Skocz do zawartości
Forum Kopalni Wiedzy

Cała aktywność

Kanał aktualizowany automatycznie     

  1. Z ostatniej godziny
  2. Rolls-Royce ujawnił plany produkcji hybrydowej latającej taksówki. Pojazd pionowego startu i lądowania może trafić na rynek już w 2023 roku. Przedstawiciele firmy mają nadzieję, że prototyp niewielkiego samolotu (EVTOL) zaprezentują już za 18 miesięcy. Z informacji, ujawnionych podczas Farnborough Airshow wynika, że taksówka ma zabierać 4-5 osób, jej zasięg wyniesie 805 kilometrów, a maksymalna prędkość to 320 kilometrów na godzinę. Hybrydowy pojazd ma korzystać z silnika turbinowego na paliwo ciekłe oraz systemu elektrycznego. Rolls-Royce tworzy też wersję elektryczną, ale obecnie prace nad nią są mniej zaawansowane niż nad EVTOL. Jesteśmy świadkiem tworzenia się rynku samolotów elektrycznych, ale wymaga on takiego poziomu zaawansowania, który obecnie jest niedostępny, przyznają przedstawiciele firmy. Dlatego też w ciągu najbliższych lat do sprzedaży ma trafić samolot hybrydowy. Pojazd elektryczny pozwoli poruszać się w granicach miasta, jeśli jednak mówimy o podróżach na odległość kilkuset kilometrów, jeśli chcemy przemieścić sie z Londynu do Paryża, to potrzebujemy czegoś, co zapewni taki dystans. Sądzimy zatem, że początki tego rynku będą związane z napędem hybrydowym, mówi Rob Watson z Rolls-Royce'a. Znany producent samochodów i silników dla przemysłu lotniczego to nie jedyna firma zainteresowana rynkiem latających taksówek. Nad tego typu pojazdami pracuje też Uber, Google rozwija projekt Kitty Hawk, warto też wspomnieć o niemieckiej Lilium Aviation, francuskim Safranie i amerykańskim Honeywellu. Według ekspertów rynku lotniczego elektryczna taksówka ma być dla Rolls-Royce'a platformą badawczą. Przemysł lotniczy znajduje się bowiem pod coraz większą presją opinii publicznej, która domaga się, by był on bardziej przyjazny dla środowiska naturalnego. Niewielkie samoloty mogą być pierwszymi pojazdami powietrznymi, które będą standardowo korzystały z napędów hybrydowych, a w przyszłości z elektrycznych. « powrót do artykułu
  3. Dorosłe szczury, które w okresie prenatalnym i podczas karmienia mlekiem były wystawiane na oddziaływanie ftalanów, związków występujących w różnych produktach codziennego użytku, mają mniejszą przyśrodkową korę przedczołową (ang. medial prefrontal cortex, mPFC) i gorzej wypadają w zadaniach wymagających przenoszenia uwagi. Akademicy uważają, że ftalany mogą wchodzić w niekorzystne interakcje z hormonami ważnymi dla rozwoju mózgu. Autorzy publikacji z pisma JNeurosci podkreślają, że choć wcześniejsze badania zidentyfikowały związki między ekspozycją na ftalany i zaburzeniami rozwojowymi, niewiele wiadomo o neurobiologii leżącej u podłoża tego zjawiska. Podczas badań Janice Juraska podawała ciężarnym szczurzycom ciastko: kontrolne lub z mieszaniną ftalanów (dawka wynosiła więc 0, 200 lub 1000 μg/kg/dziennie). Przekąski z dodatkami pojawiały się też przez 10 dni podczas laktacji. Później naukowcy poddawali potomstwo testowi przenoszenia uwagi; pozwala on ocenić giętkość poznawczą. Badano też liczbę neuronów, komórek gleju i synaps w mPFC. Okazało się, że bez względu na płeć, okołoporodowa ekspozycja na ftalany w każdej dawce prowadziła do spadku liczby neuronów i synaps oraz rozmiaru mPFC, a także do deficytów giętkości poznawczej. Ponieważ mPFC jest kluczowa dla wyższych funkcji poznawczych, a zmniejszona giętkość poznawcza cechuje różne zaburzenia rozwojowe, w tym autyzm, badanie zespołu z Uniwersytetu Illinois pokazuje, w jaki sposób wczesne wystawienie na oddziaływanie ftalanów może wpłynąć na mózg i zachowanie. « powrót do artykułu
  4. Na stanowisku archeologicznym w północno-wschodniej Jordanii odkryto zwęglone pozostałości podpłomyka, upieczonego przez myśliwych-zbieraczy ok. 14.400 lat temu. To najstarszy jak dotąd bezpośredni dowód na przyrządzanie chleba. Co istotne, wyprzedza on o co najmniej 4 tys. lat początki rolnictwa. Odkrycie sugeruje, że wypiek chleba bazujący na dzikich ziarnach mógł zachęcić myśliwych-zbieraczy do uprawy zbóż, a tym samym przyczynił się do rewolucji rolniczej w neolicie. Zespół z Uniwersytetu Kopenhaskiego, Uniwersyteckiego College'u Londyńskiego i Uniwersytetu w Cambridge analizował zwęglone resztki chleba z natufijskiego stanowiska Shubayqa 1 (znajduje się ono na Czarnej Pustyni w północno-wschodniej Jordanii). Zwęglone resztki pokarmu z palenisk ze stanowiska Shubayqa 1 stanowią wyjątkowe odrycie, które dało nam okazję do scharakteryzowania praktyk kulinarnych sprzed 14.400 lat. Dwadzieścia cztery kawałki przeanalizowane w ramach tego studium pokazują, że dzicy przodkowie udomowionych zbóż, np. jęczmienia, samopszy czy owsa, byli przed gotowaniem mieleni, przesiewani i zagniatani. Resztki są bardzo podobne do przaśnych podpłomyków zidentyfikowanych na kilku stanowiskach neolitycznych i rzymskich z Europy i Turcji. Wiemy już więc, że chlebopodobne produkty przygotowywano na długo przed rozwojem rolnictwa. Następnym krokiem będzie ustalenie, czy produkcja i spożycie chleba wpłynęły na pojawienie się uprawy roślin i udomowienie jako takie - podkreśla Amaia Arranz Otaegui z Uniwersytetu w Kopenhadze. Interesują nas szczególnie natufijscy myśliwi-zbieracze, bo żyli oni w okresie przejściowym, kiedy ludzie stali się bardziej osiadli i ich dieta zaczęła się zmieniać. Odkrycie [...] krzemiennych wkładek sierpowych na natufijskich stanowiskach z Lewantu sprawiło, że archeolodzy od dawna przypuszczali, że ludzie zaczęli wtedy wykorzystywać rośliny w inny i być może bardziej efektywny sposób. Podpłomyk ze stanowiska Shubayqa 1 jest [zaś] najstarszym jak dotąd dowodem wytwarzania chleba i pokazuje, że pieczenie wynaleziono przed uprawą roślin. Te dowody potwierdzają niektóre z naszych hipotez. Mogło mianowicie być tak, że wczesna i skrajnie czasochłonna produkcja chleba w oparciu o dzikie ziarna była jednym z kluczowych czynników napędzających późniejszą rewolucję rolniczą, w przebiegu której dzikie rośliny zaczęto uprawiać, zapewniając sobie wygodniejsze źródła pokarmu - dodaje archeolog Tobias Richter. Zwęglone resztki pokarmu oglądano pod skaningowym mikroskopem elektronowym (SEM). Zajęła się tym Lara Gonzalez Carratero, doktorantka z Uniwersyteckiego College'u Londyńskiego. Gonzalez Carratero wyjaśnia, że jej zespół sporządził nowe kryteria identyfikacji podpłomyka, owsianki, ciasta i podobnych produktów w zapisie archeologicznym. Ostatnio Duński Komitet ds. Niezależnych Badań przyznał naukowcom kolejny grant, dzięki czemu będą oni mogli dokładnie ustalić, w jaki sposób ludzie spożywali rośliny i zwierzęta i czemu jedne produkty "miały lepszą prasę" od innych, przez co zostały ostatecznie wybrane do uprawy. « powrót do artykułu
  5. Dzisiaj
  6. KopalniaWiedzy.pl

    Ryzykowne manipulacje genetyczne

    Technika edytowania genomu CRISPR-Cas9 budzi kontrowersje od samego początku. Nie od dzisiaj wiadomo, że podczas prób edytowania do dzieła przystępują mechanizmy naprawcze, które gwałtownie próbują uzupełnić miejsca przecięcia nici DNA, wstawiając tam przypadkowe fragmenty genomu i usuwając inne przypadkowe. Najnowsze badania pokazały, że problemy są znacznie większe, niż sądzono. Technika ta może doprowadzić do tak dużych zaburzen genomu, że może to zagrażać zdrowiu pacjenta. Okazało się, że w DNA uszkodzonym podczas techniki CRISPR-Cas9 dochodzi do delecji tysięcy par bazowych, w tym takich, które znajdują się daleko od miejsca edycji. Może to spowodować wyłączenie jednych genów, a włączenie innych, w tym takich, które promują rozwój nowotworów. Niedawno zresztą opublikowano wyniki dwóch badań, które wykazały, że niektóre komórki edytowane wspomnianą powyżej metodą utraciły kluczowe mechanizmy zapobiegające powstawaniu nowotworów. Najnowsze badania to poważny problem dla firm, które zainwestowały w CRISPR-Cas9. W ciągu zaledwie 20 minut od ujawnienia ich wyników rynkowa wartość akcji trzech takich firm spadła o ponad 300 milionów dolarów. Przedsiębiorstwa te twierdzą, że opisywane w badaniach problemy nie dotyczą komórek, które mają one zamiar poddawać edycji. Gdyby bowiem dotyczyły i gdyby problemem był mechanizm przystępujący do gwałtownego chaotycznego naprawiania DNA, to podobne problemy powinny występować również we wcześniej opracowanych technikach edycji genów. Genetyk Tom Barnes, prezes ds. innowacji w Intellia Therapeutics mówi, że jego przedsiębiorstwo podczas badań na myszach sprawdzało edytowane nici DNA pod kątem potencjalnych uszkodzeń i nieprawidłowości i nie zauważyło żadnych zmian wywołujących nowotwory. Z kolei rzecznik prasowa Editas Medicine, Cristi Barnett, stwierdziła, że potencjalne uszkodzenia DNA w wyniku edycji CRISPR to interesujący temat, ale nie stanowi to problemu w stosowanych przez nas technikach. Mniej sceptycznie podchodzi do nowych badań świat akademicki. Jeden z czołowych twórców nowej techniki stwierdził, że wspomniane badania zostały solidnie przeprowadzone, są wiarygodne i powinny stanowić ostrzeżenie. Jednak również i akademicy zadają istotne pytanie: skoro CRISPR powoduje zmiany, mogące prowadzić do nowotworów, dlaczego nowotwory nie pojawiały się u myszy, na których testowano tę technikę? Autorzy badań odpowiadają, że dotychczas bardzo rzadko przeprowadzano pełne sekwencjonowanie genomów komórek poddanych CRISPR. Ponadto tam, gdzie je przeprowadzano robiono to za pomocą techniki PCR. Jednak by była ona skuteczna konieczne jest przeprowadzenie reakcji wiązania, problem w tym, że w czasie CRISPR miejsca wiązania mogą być tracone, więc nie wszystkie nici DNA można następnie badać za pomocą PCR. Autorzy nowych badań informują, że gdy przeprowadzili CRISPR na mysich komórkach macierzystych, mysich komórkach krwi oraz na komórkach siatkówki ludzkiego oka powszechnym zjawiskiem było "rozległe uszkodzenie genomu". W jednym przypadku aż w 2/3 komórek doszło do mniejszych uszkodzeń, a w 21% zauważono na odcinku do 6000 par zasad delecję aż 250 par. Jako, że w celach terapeutycznych zamierza się edytować genomy miliardów komórek, istnieje spore prawdopodobieństwo, że w jednej lub więcej komórkach pojawią się uszkodzenia zagrażające rozwojem choroby. Tymczasem w USA już rozpoczęto rekrutację do testu klinicznego techniki CRISPR. Jego celem jest takie przystosowanie komórek odpornościowych pacjenta, by atakowały one nowotwór, na który pacjent choruje. Nie można wykluczyć, że technika CRISPR nie będzie całkowicie bezpieczna. Być może wyleczenie z groźnej choroby będzie wiązało się ze zwiększeniem ryzyka pojawienia się w przyszłości nowotworu. Powstaje więc pytanie, czy technika CRISPR-Cas9 zostanie dopuszczona do użycia oraz czy nadal będą prowadzone prace nad nią. Gdy w 2003 roku u jednego z chłopców poddanych we Francji eksperymentalnemu leczeniu genetycznemu pojawiła się białaczka na wiele lat zaprzestano podobnych badań w Europie i USA. « powrót do artykułu
  7. W ubiegłym roku informowaliśmy o odkryciu szlaku enzymatycznego, który powoduje, że endokannabinoidy produkowane z kwasów tłuszczowych omega-3 są przekształcane w związki o silnych właściwościach przeciwzapalnych. Teraz ten sam zespół naukowy informuje, że te epoksydy endokannabinoidów (EDP-EAs) omega-3 spowalniają wzrost guzów nowotworowych i tworzenie się ich naczyń krwionośnych, powstrzymują komórki nowotworowe przed rozprzestrzenianiem się i powodują ich śmierć. Endokannabinoidy to naturalnie powstające w organizmie molekuły o właściwościach podobnych do kannabinoidów z marihuany. Nie mają jednak właściwości psychotropowych. Posiadamy wbudowany system endokannabinoidów, które działają przeciwzapalnie i przeciwbólowo. Teraz widzimy, że mają one też właściwości przeciwnowotworow, powstrzymują bowiem proliferację komórek nowotworowych, mówi główna autorka badań profesor Aditi Das. Te molekuły mogą radzić sobie z wieloma problemami: nowotworem, zapaleniem i bólem, dodaje uczona. Jako, że kannabinoidy mają pewne właściwości przeciwnowotworowe, profesor Das postanowiła sprawdzić, czy jest to również cecha endokannabinoidów. Okazało się, że u myszy cierpiących na kostniakomięsaka, który dał przerzuty do płuc w nowotworowej tkance płucnej znajduje się o 80% więcej EDP-EAs w porównaniu z tkanką zdrową. Tak znaczący wzrost wskazywał, że molekuły te mają jakiś związek z nowotworem, nie wiedzieliśmy tylko, czy jest to związek pożyteczny czy szkodliwy. Czy usiłują one powstrzymać nowotwór czy też ułatwiają mu działanie?, mówi Das. Naukowcy odkryli, że w dużych stężeniach molekuła EDP-EAs zabija komórki nowotworowe, chociaż nie jest tak skuteczna jak chemioterapeutyki. Okazało się jednak, że zwalcza ona kostniakomięsaka w inny sposób. Spowalnia mianowicie wzrost guza poprzez blokowania wzrostu odżywiających go naczyń krwionośnych i, co najważniejsze, wydaje się powstrzymywać proliferację komórek nowotworowych. Główną przyczyną śmierci z powodu nowotworu są przerzuty. Zatem terapie, które mogą potencjalnie zapobiegać przerzutom, są bardzo pożądane, mówi profesor onkologii weterynaryjnej Timothy Fan. Spożywanie kwasów omega-3 prowadzi do tworzenia się tych substancji w organizmie i może przynieść pewne korzyści. Jeśli jednak masz nowotwór, potrzebujesz czegoś skondensowanego, co szybko działa. I tutaj swoją rolę do odegrania mają pochodne epoksydów endokannabinoidów. Można otrzymać skoncentrowaną dawkę środka, który jest najbardziej skuteczny przeciwko nowotworowi. Można również podawać te molekuły w połączeniu z chemioterapeutykami, stwierdza Fan. Naukowcy mają teraz zamiar zbadać działanie EDP-EAs na psach, gdyż u psów, podobnie jak u ludzi, kostniakomięsaki pojawiają się spontanicznie. Naukowcy chcą też sprawdzić, czy wspomniane molekuły działają również na inne rodzaje nowotworów. « powrót do artykułu
  8. Trójkołowy rower z dwoma kołami z tyłu ma kilka problemów. Pierwszy to konieczność stosowania mechanizmu różnicowego na tylnych kołach. Są one napędzane (więc w tanim rozwiązaniu są spięte na sztywno albo napędzane jest tylko jedno koło) przez co albo jazda jest niezbyt stabilna albo podczas skręcania w jednym z kierunków trzeba kilkukrotnie obrócić pedałami, w przeciwnym mniej niż pół obrotu za to z dużą siłą, większość ludzi z osłabioną motoryką ma z tym problem. Po drugie rower taki jest niestabilny przy zjazdach z krawężników czy małych pochyleń oraz przy skrętach przy większej prędkości. Osoba z osłabioną motoryką może przewrócić się na bok (pod skosem). Nakładka o której jest napisane w artykule rozwiązuje problem komplikacji opisany w pkt 1, natomiast dzięki wahaczowemu zawieszeniu przedniej pary kół rozwiązuje problem nr 2 (przynajmniej w dużej części).
  9. Allegrowa cena najnowszego trójkołowca Rehtime to ok. 1,5 tys zł. Jeśli nakładka będzie tańsza o przynajmniej 500 zł i pozwoli na przerobienie mojego starego składaka, to chętnie ją kupię
  10. Wczoraj
  11. Jakoś mnie to nie przekonuje i nie wróżę temu powodzenia. Trójkołowe rowery dla seniorów można bez problemu kupić na Allegro, tyle że 2 koła mają z tyłu. Kierowanie rowerem, który ma dwa koła i kosz na zakupy z przodu jakoś nie wydaje mi się wygodne. Możliwość zmiany na rower dwukołowy też wydaje mi się średnio potrzebna. Zazwyczaj każdy z domowników ma swój rower, a ciągłe dodawanie i odejmowanie tej przystawki, to jednak musi być trochę uciążliwe. Na ogół im bardziej coś skomplikowane, tym mniej chętnie się tego używa. Miałabym również obawy, co do trwałości takiego roweru. No i pewnie cena też nie będzie najniższa. Trudno jednak ocenić po samym opisie
  12. Chihuahua o imieniu Miracle Milly to najbardziej sklonowany pies świata. Sześcioletnia suczka z Portoryko trafiła do Księgi Rekordów Guinnessa, po tym gdy Sooam Biotech Research Foundation z Seulu uzyskała aż 49 jej klonów. W zeszłym roku firma skontaktowała się z właścicielką Miracle Milly Vanesą Semler. Koreańczycy podkreślali, że chcą sklonować suczkę, by rozwiązać genetyczną zagadkę jej wyjątkowości (od 2012 r. to do Milly należy bowiem rekord najmniejszego żyjącego psa). Koreańscy naukowcy posługują się metodą klonowania poprzez transfer jąder. Pierwszy miot klonów Miracle Milly urodził się w sierpniu zeszłego roku. Teraz wszystkie pieski - Molly, Mally, Melly, Molly, Mumu, Mila, Mary, Mimi, Moni, Mini, Mela i Mulan - mieszkają z rodziną Semler w Kissimmee na Florydzie. Hodowczyni twierdzi, że pieski mają wygląd i osobowość Miracle Milly, ale niektóre są nieco większe od "oryginału". Później Koreańczycy uzyskali jeszcze 37 klonów najmniejszego żyjącego psa na świecie. Początkowo pomysł był taki, że powstanie 10 klonów - 9 do badań i 1 dla nas, ale ostatecznie specjaliści [z Sooam Biotech Research Foundation] zdecydowali się na uzyskanie o wiele większej liczby klonów. By zbadać czynniki genetyczne i epigenetyczne występujące u Milly i kopii Milly, naukowcy z Sooam chcą nawiązać współpracę m.in. z Pekińskim Instytutem Genomiki. Na tej podstawie ma powstać artykuł do publikacji w specjalistycznym periodyku.   « powrót do artykułu
  13. bea

    Pomarańcze chronią przed zwyrodnieniem plamki żółtej

    dajmon - dzięki To chyba tylko pół pomarańczy tyle waży?
  14. We wnętrzu Ziemi może znajdować się ponad biliard (1015) ton diamentów. Nie należy jednak spodziewać się, że ludzkość po nie sięgnie. Z badań przeprowadzonych przez naukowców z MIT oraz z innych amerykańskich, francuskich, niemieckich, brytyjskich i chińskich uczelni wyższych wynika, że diamenty znajdują się na głębokości ponad 160 kilometrów pod powierzchnią planety. Stanowią one część kratonu, najstarszej, utwardzonej części skorupy ziemskiej, która nie ulega już fragmentacji. Kraton ma kształt odwróconych gór, które mogą sięgać głębokości nawet 320 kilometrów. Naukowcy mówią tutaj o korzeniach kratonu, a diamenty mogą stanowić nawet 2% ich masy. Stąd też szacunki mówiące o biliardzie ton diamentów. To pokazuje, że diamenty nie są czymś niezwykłym. Z punktu widzenia geologii jest to dość powszechny materiał. Nie możemy po niego sięgnąć, ale wygląda na to, że diamentów jest więcej, niż sądziliśmy, mówi Ulrich Faul z MIT. Zdaniem Faula i jego kolegów diamenty w kratonie są widoczne w danych z badań sejsmicznych. Takie dane są od dekad zbierane przez wiele instytucji na całym świecie. Podczas badań sejsmicznych wykorzystuje się dźwięk do poznania budowy skorupy ziemskiej. Jako, że fale dźwiękowe poruszają się z różną prędkością zależną od temperatury, gęstości czy składu skał, przez które podróżują, pozwalają na obrazowanie tych skał. Od lat jednak naukowcy zmagali się z pewną zagadką. otóż wydaje się, że fale dźwiękowe znacznie przyspieszają w korzeniach kratonu. Korzenie te są chłodniejsze i mniej gęste od otoczenia, zatem fale powinny podróżować w nich szybciej, ale nie tak szybko, jak wskazują pomiary. Międzynarodowy zespół naukowy podjął się więc próby wytłumaczenia tego nagłego przyspieszenia. Najpierw naukowcy, na podstawie dostępnych danych, stworzyli trójwymiarowe modele fal dźwiękowych podróżujących przez główne ziemskie kratony. Następnie w laboratorium, na podstawie modeli komputerowych, badali sposób rozchodzenia się dźwięku w skałach o różnym składzie. Badania wykazały, że istnieje tylko jeden rodzaj skał, w którym fale poruszają się z dokładnie taką prędkością, co w korzeniach kratonu. Skały takie muszą składać się z takiej samej ilości perydotytów i eklogitów oraz z 1–2 procenta diamentów. Taka ilość diamentów zapewnia prędkość dźwięku odpowiadającą tej zmierzonej, a jednocześnie nie wpływa na zmianę gęstości kratonów. One są jak kawałki drewna unoszące się w wodzie. Kratony są nieco mniej gęste niż ich otoczenie, zatem nie zanurzają się głębiej i dzięki temu zachowały się w nich najstarsze skały. Odkryliśmy, że wystarczy 1–2 procent diamentów, by kratony były stabilne i nie tonęły, mówi Faul. Odkrycie jest całkowicie zgodne z naszą obecną wiedzą na temat diamentów. Te bowiem powstają we wnętrzu Ziemi, gdzie panuje wysokie ciśnienie i wysoka temperatura. Na powierzchnię wydostają się w wyniku erupcji wulkanów. Erupcje te tworzą kominy wulkaniczne z kimberlitu. W znaczniej mierze kimberlitowe kominy wulkaniczne występują tam, gdzie występuje kratom. To dowód pośredni, ale by go zdobyć połączyliśmy wszystkie elementy układanki. Rozważaliśmy wszystkie możliwe scenariusze i to jedyne logiczne wyjaśnienie, zapewnia Faul. « powrót do artykułu
  15. Naukowcy zmierzyli wartość odżywczą diety roślinożernych dinozaurów, hodując ich pokarm w warunkach atmosferycznych zbliżonych do tych sprzed 150 mln lat. Wcześniej wielu specjalistów uważało, że rośliny wyhodowane w atmosferze o dużej zawartości dwutlenku węgla mają niską wartość odżywczą. Nowe podejście eksperymentalne zespołu dr. Fiony Gill z Uniwersytetu w Leeds pokazało jednak, że to niekoniecznie prawda. Brytyjczycy hodowali pokarm dinozaurów, np. skrzyp czy miłorząb, w warunkach wysokiego poziomu CO2. Sztuczny system fermentacyjny pozwalał symulować trawienie liści w żołądkach zauropodów. Dzięki temu autorzy publikacji z pisma Palaeontology stwierdzili, że wiele roślin miało o wiele wyższą wartość energetyczną i zawartość składników odżywczych niż dotąd sądzono. To z kolei oznacza, że wbrew wcześniejszym przypuszczeniom, megaroślinożercy nie musieli wcale tak dużo jeść i że ekosystem mógł utrzymać znacznie większą gęstość populacji (+20%). W mezozoiku, gdy żyły olbrzymie brachiozaury czy diplodoki, klimat był zupełnie inny, z prawdopodobnie o wiele wyższym poziomem CO2. Zakładano, że skoro rośliny rosły w takich warunkach szybciej i/lub stawały się wyższe, spadała ich wartość odżywcza. Uzyskane wyniki pokazują, że [przynajmniej] w przypadku niektórych roślin to nieprawda. Nasze badania nie dają pełnego obrazu diety dinozaurów. Nie obejmują też [całego] zakresu występujących wtedy roślin, ale lepsze zrozumienie, jak te zwierzęta jadły, może naukowcom pomóc w zrozumieniu [trybu] ich życia. Akademicy z Leeds dodają, że dzięki ich nowemu podejściu eksperymentalnemu będzie można symulować inne ekosystemy i diety innych prehistorycznych megaroślinożerców, np. mioceńskich ssaków będących przodkami wielu współczesnych ssaków. « powrót do artykułu
  16. Jak zwykłego składaka zamienić w stabilny rower trójkołowy dla seniora albo przechyłową wyścigówkę dla nastolatka - pomysł na to ma student Politechniki Krakowskiej (PK) Wojciech Janas. Dzięki zaprojektowanym przez niego specjalnym nakładkom zwykły jednoślad można zamienić w nowy pojazd trójkołowy na zakupy albo ekstremalne przygody. Projekty powstały w ramach prac inżynierskiej i magisterskiej studenta Politechniki Krakowskiej. Przechyłowy rower został zgłoszony do ochrony wzorem użytkowym w Urzędzie Patentowym RP. Stworzenie pojazdu trójkołowego było najpierw pomysłem na pracę inżynierską. Główną ideą była możliwość przerobienia zwykłego roweru na pojazd trójkołowy, który jest stabilniejszy, a jego użytkowanie przynosi więcej przyjemności osobom w każdym wieku. Przeróbka miała się odbywać bez jakichkolwiek zmian w konstrukcji roweru – powiedział, cytowany w materiałach prasowych Wojciech Janas. Jak dodał w swoim pomyśle wzorował się na francuskim pojeździe Kiffy, z tą różnicą, że francuski rower jest produkowany, jako gotowy trójkołowiec. Tymczasem konstrukcja z Politechniki miała łatwo przechodzić w z dwu– w trzykołową i odwrotnie. W pracy inżynierskiej student PK przedstawił pomysł oparty na dołączeniu do roweru dwukołowej dostawki. Młody konstruktor podkreślił, że jego rozwiązanie jest jak dotąd niespotykane w rowerach trójkołowych. Wyjaśnił: Montaż całości ogranicza się do dwóch czynności – zdemontowania przedniego koła, w miejsce którego mocowana jest dostawka za pomocą szybkozamykacza oraz przymocowania konstrukcji do kierownicy. Pojazd zbudowany jest w układzie tadpole – dwa koła z przodu i jedno koło z tyłu. Obracając kierownicą obracamy jednocześnie całą konstrukcją, dzięki czemu można zmieniać kierunek jazdy. Zastosowano zawieszenie z podwójnymi wahaczami równej długości. Zastosowana belka ustalająca utrzymująca wahacze w żądanej pozycji i powoduje, że chwilowy środek obrotu trójkołowca znajduje się na ziemi, tak jak w tradycyjnym rowerze. Pojazd wyposażony jest również w demontowany koszyk zakupowy, co podnosi jego funkcjonalność w warunkach miejskich. We właśnie obronionej pracy magisterskiej student PK, we współpracy z promotorem prof. Witoldem Grzegożkiem, rozwinął swój pomysł, przy czym aktualna pozostała główna idea - by w konstrukcji dwukołowca nie wprowadzać żadnych zmian. Wykorzystaliśmy zawieszenie z poprzedniego pojazdu, modyfikując układ wahaczy na trójkątny. Pozostawiono koncepcję belki ustalającej. Modernizacji uległ natomiast sposób, w jaki pojazd skręca. Wzorując się na pojeździe AddBike, rower wyposażono w bardziej zaawansowany zwrotniczy układ kierowniczy. Oznacza to, że koła pojazdu skręcają tak, jak w samochodzie. Wpłynęło to na poprawę odczuć z jazdy rowerem, powodując większą łatwość w manewrowaniu – powiedział Janas. « powrót do artykułu
  17. KopalniaWiedzy.pl

    Większe ciało, mniejszy mózg

    Choć są znacznie więksi, żołnierze mrówek z rodzaju Eciton nie mają wcale większych mózgów niż inne robotnice z tej samej kolonii, które wykonują znacznie bardziej złożone zadania. Naukowcy z międzynarodowego zespołu uważają, że skoro zadania realizowane przez żołnierzy są bardzo specyficzne i mało wymagające poznawczo, inwestowanie w rozwój tkanki mózgowej również uległ ograniczeniu. By porównać kasty - żołnierzy i pozostałe robotnice, wykorzystaliśmy wyróżniających się żołnierzy z kolonii mrówek Eciton. Żołnierze wyglądają inaczej - są więksi od pozostałych członków kolonii - ale i zachowują się inaczej: mają prostszy repertuar behawioralny. Nasze wyniki stanowią poparcie dla teorii, że prostsze zachowania żołnierzy pozwalają ograniczyć nakłady na rozwój mózgu - opowiada prof. Sean O'Donnell z Drexel University. Autorzy artykułu z pisma BMC Zoology podkreślają, że mrówki są owadami eusocjalnymi, co oznacza, że różnice w zdolnościach indywidualnych są podporządkowane korzyściom kolonii. Naukowcy dywagowali, że dobór na poziomie kolonii może prowadzić do różnych wielkości mózgu u poszczególnych kast robotnic. Wszystko miałoby zależeć od wymogów poznawczych stwarzanych przez funkcje pełnione w kolonii. By sprawdzić, czy tak rzeczywiście jest, zespół porównywał wielkość mózgu i ciała 109 robotnic i 39 żołnierzy 8 gatunków i podgatunków Eciton (E. burchellii foreli, E. burchellii cupiens, E. burchellii parvispinum, E. dulcium, E. hamatum, E. lucanoides, E. mexicanum i E. vagans). Biolodzy analizowali płaty czułkowe, które odbierają dane czuciowe, i ciała grzybkowate, które odpowiadają za pamięć i uczenie. Sprawdzali także, czy architektura mózgu żołnierzy i robotnic jest inna. Okazało się, że choć żołnierze są więksi od robotnic, ogólna objętość ich mózgu nie jest już znacząco różna. Ponadto płaty czułkowe i ciała grzybkowate okazały się relatywnie mniejsze. Ekipa O'Donnella uważa więc, że wyniki sugerują, że skoro rozwój i utrzymanie tkanki mózgowej są kosztowne zarówno dla pojedynczego organizmu, jak i kolonii, dobór naturalny na poziomie kolonii faworyzuje ograniczone inwestycje w tkankę mózgu żołnierzy, których zadania są poznawczo mniej wymagające od zadań innych robotnic. Jako że mięśnie związane z żuchwami wykorzystywanymi do walki okazały się u żołnierzy pokaźniejsze, biolodzy doszli do wniosku, że w grę może wchodzić kompromis i rozwój mięśni zachodzi w takich uzasadnionych przypadkach kosztem rozwoju mózgu. Wcześniejsze studia tego rodzaju porównywały różne gatunki albo polegały na określaniu czynników, które mogłyby sprzyjać zwiększonemu inwestowaniu w mózg na poziomie jednostki. My ocenialiśmy, jak ograniczenie zdolności behawioralnych, i związany z tym spadek inwestycji w mózg, u poszczególnych osobników przynosi korzyści grupie jako całości. « powrót do artykułu
  18. Niemal wszystkie ssaki unikają jedzenia papryczek chili i innych pikantnych pokarmów (nikt nie chce się bowiem narażać na wywoływany przez nie ból). Okazuje się jednak, że blisko spokrewnione z naczelnymi wiewióreczniki stanowią wyjątek od tej reguły. Zespół Yalana Hana z Instytutu Zoologii w Kunmingu ustalił, że zmniejszona wrażliwość Tupaia belangeri chinensis na kapsacynoidy to skutek mutacji punktowej w receptorze waniloidowym TRPV1 (kanale kationowym aktywowanym przez temperaturę i kapsaicynę). Wg Chińczyków, mamy do czynienia z przystosowaniem, które pozwala tym ssakom żywić się Piper boehmeriaefolium. Jest to pikantna roślina, której zasięg pokrywa się z obszarem występowania wiewióreczników chińskich. Co ważne, produkuje ona Cap2, substancję podobną do kapsaicyny. Autorzy publikacji z pisma PLoS zauważyli, że wiewióreczniki aktywnie żerowały na papryczkach chili i w odróżnieniu od myszy, nie zmniejszały spożycia pokarmu przy wzroście stężenia kapsaicyny. Naukowcy stwierdzili, że choć poziom TRPV1 u myszy i wiewióreczników chińskich był podobny i oba ssaki reagowały w podobnym stopniu na inne bolesne bodźce, to kanał jonowy TRPV1 T. belangeri chinensis o wiele słabiej odpowiadał na kapsaicynę. Biolodzy dość szybko odkryli przyczynę tego zjawiska. Okazało się, że białka TRPV1 tych gatunków różniły się jednym aminokwasem kieszeni wiążącej kapsaicynę. Mutacja zmniejszała zdolność wiązania, a więc i bólowy potencjał kapsacynoidów. Uważamy, że ta mutacja jest ewolucyjnym przystosowaniem, które pozwoliło wiewiórecznikom chińskim nabyć tolerancję na kapsacynoidy, co przyczyniło się do rozszerzenia ich diety i zdolności przetrwania - podsumowuje Han. « powrót do artykułu
  19. Na południe od Kairu odkryto starożytny warsztat, w którym dokonywano mumifikacji. Wiek znaleziska oceniono na 2500 lat. W pobliżu warsztatu znajdował się szyb, wykorzystywany jako miejsce wspólnego pochówku. Odkrycia dokonano w nekropolii Sakkara, na zachód od Memfis. Warsztat i miejsce pochówku pochodzą z okresu saicko-perskiego (664–404 p.n.e.). Miejsce odkrycia leży na południe od piramidy Unisa, którą znaleziono w 1900 roku. Naukowcy poinformowali, że w warsztacie znaleziono wiele różnego typu naczyń i menzurek. Uczeni mają nadzieję, że dzięki temu więcej dowiemy się o procesie mumifikacji w czasach XXVI dynastii. "Stoimy przed koplanią informacji na temat składu chemicznego płynów do mumifikacji", powiedział Ramadan Hussein, który kieruje pracami niemiecko-egipskiego zespołu. Wiele ze znalezionych teraz zabytków zostanie wystawionych w Wielkim Muzeum Egipskim, którego budowa rozpocznie się jeszcze w bieżącym roku. Jednym z najbardziej interesujących artefaktów jest złocona srebrna maska położona na twarzy mumii kapłana, którą znaleziono w mocno uszkodzonej drewnianej trumnie. To pierwsza taka maska znaleziona od 1939 roku. "To odkrycie można nazwać sensacyjnym. Do naszych czasów przetrwało niewiele masek z cennych metali, gdyż większość grobowców zostało splądrowanych już w starożytności. Wspomniany na wstępie szyb liczy 30 metrów głębokości i prowadzi do komór, w których spoczywa wiele mumii, znaleziono tam drewniane trumny i sarkofagi. Archeolodzy podkreślają, że to dopiero początek odkryć. « powrót do artykułu
  20. Ostatni tydzień
  21. bea

    Pomarańcze chronią przed zwyrodnieniem plamki żółtej

    A ta jedna porcja to konkretnie ile? Jakoś nie kojarzę takiej jednostki, jak porcja :/
  22. Autonomiczny pociąg z ładunkiem 28 000 tom rudy żelaza odbył swój pierwszy samodzielny kurs z kopalni w Tom Prince do Port of Cape Lambert. Licząca 280 kilometrów trasa wiodła przez Zachodnią Australię. Skład AutoHaul, opracowany przez górniczego giganta Rio Tinto, jest kontrolowany przez znajdujące się 1500 kilometrów dalej Centrum Operacyjne w Perth. Pociąg był sterowany przez pokładowe komputery, a nadzór nad rejsem sprawowało Perth. Inżynier Lido Costa, odpowiedzialny za rozwój AutoHaul, wyjaśnia, że ten największy robot na świecie przyczyni się do zwiększenia bezpieczeństwa i produktywności. Jak mówi Costa, pociąg prowadzony przez człowieka zatrzymałby się po drodze około trzykrotnie, co oznaczałoby godzinne opóźnienie. Dla firmy wydobywczej to olbrzymia oszczędność, gdyż transport kolejowy jest niezbędny w prowadzonych przez nią operacjach. Jeśli zapobiegniemy niepotrzebnym przestojom, cała sieć kolejowa będzie sprawniej działała, co z kolei pozwoli na przetransportowanie większej ilości rudy i jej bardziej efektywne dostarczanie klientom, stwierdza Lido. Główną korzyścią jest poprawa bezpieczeństwa. Dzięki temu możemy wyeliminować konieczność wożenia maszynistów na łączną odległość 1,5 miliona kilometrów rocznie. Transport taki związany jest z koniecznością zapewnienia odpowiedniej rotacji zmian. Ponadto w autonomicznym pociągu komputery dbają o to, by skład nie przekraczał limitów prędkości, upewniają się, że nie wjedzie on w inny pociąg, ani że inny pociąg nie wjedzie w niego, pilnują, by nic nie zakłócało przejazdów przez skrzyżowania z drogami lądowymi, mówi inżynier. Pierwszy system w pełni autonomicznego transportu kolejowego rozpocznie rutynową pracę jeszcze w bieżącym roku. Prace nad autonomicznym transportem towarowym nabierają coraz większego rozpędu. W kopalniach Rio Tinto już pracują autonomiczne ciężarówki, a w przyszłej dekadzie na oceanach pojawią się pierwsze autonomiczne statki handlowe. « powrót do artykułu
  23. U osób, które regularnie jedzą pomarańcze, rzadziej rozwija się zwyrodnienie plamki żółtej (ang. Age-related Macular Degeneration, AMD). Naukowcy z Westmead Institute for Medical Research analizowali przypadki ponad 2 tys. Australijczyków, uczestników Blue Mountains Eye Study, którzy w momencie rozpoczęcia badań w 1992 r. mieli 49 bądź więcej lat. Ich losy śledzono przez 15 lat. Okazało się, że po 15 latach osoby, które codziennie zjadały co najmniej 1 porcję pomarańczy, miały o ponad 60% obniżone ryzyko rozwoju zwyrodnienia plamki żółtej. Prof. Bamini Gopinath z Uniwersytetu w Sydney uważa, że przed AMD chronią flawonoidy z pomarańczy. Zasadniczo ustaliliśmy, że w porównaniu do osób, które nigdy nie jedzą pomarańczy, ludzi, którzy dzień w dzień spożywają co najmniej 1 porcję tych owoców, cechuje obniżone ryzyko AMD. Nawet jedzenie pomarańczy raz w tygodniu wydaje się zapewniać znaczące korzyści. Gopinath dodaje, że dotąd większość badań koncentrowała się na wpływie innych składników, np. witamin C, E i A, na zdrowie oczu. Nasze studium [...] skupiało się na relacjach między AMD i [silnymi przeciwutleniaczami] flawonoidami. Australijka wyjaśnia, że jej zespół analizował popularne produkty zawierające flawonoidy, np. herbatę, czerwone wino, jabłka i pomarańcze. Częstość ich spożywania określono dzięki kwestionariuszom FFQ (ang. Food Frequency Questionnaire). « powrót do artykułu
  24. brimbaks

    Najpotężniejszy zespół laserów pobił kolejny rekord

    Chodzi zapewne, mówiąc w duzym uproszczeniu, o to, w jaki sposób, zjawisko połowicznego rozpadu plutonu i związany z tym rozkład gęstości neutronów i promieniowania gamma podczas "zapłonu" ładunku wpływa na wydajność fuzji termonuklearnej w drugim stopniu ładunku, zawierającym paliwo do tejże fuzji. Jak wiadomo, dzięki laserom, osiąga się stan wysokotemperaturowej plazmy powstałej z niewielkiej porcji paliwa, w ktorej owo zjawisko fuzji zachodzi. Mimo, że nie jest ono jeszcze dość wydajne i nie przebiega w sposób ciągły aby móc je wykorzystać do celów energetycznych, obserwowanie go pozwala jednak budować, weryfikować i doskonalić modele teoretyczne. Skalowalność plazmy daje nam także możliwość rozszerzenia zjawisk w skali mikro na skale wręcz astronomiczne, co także sprzyja budowie i weryfikacji modeli fuzji w gwiazdach oraz gorących obłokach materii międzygwiezdnej.
  25. Kilkanaście monet z brązu i srebra z czasów Cesarstwa Rzymskiego odkrył polsko-gruziński zespół archeologów prowadzący wykopaliska w forcie Apsaros w Gruzji. Zdaniem odkrywców może być to tylko niewielka część większego skarbu. Najstarsze monety, wchodzące w skład znaleziska, wybito za panowania Hadriana (117-138 lat n.e.); najmłodsze pochodzą z ostatnich lat panowania Septymiusza Sewera (pocz. III w.). "Wszystkie numizmaty znaleźliśmy bardzo blisko siebie wewnątrz rzymskiego fortu Apsaros" - powiedział PAP badacz z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego dr hab. Radosław Karasiewicz-Szczypiorski, kierownik projektu ze strony polskiej. Gruzińskim partnerem jest prof. Shota Mamuladze z Uniwersytetu im. Shoty Rustavelego w Batumi oraz Muzeum i Rezerwatu Gonio-Apsaros. Badacze polscy i gruzińscy będą poszukiwać kolejnych monet. Sezon wykopalisk potrwa do końca lipca. Zdaniem numizmatyka ekspedycji, dr. Piotra Jaworskiego z Instytutu Archeologii UW, dotychczas znalezione monety mogą stanowić tylko niewielką część większego skarbu. Mógł on zostać rozproszony w wyniku późniejszych prac ziemnych i budowlanych na terenie fortu. Po Rzymianach stacjonowały w nim także garnizony bizantyjskie, osmańskie a nawet... radzieckie. Wszystkie odkryte monety pochodzą z mennicy w Cezarei, stolicy Kapadocji - zatem z miejsca oddalonego od fortu Apsaros o blisko 1000 km. Wykonano je z brązu i ze srebra. Dotychczas w forcie w Apsaros kilkanaście lat temu odkryto tylko jeden skarb z tego okresu. Liczy on ponad 40 srebrnych monet, z których najmłodsze pochodzą z czasów panowania Karakalli (pocz. III w.). Monety mogli schować żołnierze rzymscy tuż przed wyprawą przeciwko Partom. Naukowcy uważają, że nowo odkryte monety ukryto w tym samym czasie. Fort Apsaros, zbudowany ok. 2 tys. lat temu na granicy rzymskiej prowincji Kapadocja, ze względu na strategiczne położenie pełnił ważną rolę w systemie obrony wschodnich rubieży Cesarstwa Rzymskiego. "Dlatego każdego roku prace na tym stanowisku dostarczają nowych, unikalnych odkryć" - mówi Karasiewicz-Szczypiorski. Dotychczas najistotniejszym osiągnięciem zespołu kierowanego od 2014 r. przez dr. hab. Radosława Karasiewicza-Szczypiorskiego w Apsaros było odkrycie części budynku łaźni, który powstał w 2 poł. I w. n.e. Największe zaskoczenie stanowiła natomiast mozaika zdobiąca podłogę w jednym z pomieszczeń kąpielowych. Było ono częścią rezydencji dowódcy garnizonu. « powrót do artykułu
  26. Turbulencje to kluczowy czynnik fizyczny, który sprzyja produkcji funkcjonalnych płytek krwi z ludzkich indukowanych pluripotencjalnych komórek macierzystych (ang. human induced pluripotent stem cells, hiPSCs) na dużą skalę. Naukowcy odkryli, że gdy uzyskane z hiPSCs megakariocyty wystawiło się w bioreaktorze na oddziaływanie turbulentnej energii, stymulowało je to wyprodukowania 100 mld płytek krwi. Gdy płytki te przetoczono 2 modelom zwierzęcym, sprzyjały one krzepnięciu i zapobiegały krwawieniu tak samo skutecznie, jak płytki od ludzkich dawców. Autorzy publikacji z pisma Cell podkreślają, że do problemu niezaspokajania zapotrzebowania na krew/produkty krwiopochodne przyczynia się krótki czas przydatności do wykorzystania niektórych jej komponentów; w USA za czas przydatności płytek uznaje się okres jedynie 5 dni. Szukając sposobów na rozwiązanie tego problemu, specjaliści zwrócili się właśnie do hiPSCs. W przypadku tej techniki epigenetycznie przeprogramowuje się komórki krwi bądź skóry. Uzyskane komórki macierzyste o cechach komórek embrionalnych są następnie przekształcane w wyspecjalizowane komórki. Niestety, dotąd próby pozyskiwania płytek (trombocytów) z megakariocytów wyprodukowanych na drodze hiPSCs nie pozwalały na osiągnięcie skali nadającej się do zastosowań klinicznych. W pewnym momencie Koji Eto z Uniwersytetu w Kioto i jego współpracownicy zauważyli jednak, że gdy megakariocyty wyprodukowane dzięki hiPSCs są wytrząsane w zlewce, a nie "leżą" spokojnie w szalce Petriego, wytwarzają więcej płytek. To zasugerowało, że produkcji trombocytów sprzyja stres wywołany poziomym wytrząsaniem w ciekłym układzie. Po przełomowym odkryciu Japończycy prowadzili badania w bioreaktorze i nowym systemie mikroprzepływowym. Niestety, urządzenia te dawały mniej niż 20 płytek na megakariocyt. By zidentyfikować idealne warunki do powstawania płytek, akademicy przeprowadzili badania obrazowe mysiego szpiku kostnego. Eksperymenty pokazały, że megakariocyty uwalniają płytki tylko podczas ekspozycji na turbulentny przepływ krwi. Okazało się, że testowane wcześniej bioreaktor i system mikroprzepływowy nie zapewniały wystarczającej energii turbulencji. Odkrycie kluczowej roli turbulencji w wytwarzaniu płytek wiele wnosi do wcześniejszych badań. Pokazuje bowiem, że bardzo istotne w tym procesie są naprężenia ścinające związane z przepływem krwi. Kluczowe dla naszego odkrycia było [więc] połączenie technologii iPS ze zrozumieniem dynamiki płynów. Przetestowawszy szereg urządzeń, Eto i inni stwierdzili, że produkcja dobrej jakości płytek na masową skalę jest możliwa dzięki bioreaktorowi VerMES. System ten składa się z 2 ustawionych w poziomie owalnych mieszadeł, które generują stosunkowo duże turbulencje, przemieszczając się w górę i w dół cylindra. Przy optymalnym poziomie energii turbulencji i naprężeń ścinających megakariocyty uzyskane dzięki hiPSCs generowały 100 mld płytek. Gdy pozyskane w ten sposób płytki przetoczono 2 modelom zwierzęcym małopłytkowości (królikom i myszom), sprawowały się one podobnie jak trombocyty pozyskane od ludzkich dawców. Obecnie Eto pracuje nad ulepszeniem podejścia (chodzi m.in. o zautomatyzowany protokół i obniżenie kosztów produkcji). Japończycy chcą też uzyskiwać pozbawione antygenów HLA płytki uniwersalne. Spodziewamy się, że testy kliniczne zaczną się w ciągu roku-2 lat. « powrót do artykułu
  27. Moze sie ktos oburzy moimi glupimi pytaniami ale musze :). Co sadzicie o koncepcji, ze bez dodatku genow neandertalczyka nie powstalaby rasa biala znana obecnie? I to neandertalczykowi zawdzieczamy to jaki kierunek rozwoju obralismy. Albo inna: bez udzialu denisowian nie byloby rasy zoltej. Albo kolejna, ze wlasciwym homo sapiens sapiens jest jedynie rasa czarna a obie inne to "hybrydy" sa. I wiekszosc roznic genetycznych miedzy rasami wynika wlasnie z obecnosci w ich genotypach wtretow od innych, wczesniejszych "czlowiekow" zamieszkujacych tereny na ktorych obecnie zyja rasy biala i zolta.
  1. Pokaż więcej elementów aktywności
×