektrycznego. Rolls-Royce tworzy też wersję elektryczną, ale obecnie prace nad nią są mniej zaawansowane niż nad EVTOL. Jesteśmy świadkiem tworzenia się rynku samolotów elektrycznych, ale wymaga on takiego poziomu zaawansowania, który obecnie jest niedostępny, przyznają przedstawiciele firmy. Dlatego też w ciągu najbliższych lat do sprzedaży ma trafić samolot hybrydowy. Pojazd elektryczny pozwoli poruszać się w granicach miasta, jeśli jednak mówimy o podróżach na odległość kilkuset kilometrów, jeśli chcemy przemieścić sie z Londynu do Paryża, to potrzebujemy czegoś, co zapewni taki dystans. Sądzimy zatem, że początki tego rynku będą związane z napędem hybrydowym, mówi Rob Watson z Rolls-Royce'a. Znany producent samochodów i silników dla przemysłu lotniczego to nie jedyna firma zainteresowana rynkiem latających taksówek. Nad tego typu pojazdami pracuje też Uber, Google rozwija projekt Kitty Hawk, warto też wspomnieć o niemieckiej Lilium Aviation, francuskim Safranie i amerykańskim Honeywellu. Według ekspertów rynku lotniczego elektryczna taksówka ma być dla Rolls-Royce'a platformą badawczą. Przemysł lotniczy znajduje się bowiem pod coraz większą presją opinii publicznej, która domaga się, by był on bardziej przyjazny dla środowiska naturalnego. Niewielkie samoloty mogą być pierwszymi pojazdami powietrznymi, które będą standardowo korzystały z napędów hybrydowych, a w przyszłości z elektrycznych. « powrót do artykułu
  21. Dorosłe szczury, które w okresie prenatalnym i podczas karmienia mlekiem były wystawiane na oddziaływanie ftalanów, związków występujących w różnych produktach codziennego użytku, mają mniejszą przyśrodkową korę przedczołową (ang. medial prefrontal cortex, mPFC) i gorzej wypadają w zadaniach wymagających przenoszenia uwagi. Akademicy uważają, że ftalany mogą wchodzić w niekorzystne interakcje z hormonami ważnymi dla rozwoju mózgu. Autorzy publikacji z pisma JNeurosci podkreślają, że choć wcześniejsze badania zidentyfikowały związki między ekspozycją na ftalany i zaburzeniami rozwojowymi, niewiele wiadomo o neurobiologii leżącej u podłoża tego zjawiska. Podczas badań Janice Juraska podawała ciężarnym szczurzycom ciastko: kontrolne lub z mieszaniną ftalanów (dawka wynosiła więc 0, 200 lub 1000 μg/kg/dziennie). Przekąski z dodatkami pojawiały się też przez 10 dni podczas laktacji. Później naukowcy poddawali potomstwo testowi przenoszenia uwagi; pozwala on ocenić giętkość poznawczą. Badano też liczbę neuronów, komórek gleju i synaps w mPFC. Okazało się, że bez względu na płeć, okołoporodowa ekspozycja na ftalany w każdej dawce prowadziła do spadku liczby neuronów i synaps oraz rozmiaru mPFC, a także do deficytów giętkości poznawczej. Ponieważ mPFC jest kluczowa dla wyższych funkcji poznawczych, a zmniejszona giętkość poznawcza cechuje różne zaburzenia rozwojowe, w tym autyzm, badanie zespołu z Uniwersytetu Illinois pokazuje, w jaki sposób wczesne wystawienie na oddziaływanie ftalanów może wpłynąć na mózg i zachowanie. « powrót do artykułu
  22. KopalniaWiedzy.pl

    Ryzykowne manipulacje genetyczne

    Technika edytowania genomu CRISPR-Cas9 budzi kontrowersje od samego początku. Nie od dzisiaj wiadomo, że podczas prób edytowania do dzieła przystępują mechanizmy naprawcze, które gwałtownie próbują uzupełnić miejsca przecięcia nici DNA, wstawiając tam przypadkowe fragmenty genomu i usuwając inne przypadkowe. Najnowsze badania pokazały, że problemy są znacznie większe, niż sądzono. Technika ta może doprowadzić do tak dużych zaburzen genomu, że może to zagrażać zdrowiu pacjenta. Okazało się, że w DNA uszkodzonym podczas techniki CRISPR-Cas9 dochodzi do delecji tysięcy par bazowych, w tym takich, które znajdują się daleko od miejsca edycji. Może to spowodować wyłączenie jednych genów, a włączenie innych, w tym takich, które promują rozwój nowotworów. Niedawno zresztą opublikowano wyniki dwóch badań, które wykazały, że niektóre komórki edytowane wspomnianą powyżej metodą utraciły kluczowe mechanizmy zapobiegające powstawaniu nowotworów. Najnowsze badania to poważny problem dla firm, które zainwestowały w CRISPR-Cas9. W ciągu zaledwie 20 minut od ujawnienia ich wyników rynkowa wartość akcji trzech takich firm spadła o ponad 300 milionów dolarów. Przedsiębiorstwa te twierdzą, że opisywane w badaniach problemy nie dotyczą komórek, które mają one zamiar poddawać edycji. Gdyby bowiem dotyczyły i gdyby problemem był mechanizm przystępujący do gwałtownego chaotycznego naprawiania DNA, to podobne problemy powinny występować również we wcześniej opracowanych technikach edycji genów. Genetyk Tom Barnes, prezes ds. innowacji w Intellia Therapeutics mówi, że jego przedsiębiorstwo podczas badań na myszach sprawdzało edytowane nici DNA pod kątem potencjalnych uszkodzeń i nieprawidłowości i nie zauważyło żadnych zmian wywołujących nowotwory. Z kolei rzecznik prasowa Editas Medicine, Cristi Barnett, stwierdziła, że potencjalne uszkodzenia DNA w wyniku edycji CRISPR to interesujący temat, ale nie stanowi to problemu w stosowanych przez nas technikach. Mniej sceptycznie podchodzi do nowych badań świat akademicki. Jeden z czołowych twórców nowej techniki stwierdził, że wspomniane badania zostały solidnie przeprowadzone, są wiarygodne i powinny stanowić ostrzeżenie. Jednak również i akademicy zadają istotne pytanie: skoro CRISPR powoduje zmiany, mogące prowadzić do nowotworów, dlaczego nowotwory nie pojawiały się u myszy, na których testowano tę technikę? Autorzy badań odpowiadają, że dotychczas bardzo rzadko przeprowadzano pełne sekwencjonowanie genomów komórek poddanych CRISPR. Ponadto tam, gdzie je przeprowadzano robiono to za pomocą techniki PCR. Jednak by była ona skuteczna konieczne jest przeprowadzenie reakcji wiązania, problem w tym, że w czasie CRISPR miejsca wiązania mogą być tracone, więc nie wszystkie nici DNA można następnie badać za pomocą PCR. Autorzy nowych badań informują, że gdy przeprowadzili CRISPR na mysich komórkach macierzystych, mysich komórkach krwi oraz na komórkach siatkówki ludzkiego oka powszechnym zjawiskiem było "rozległe uszkodzenie genomu". W jednym przypadku aż w 2/3 komórek doszło do mniejszych uszkodzeń, a w 21% zauważono na odcinku do 6000 par zasad delecję aż 250 par. Jako, że w celach terapeutycznych zamierza się edytować genomy miliardów komórek, istnieje spore prawdopodobieństwo, że w jednej lub więcej komórkach pojawią się uszkodzenia zagrażające rozwojem choroby. Tymczasem w USA już rozpoczęto rekrutację do testu klinicznego techniki CRISPR. Jego celem jest takie przystosowanie komórek odpornościowych pacjenta, by atakowały one nowotwór, na który pacjent choruje. Nie można wykluczyć, że technika CRISPR nie będzie całkowicie bezpieczna. Być może wyleczenie z groźnej choroby będzie wiązało się ze zwiększeniem ryzyka pojawienia się w przyszłości nowotworu. Powstaje więc pytanie, czy technika CRISPR-Cas9 zostanie dopuszczona do użycia oraz czy nadal będą prowadzone prace nad nią. Gdy w 2003 roku u jednego z chłopców poddanych we Francji eksperymentalnemu leczeniu genetycznemu pojawiła się białaczka na wiele lat zaprzestano podobnych badań w Europie i USA. « powrót do artykułu
  23. W ubiegłym roku informowaliśmy o odkryciu szlaku enzymatycznego, który powoduje, że endokannabinoidy produkowane z kwasów tłuszczowych omega-3 są przekształcane w związki o silnych właściwościach przeciwzapalnych. Teraz ten sam zespół naukowy informuje, że te epoksydy endokannabinoidów (EDP-EAs) omega-3 spowalniają wzrost guzów nowotworowych i tworzenie się ich naczyń krwionośnych, powstrzymują komórki nowotworowe przed rozprzestrzenianiem się i powodują ich śmierć. Endokannabinoidy to naturalnie powstające w organizmie molekuły o właściwościach podobnych do kannabinoidów z marihuany. Nie mają jednak właściwości psychotropowych. Posiadamy wbudowany system endokannabinoidów, które działają przeciwzapalnie i przeciwbólowo. Teraz widzimy, że mają one też właściwości przeciwnowotworow, powstrzymują bowiem proliferację komórek nowotworowych, mówi główna autorka badań profesor Aditi Das. Te molekuły mogą radzić sobie z wieloma problemami: nowotworem, zapaleniem i bólem, dodaje uczona. Jako, że kannabinoidy mają pewne właściwości przeciwnowotworowe, profesor Das postanowiła sprawdzić, czy jest to również cecha endokannabinoidów. Okazało się, że u myszy cierpiących na kostniakomięsaka, który dał przerzuty do płuc w nowotworowej tkance płucnej znajduje się o 80% więcej EDP-EAs w porównaniu z tkanką zdrową. Tak znaczący wzrost wskazywał, że molekuły te mają jakiś związek z nowotworem, nie wiedzieliśmy tylko, czy jest to związek pożyteczny czy szkodliwy. Czy usiłują one powstrzymać nowotwór czy też ułatwiają mu działanie?, mówi Das. Naukowcy odkryli, że w dużych stężeniach molekuła EDP-EAs zabija komórki nowotworowe, chociaż nie jest tak skuteczna jak chemioterapeutyki. Okazało się jednak, że zwalcza ona kostniakomięsaka w inny sposób. Spowalnia mianowicie wzrost guza poprzez blokowania wzrostu odżywiających go naczyń krwionośnych i, co najważniejsze, wydaje się powstrzymywać proliferację komórek nowotworowych. Główną przyczyną śmierci z powodu nowotworu są przerzuty. Zatem terapie, które mogą potencjalnie zapobiegać przerzutom, są bardzo pożądane, mówi profesor onkologii weterynaryjnej Timothy Fan. Spożywanie kwasów omega-3 prowadzi do tworzenia się tych substancji w organizmie i może przynieść pewne korzyści. Jeśli jednak masz nowotwór, potrzebujesz czegoś skondensowanego, co szybko działa. I tutaj swoją rolę do odegrania mają pochodne epoksydów endokannabinoidów. Można otrzymać skoncentrowaną dawkę środka, który jest najbardziej skuteczny przeciwko nowotworowi. Można również podawać te molekuły w połączeniu z chemioterapeutykami, stwierdza Fan. Naukowcy mają teraz zamiar zbadać działanie EDP-EAs na psach, gdyż u psów, podobnie jak u ludzi, kostniakomięsaki pojawiają się spontanicznie. Naukowcy chcą też sprawdzić, czy wspomniane molekuły działają również na inne rodzaje nowotworów. « powrót do artykułu
  24. Chihuahua o imieniu Miracle Milly to najbardziej sklonowany pies świata. Sześcioletnia suczka z Portoryko trafiła do Księgi Rekordów Guinnessa, po tym gdy Sooam Biotech Research Foundation z Seulu uzyskała aż 49 jej klonów. W zeszłym roku firma skontaktowała się z właścicielką Miracle Milly Vanesą Semler. Koreańczycy podkreślali, że chcą sklonować suczkę, by rozwiązać genetyczną zagadkę jej wyjątkowości (od 2012 r. to do Milly należy bowiem rekord najmniejszego żyjącego psa). Koreańscy naukowcy posługują się metodą klonowania poprzez transfer jąder. Pierwszy miot klonów Miracle Milly urodził się w sierpniu zeszłego roku. Teraz wszystkie pieski - Molly, Mally, Melly, Molly, Mumu, Mila, Mary, Mimi, Moni, Mini, Mela i Mulan - mieszkają z rodziną Semler w Kissimmee na Florydzie. Hodowczyni twierdzi, że pieski mają wygląd i osobowość Miracle Milly, ale niektóre są nieco większe od "oryginału". Później Koreańczycy uzyskali jeszcze 37 klonów najmniejszego żyjącego psa na świecie. Początkowo pomysł był taki, że powstanie 10 klonów - 9 do badań i 1 dla nas, ale ostatecznie specjaliści [z Sooam Biotech Research Foundation] zdecydowali się na uzyskanie o wiele większej liczby klonów. By zbadać czynniki genetyczne i epigenetyczne występujące u Milly i kopii Milly, naukowcy z Sooam chcą nawiązać współpracę m.in. z Pekińskim Instytutem Genomiki. Na tej podstawie ma powstać artykuł do publikacji w specjalistycznym periodyku.   « powrót do artykułu
  25. U osób, które regularnie jedzą pomarańcze, rzadziej rozwija się zwyrodnienie plamki żółtej (ang. Age-related Macular Degeneration, AMD). Naukowcy z Westmead Institute for Medical Research analizowali przypadki ponad 2 tys. Australijczyków, uczestników Blue Mountains Eye Study, którzy w momencie rozpoczęcia badań w 1992 r. mieli 49 bądź więcej lat. Ich losy śledzono przez 15 lat. Okazało się, że po 15 latach osoby, które codziennie zjadały co najmniej 1 porcję pomarańczy, miały o ponad 60% obniżone ryzyko rozwoju zwyrodnienia plamki żółtej. Prof. Bamini Gopinath z Uniwersytetu w Sydney uważa, że przed AMD chronią flawonoidy z pomarańczy. Zasadniczo ustaliliśmy, że w porównaniu do osób, które nigdy nie jedzą pomarańczy, ludzi, którzy dzień w dzień spożywają co najmniej 1 porcję tych owoców, cechuje obniżone ryzyko AMD. Nawet jedzenie pomarańczy raz w tygodniu wydaje się zapewniać znaczące korzyści. Gopinath dodaje, że dotąd większość badań koncentrowała się na wpływie innych składników, np. witamin C, E i A, na zdrowie oczu. Nasze studium [...] skupiało się na relacjach między AMD i [silnymi przeciwutleniaczami] flawonoidami. Australijka wyjaśnia, że jej zespół analizował popularne produkty zawierające flawonoidy, np. herbatę, czerwone wino, jabłka i pomarańcze. Częstość ich spożywania określono dzięki kwestionariuszom FFQ (ang. Food Frequency Questionnaire). « powrót do artykułu
×