Skocz do zawartości
Forum Kopalni Wiedzy

Cała aktywność

Kanał aktualizowany automatycznie     

  1. Dzisiaj
  2. Jak się bawić, to się bawić. Jeśli wykuć ten miecz w postaci pręta o przekroju 4 czy nawet 16 neutronów to jesteśmy gdzieś w okolicach 10-10 - 10-8g, możemy jeszcze sporo dołożyć do przekroju Wietrzę, jednakowoż, problemy. Neutrony dość słabo oddziałują - nazwa zobowiązuje - jak zatem mają coś ciąć? Na szczęście podlegają Pauliemu, więc może coś tam przetną. Drugi problem to brak trwałości, po 15 minutach połowa ostrza będzie z protonów - chyba to nam przeszkadza?
  3. Wczoraj
  4. A z dobrze wyważoną rękojeścią nawet drugie tyle xP
  5. KopalniaWiedzy.pl

    Wypalony jak lekarz-rezydent

    Wypalenie zawodowe lekarzy-rezydentów jest powszechnym zjawiskiem w USA, informują badacze z Mayo Clinic i Oregon Health & Science University. Wypalenie, niebezpieczna mieszanka wyczerpania i depersonalizacji, prowadzi do pojawiania się błędów lekarskich. Nie wszystkim jednak grozi w różnym stopniu. Na podstawie przeprowadzonych ankiet naukowcy stwierdzili, że 45% amerykańskich rezydentów wykazuje co najmniej jeden objaw wypalenia, a największe ryzyko pojawienia się tego zjawiska zaobserwowano u lekarzy urologów, neurologów, specjalistów medycyny ratunkowej i chirurgii ogólnej. Niezależnie od specjalizacji, wysoki poziom niepokoju i niski poziom empatii podczas studiów medycznych były silnie skorelowane z późniejszym wypaleniem w czasie rezydentury. Okazało się, że rezydenci z objawami wypalenia zawodwego trzykrotnie częściej niż ich koledzy żałują decyzji o wybraniu kariery w medycynie. Na pytanie Czy, gdybyś mógł wybrać jeszcze raz, ponownie zdecydowałbyś, by zostać lekarzem? najczęściej przecząco odpowiadali patolodzy i anestezjolodzy. Wypalenie częściej też pojawiało się u kobiet niż u mężczyzn. Jednak ten problem był już wcześniej znany. Nowością jest, że częściej też dotyczy Latynosów niż Białych. Badacze przypuszczają, że bierze się to z faktu, że na członków mniejszości etnicznych wywierany jest nacisk, by brali udział w różnych instytucjonalnych inicjatywach na rzecz różnorodności, co przeciąża ich grafik. Nie można jednak powiedzieć, że badania rysują jednoznacznie czarny obraz rezydentów. Większość z nich jest zadowolona ze swojego wyboru i przebiegu kariery. Szczególnie wysoki poziom zadowolenia było widać u tych rezydentów, którzy w czasie studiów charakteryzowali się wysokim stopniem empatii. Są oni też bardziej odporni na wypalenie zawodowe. To zaś przeczy powszechnemu mniemaniu, że lekarz by przetrwać w swoim zawodzie musi mieć "grubą skórę" i odciąć się emocjonalnie od tego, co dzieje się w pracy. Wysoki poziom empatii podczas studiów był też skorelowany z chęcią ponownego wyboru tego samego zawodu. Powyższe badania to pierwsze tak szeroko zakrojone eksperymenty dotyczące wypalenia zawodowego u rezydentów. Dotychczasowe badania skupiały się bowiem na pełnoprawnych lekarzach. W badaniach tych wzięło udział 3600 osób z 50 szkół medycznych. Po raz pierwszy wypełniały one ankiety na czwartym roku studiów, a później na drugim roku rezydentury. « powrót do artykułu
  6. Składnik zielonej herbaty - flawonoid galusan epigallokatechiny (EGCG) - pomaga terapeutycznemu krótkiemu interferującemu RNA (ang. small interfering RNA, siRNA) wniknąć do komórki. Naukowcy wspominają o dużym potencjale terapeutycznym siRNA, który może wyciszać ekspresję genów związanych z chorobami. Problemem jest jednak, by siRNA dostał się do komórki i mógł zacząć wykonywać swoje zadanie. Ponieważ siRNA są stosunkowo duże i mają ujemny ładunek, niełatwo im pokonać błonę komórkową. Poza tym są one podatne na rozkład przez enzymy - rybonukleazy (RN-azy). By jakoś rozwiązać te problemy, naukowcy próbowali powlekać siRNA różnymi polimerami. Niewiele to jednak pomogło; te o niskiej masie molekularnej nie były toksyczne, ale nie potrafiły dostarczyć siRNA do cytozolu, zaś te o dużej masie dawały radę, ale były silnie cytotoksyczne. Zespół Yiyuna Chenga zaczął się więc zastanawiać nad wykorzystaniem EGCG, który silnie wiąże się z RNA. Gdyby jeszcze dodać polimer o niskiej masie molekularnej, można by uzyskać nanocząstki, które bezpiecznie dostarczą siRNA do komórek. Podczas eksperymentów EGCG i siRNA samoorganizowały się w ujemnie naładowany rdzeń, który naukowcy powlekali skorupą z polimeru o niskiej masie molekularnej. W hodowlach komórkowych nanocząstki skutecznie wyłączały ekspresję kilku wybranych genów, a to znaczy, że potrafiły pokonać barierę błony komórkowej. Później autorzy publikacji z pisma ACS Central Science testowali swoje nanocząstki na myszach, u których stan zapalny (uraz) jelita wywołano za pomocą soli sodowej siarczanu dekstranu (ang. dextran sodium sulfate, DSS). W tym przypadku miały one obrać na cel enzym prozapalny. Okazało się, że zastosowanie nanocząstek doprowadziło do zelżenia/wyeliminowania objawów, w tym utraty wagi czy skrócenia jelita grubego. Cheng i inni uważają, że zaobserwowane zjawiska to nie tylko skutek wyciszenia genów przez siRNA, ale także wynik przeciwutleniającej i przeciwzapalnej aktywności galusanu epigallokatechiny. « powrót do artykułu
  7. Obawiam się, że walnąłeś się o parę rzędów wielkości Zakładając kwadratowy przekrój 0,01 mm, długość 80 cm i podawaną najczęściej średnią gęstość 1015 g/cm3 wychodzi mi 8000000000 kg... czyli chyba trochę niewygodny do machania by skubaniec był
  8. @thikim pomyśl, że taki miecz mógłby być bardzo cienki. Taka sztywna, prawie niewidoczna niteczka, która tnie wszystko, czego dotknie... Chociaż... pewnie to nadal setki kilogramów...
  9. No raczej nie tylko mogą, ale nawet muszą, bo pole grawitacyjne jest zaburzeniem czasoprzestrzeni. Zakładam oczywiście, że AE się w tym nie mylił.
  10. Heh. Tak, może jak pomiary będziemy robić z odległości 10 km A swoją drogą zawsze chciałem mieć miecz z materii neutronowej, fakt że dużo krzepy trzeba żeby czymś takim machać. Ale jak się machnie - to każdy materiał jest cięty jak powietrze
  11. Afordancja

    Szpitale nastawione na zysk gorzej leczą?

    A dlaczego by tak nie miało być? (o minimalizacji kosztów). To nie jest instytucja charytatywna. (może dlatego non profit mają lepsze wyniki Gdy nie badamy liczby powrotów to nie mamy niskiej reputacji,(teraz zbadano) ba pewnie szybciej wychodzą ze szpitali No ale popatrz co badali. To chyba kluczowe, gdyby chodziło o jakieś własnie o inne choroby to ok. Wracam znów z problemem z wszczepieniem by-passów bo jest fajnie u prywatnego? Nie kupuję tego.
  12. thikim

    Szpitale nastawione na zysk gorzej leczą?

    Drugi atak serca to raczej nie. Ale jest cała masa chorób - nazwijmy je dolegliwościami gdzie wraca się często w każdym szpitalu. Jeśli szpital leczy w miarę dobrze to powrót jest bardziej prawdopodobny niż że ktoś wróci do szpitala gdzie leczą źle.
  13. mankomaniak

    Szpitale nastawione na zysk gorzej leczą?

    Nie bardziej kontrowersyjne od twierdzenia, że komercyjne szpitale w USA minimalizują koszty kosztem pacjenta. Gdyby to była Polska to jeszcze można by uwierzyć, ale nie bogate kraje. Poza tym płatne placówki medyczne nie mogą sobie raczej pozwolić na niską reputację.
  14. Afordancja

    Szpitale nastawione na zysk gorzej leczą?

    I generuje sobie drugi atak serca? hm..dla mnie dość kontrowersyjne [edit] hm..trzeba chyba przypatrzeć się na "trafienie do szpitala z tego samego problemu" [edit2] W sumie teraz zwróciłem uwagę na kryterium, nie chodzi prywatne vs publiczne a profit i non profit. To może mieć znaczenie
  15. mankomaniak

    Szpitale nastawione na zysk gorzej leczą?

    Tytułowa teza mocno kontrowersyjna, bo badanie nie dowodzi wcale, że szpitale komercyjne gorzej leczą, tylko że pacjenci częściej tam wracają. A czemu wracają tam częściej? Moim zdaniem przyczyna jest psychologiczna: w komercyjnym szpitalu zajmie się tobą ładna, młoda pielęgniarka, a nie babochłop. Lekarze są milsi dla pacjenta. Pacjent dostaje więcej pozytywnych bodźców, żeby tam wrócić. Część z tych wracających może wymyślić chorobę tylko po to, żeby wrócić do przytulnego szpitala, gdzie wszyscy się nim zajmują. Lekarze nastawieni na zysk nie będą uświadamiać pacjenta, że ubzdurał sobie chorobę, jeśli będą mogli na nim zarobić. Inni pacjenci mogą nawet psychicznie wytworzyć jakieś fizyczne objawy chorobowe i nie być tego świadomi. Tak czy inaczej, taka metoda badania jakości szpitala jest z góry błędna.
  16. Afordancja

    Szpitale nastawione na zysk gorzej leczą?

    hm..patrząc na powyższe, nie powiedział bym, że powrót z tego samego problemu (i jaki to problem) jest pozytywnym przejawem. Wg. mnie nie obroni się tutaj akurat prywatna służba zdrowia. Raczej wg. mnie chodzi o to, że jak postawią człowieka na nogi to już zdrowy. Szybciej to taniej. a jak wróci to kasa z ubezpieczenia druga więc to też nie problem. Nie dopatrywał bym się tu nigdzie lepszej jakości
  17. darekp

    Szpitale nastawione na zysk gorzej leczą?

    Ano, pewnie o to;) Takie mam wrażenie wyniesione z korzystania z opieki pewnego prywatnego zakładu, zaoferowanej mi przez pracodawcę. Zdecydowanie częściej wystawiają mi skierowania na dalsze badania wizyty u specjalistów niż opieka państwowa I teraz się pojawia pytanie, kto jest zdrowszy, ten co więcej bywa w szpitalach, czy ten co mniej A jest jeszcze możliwość, że nie ma związku statystycznego, tj. że lekarze tyle samo naprawiają, co psują
  18. Zdalne monitorowanie gojenia ran pooperacyjnych i zapobieganie powikłaniom to główne zalety zaprezentowanej w poniedziałek aplikacji iWound. Twórcy systemu wskazują, że to pierwsza taka aplikacja na świecie. System iWound został opracowany na podstawie doświadczeń lekarzy i pod ich nadzorem merytorycznym. Korzystanie z niego, jak podkreślają twórcy, jest intuicyjne i proste. Od września pierwsi na świecie z aplikacji skorzystają chorzy z Kliniki Chirurgii Ogólnej, Endokrynologicznej i Onkologii Gastroenterologicznej Szpitala Klinicznego im. H. Święcickiego w Poznaniu. Kierownik kliniki prof. Tomasz Banasiewicz, który objął nadzór merytoryczny nad aplikacją, wyjaśnia, że dzięki niej możliwe będzie zdalne monitorowanie gojenia ran pooperacyjnych, zapobieganie powikłaniom i stworzenie większego komfortu pacjentom, bo nie będą oni musieli jeździć do szpitala i czekać w kolejce, by skonsultować stan ran. Wystarczy, że skontaktują się z konsultantem, a po przesłaniu zdjęcia rany otrzymają zalecenia co do dalszego sposobu jej leczenia. Pomysł stworzenia aplikacji to wypadkowa wielu czynników. Z jednej strony to potrzeba ze strony pacjentów, by uzyskać wsparcie w procesie gojenia rany i nadzoru nad nim. Z drugiej strony znajdujemy się w kryzysowej sytuacji kadrowej w służbie zdrowia i musimy, niestety, nastawić się, że sytuacja może być jeszcze gorsza, więc są potrzebne narzędzia, by odciążyć wykwalifikowany personel medyczny, bo olbrzymią część pracy personelu pochłaniają procedury i biurokracja – mówił Banasiewicz. Aplikacje, gdy uda się stworzyć z nich pewien integralny system, ściśle powiązany z obecnie działającymi systemami szpitalnymi czy poradnianymi, NFZ i ZUS, pozwolą nam monitorować wyniki leczenia, koordynować je, prowadzić nie tylko lepiej i sprawniej, ale również taniej – dodał. Aby korzystać z systemu, należy pobrać aplikację na dowolne urządzenie mobilne. Wymagany jest kod dostępu, który pacjent w trakcie wypisu ze szpitala otrzyma od swego lekarza. Kolejnym krokiem jest rejestracja, czyli podanie loginu i hasła. Zanim pacjent skorzysta z pierwszej konsultacji, musi odpowiedzieć na kilka pytań o stanie zdrowia oraz konkretnej ranie, która go niepokoi. Aby uzupełnić wywiad medyczny, może dodatkowo wykonać zdjęcie rany i załączyć je, a także napisać do konsultanta wiadomość. W możliwie jak najkrótszym czasie skontaktuje się z pacjentem konsultant, który zarekomenduje stosowne działania – higienę rany, korzystanie z produktów medycznych dezynfekcyjnych lub sprzyjających gojeniu się rany, bądź udanie się do lekarza, np. gdy niezbędne będzie zastosowanie antybiotyku, jeśli postępuje zakażenie. Dodatkowym przydatnym narzędziem jest system przypomnień i alertów o konieczności zastosowania określonego leku czy zmiany opatrunku – podkreślają twórcy aplikacji. Prof. Banasiewicz zaznaczył, że wraz z pilotażowym wprowadzeniem aplikacji prowadzony jest cykl spotkań o nazwie "Akademia iWound", podczas których uczestników informuje się o nowoczesnym leczeniu ran i prezentuje nowe narzędzia pomocne w tym procesie. Myślę, że gdy uda się opracować rozwiązania systemowe, aplikacja stanie się narzędziem pracy personelu medycznego leczącego rany zarówno lekarzy, jak i pielęgniarek, a wiedza na jej temat będzie coraz powszechniejsza – dodał. Twórcy aplikacji liczą, że w niedługo uda się to rozwiązanie wprowadzić także w innych placówkach. « powrót do artykułu
  19. Mikroplastik jest zjadany przez larwy komarów oraz innych owadów latających, które składają jaja w wodzie, i koniec końców w wyniku przeobrażenia dostaje się do ciał dorosłych osobników (imago). W ten sposób mikroplastik opuszcza wodę i trafia w przestworza, by zostać zjedzonym przez kolejny element łańcucha pokarmowego - ptaki. Autorzy publikacji z pisma Biology Letters podkreślają, że to nieznany dotąd szlak skażenia środowiska mikroplastikiem. Zespół z Uniwersytetu w Reading odkrył, że spożyte przez larwy drobne fragmenty tworzyw sztucznych pozostają w organizmie podczas metamorfozy w nieżerującą larwę, a później w imago. Owady latające są zaś zjadane przez ptaki i nietoperze i tak mikroplastik dostaje się do łańcucha pokarmowego. Ostatnio dużą część uwagi naukowców pochłaniał plastik zanieczyszczający oceany. Nasze badanie pokazuje jednak, że podobne zjawisko dotyczy przestworzy. [...] Studium unaoczniło nam, że mikroplastik jest transmitowany między stadiami rozwojowymi owadów latających i może skazać różne istoty, które normalnie by się z nim nie zetknęły. To szokująca prawda, że plastik dociera do niemal wszystkich zakątków środowiska [...] - podkreśla prof. Amanda Callaghan. W ramach eksperymentu doktorantka Rana Al-Jaibachi podawała fluorescencyjne mikrodrobinki plastiku larwom komarów i monitorowała ich los na różnych stadiach rozwoju owadów. Za pomocą mikroskopu sprawdzała, czy drobinki dostały się z żerujących larw do nieżerujących poczwarek, a później do imago. « powrót do artykułu
  20. raweck

    Szpitale nastawione na zysk gorzej leczą?

    A może w biznesie chodzi o to, aby klient wracał?
  21. Kanadyjsko-amerykański zespół badawczy znalazł dowody wskazujące, że materiał znajdujący się pod powierzchnią gwiazd neutronowych może być najtwardszym materiałem we wszechświecie. M. E. Caplan, A. S. Schneider i C. J. Horowitz opisali na łamach Physical Review Letters swoje symulacje i uzyskane wyniki. Nie od dzisiaj wiadomo, że gwiazdy neutornowe charakteryzują się wyjątkowo duża gęstością. Wcześniejsze badania sugerowały, że w związku z tym, powierzchnia gwiazd neutronowych jest niezwykle wytrzymała. Teraz Caplan, Schneider i Horowitz twierdzą, że materiał położony bezpośrednio pod powierzchnią jest jeszcze twardszy niż ona sama. Astrofizycy teoretyzują, że w gwiazdach neutronowych gęsto upakowane neutrony tworzą pod powierzchnią najróżniejsze kształty. Wiele z nich nazwano „makaronem”. Teraz uczeni postanowili sprawdzić, czy materiał ten może być bardziej gęsty i twardy niż powierzchnia gwiazdy. Przeprowadzili liczne symulacje, które wykazały, że mamy tam do czynienia z najtwardszym materiałem we wszechświecie. Jest on 10 miliardów razy twardszy od stali. To jednak nie wszystko. Symulacje te dowodzą też, że gwiazdy neutronowe, poprzez swoje silne pole grawitacyjne, mogą zaburzać czasoprzestrzeń. A zaburzenia te są skutkiem nieregularnego charakteru „makaronu” wewnątrz gwiazd. Niewykluczone, że w przyszłości zaobserwujemy fale grawitacyjne wywoływane tymi zaburzeniami. « powrót do artykułu
  22. Na Półwyspie Długim w Antarktydzie Wschodniej w osadach znaleziono setki zmumifikowanych piskląt pingwinów białookich (Adeli). Zwłok pingwinów było dużo, a warstwa osadów, w których się zachowały, była gruba, co wskazuje, że po powierzchni w krótkim czasie spłynęła duża ilość wody. Kiedy naukowcy z Chin i Australii badali osady, w których odkryto mumie, okazało się, że większość ofiar miała związek z 2 katastrofami pogodowymi. Dotknęły one kolonie lęgowe ok. 750 i 200 lat temu (określono to za pomocą datowania radiowęglowego mumii i osadów). Przede wszystkim uderzyła nas liczebność zwłok [...]. Potem zaskoczyła nas spójność wieku mumii. Spodziewaliśmy się o wiele większego zakresu dat - opowiada Yuesong Gao z Chińskiego Uniwersytetu Nauki i Technologii w Hefei. Gruba warstwa osadów wskazywała na silny spływ, a to oznacza anormalnie wilgotną pogodę w hipersuchej Antarktyce. To szczególnie niebezpieczne dla piskląt, które w odróżnieniu od rodziców, nie mają jeszcze wodoodpornych piór. Śnieżna i deszczowa aura może przemoczyć i wychłodzić młode, prowadząc do osłabienia i zgonu z powodu hipotermii. Odkryliśmy, że w przeszłości stosunkowo krótkie okresy anomalii pogodowych miały katastrofalne skutki dla populacji pingwinów. Najlepiej wymieranie kolonii wyjaśnia wzorzec, w którym duża ilość wilgoci dociera na południe z umiarkowanych szerokości geograficznych i zwiększa ilość lodu w strefie blisko brzegu (za wzorzec ten odpowiada fala długa o liczbie falowej 3; ang. zonal wave number 3, ZW3). Przez zmianę klimatu pod koniec XX w. częstość anomalii ZW3 wzrosła. Wg autorów publikacji z Journal of Geophysical Research – Biogeosciences, jeśli wymierania takie jak te sprzed 200 i 750 lat staną się powszechniejsze, los pingwinów Adeli nie maluje się w jasnych barwach. « powrót do artykułu
  23. KopalniaWiedzy.pl

    Psie wykopaliska

    Podczas marcowego spaceru po polach w miejscowości Kostelecké Horky w Czechach pies wykopał 20 unikatowych artefaktów z epoki brązu: 13 sierpów, 2 groty strzał, 3 obuchy toporków i 5 bransolet. Wszystkie mają ponad 3 tysiące lat. Pan Frankota, właściciel psa, opowiada, że początkowo spacer wyglądał jak zwykle, jednak w pewnym momencie Monty zaczął zaciekle kopać. Fakt, że w jednym miejscu znajdowało się tyle przedmiotów, ma niemal na pewno związek z aktem uhonorowania, najprawdopodobniej pewnego rodzaju ofiarą. Szczególnie zaskoczyło nas jednak to, że artefakty były całe, ponieważ kultura, która zamieszkiwała te rejony w tamtych czasach, zwykle zakopywała fragmenty [przedmiotów], niejednokrotnie stopione. Odkryte obiekty są, oczywiście, piękne, ale o wiele ważniejszy jest dla nas ich dobry stan - podkreśla Martina Beková, archeolog z Muzeum i Galerii Gór Orlickich w Rychnovie nad Kněžnou, która wchodziła w skład zespołu zajmującego się badaniem znaleziska. Beková i inni uważają, że artefakty reprezentują kulturę pól popielnicowych z późnej epoki brązu. Pan Frankota otrzymał od władz kraju kralovohradeckiego nagrodę (znaleźne) w wysokości 7860 koron czeskich. Rzeczniczka kraju Sylvie Velčovská podkreśla, że po marcowym znalezisku archeolodzy przeszukali okoliczne pola za pomocą wykrywaczy metali. Ponieważ na przestrzeni wieków teren podlegał znacznym przekształceniom, niewykluczone, że to głębsze warstwy skrywają jakieś sekrety. Od 13 do 21 września skarb z epoki brązu można oglądać na wystawie pt. "Podróż do początków czasu" w miejscowości Kostelec nad Orlicí. Po jej zakończeniu obiekty przejdą konserwację, a potem najprawdopodobniej staną się częścią ekspozycji stałej w tutejszym pałacu. « powrót do artykułu
  24. Pacjenci, którzy leczą się w szpitalach nastawionych na zysk, częściej trafiają ponownie do szpitali, niż ci, którzy leczą się w szpitalach nie nastawionych na zysk i szpitalach publicznych, wynika z badań przeprowadzonych przez University of Illinois, Chicago. Naukowcy z Chicago opublikowali na łamach PLOS ONE analizę dotyczącą ponownych przyjęć do szpitali. Dane pochodziły z Hospital Readmission Reduction Program (HRRP) z lat 2012–2015. Uczeni przyjrzeli się sześciu głównym powszechnie występującym przyczynom, dla których Amerykanie trafiają do szpitala. Są to: atak serca, niewydolność serca, wszczepienie by-passów, zapalenie płuc, przewlekła obturacyjna choroba płuc, wstawienie protezy biodra oraz wstawienie protezy kolana. W USA jest ponad 5500 placówek mających status szpitala. Wśród nich znajduje się ponad 2800 nierządowych (należących do firm czy osób prywatnych) placówek nie nastawionych na zysk, ponad 1000 szpitali nastawionych na zysk i ponad 950 szpitali należących do stanów i władz lokalnych. Reszta to szpitale rządowe, nierządowe psychiatryczne oraz szpitale innego typu. Analizy wykazały, że we wszystkich wymienionych kategoriach schorzeń liczba ponownych przyjęć do szpitala z powodu tego samego problemu była wyższa w szpitalach nastawionych na zysk niż w pozostałych. Wyższa była zarówno średnia jak i mediana. To bardzo jasne dane. Nie ma ani jednej kategorii, w której szpitale nastawione na zysk miałyby mniejszy odsetek ponownych przyjęć niż inne szpitale. Tego się nie spodziewaliśmy. Niezwykłe jest również to, że taki sam trend jest widoczny w całym kraju, mówi profesor Andrew Boyd z University of Illinois, Chicago. Naukowcy mówią, że o ile we wszystkich kategoriach szpitali istnieje korelacja pomiędzy rodzajem szpitala a odsetkiem ponownych przyjęć, to nie wiadomo, dlaczego szpitale nastawione na zysk wypadaą gorzej, niż szpitale non-profit i publiczne. Być może przyczyną są wyższe podatki nakładane na takie szpitale oraz ich nastawienie na maksymalizację zysku. Oba te czynniki mogą powodować, że mniej inwestują one w wyposażenie i załogę. Nasze badania ujawniają ważny ogólnokrajowy trend, który politycy, lekarze, naukowcy i pacjenci powinni wziąć pod uwagę. Konieczność ponownego pobytu w szpitalu wiąże się z dodatkowymi dniami poza pracą, rodziną, przyjaciółmi, mówi Boyd. « powrót do artykułu
  25. Przed 20 laty naukowcy przypadkowo odkryli, że bisfenol A (BPA) uwalniający się z plastikowych klatek, w których trzymano samice myszy laboratoryjnych, uszkadza DNA ich komórek jajowych. Teraz ten sam zespół informuje, że alternatywne bisfenole, którymi zastąpiono BPA w plastkowych opakowaniach, naczyniach i innych produktach, powodują podobne problemy u myszy. Dla nas to deja vu, mowi Patricia Hunt z Washington State University. Tym razem negatywne skutki nie były tak silne, zatem trudniej było je zauważyć. Jednak gdy u myszy zaobserwowano znane już problemy, naukowcy rozpoczęli serię eksperymentów z bisfenolami, które zastąpiły BPA. Naukowców interesowało przede wszystkim, czy współczesne plastiki są niebezpieczne dla zdrowia ludzi. Myszy badano więc wystawiając je na takie dawki bisfenoli, jakie odpowiadają ekspozycji ludzi używających plastików wolnych od bisfenolu A. Jeśli u ludzi występuje taka sama reakcja na bisfenole co u myszy, to na negatywne skutki narażonych jest wiele kolejnych pokoleń. Nawet gdybyśmy natychmiast przestali używać bisfenoli, to skutki będą odczuwalne przez około trzy pokolenia. Jako, że obecnie używa się wielu różnych bisfenoli, Hunt uważa, że potrzebne są kolejne badania pozwalające stwierdzić, które z tych środków są najmniej szkodliwe. Uczona podejrzewa też, że inne szeroko stosowane środki chemiczne, w tym parabeny, ftalany i opóźniacze palenia mogą równie negatywnie co bisfenole wpływać na płodność. « powrót do artykułu
  1. Pokaż więcej elementów aktywności
×