Skocz do zawartości
Forum Kopalni Wiedzy

Cała aktywność

Kanał aktualizowany automatycznie     

  1. Wczoraj
  2. W jedynej wolnej populacji reniferów (The Cairngorms Reindeer Herd) w Wielkiej Brytanii 8 maja przyszły na świat pierwsze żywe bliźnięta. Ich matką jest jedna ze starszych samic - 12-letnia Lulu. Na profilu The Cairngorms Reindeer Herd na Facebooku można przeczytać, że 30 lat temu na świat przyszły co prawda bliźnięta, ale jedno cielę było martwe, a drugie przeżyło tylko 12 godzin. Od tej pory do podwójnych narodzin dochodziło jeszcze 2-krotnie - w 2008 o 2015 r. - ale znowu młode okazały się martwe. Właściciele stada podkreślają, że żywe bliźnięta są u reniferów skrajnie rzadkie. Jedyny znany dotąd przypadek odnotowano w 2010 r. w Finlandii. Ponieważ Lulu ma za mało mleka dla dwóch cieląt, trzeba je dokarmiać butelką. « powrót do artykułu
  3. tempik

    Ma stałą orbitę i pochodzi spoza Układu Słonecznego

    Bardzo dobry przykład z tym samochodem. Bierzesz tylko kilka swoich zmiennych, olewając całe swoje otoczenie i innych kierowców. Wsiadasz do samochodu i jest zdziwienie że praktyka nie pokrywa się z obliczeniem.
  4. thikim

    Ma stałą orbitę i pochodzi spoza Układu Słonecznego

    Generalnie dlatego. Ale ja wiem że liczysz takie rzeczy szybciej niż NASA https://pl.wikipedia.org/wiki/Problem_n_ciał To były kolizje czy nie?
  5. 3grosze

    Ma stałą orbitę i pochodzi spoza Układu Słonecznego

    Dlaczego nie wiadomo? Po obliczeniu regresu lokalizacji ( nie widzę problemu) wiadomo będzie. W zasadzie dla zainteresowanych wiadome to już jest. Można by dać skromną analogię z obliczeniem godziny wyjazdu autka z Wrocka do Wawy, które do stolicy dojechało o godz.T jadąc z ogólnie dostępną i wiadomą prędkością V, ale forumowicze poczuli by się pewnie ( i słusznie) obrażeni.
  6. KopalniaWiedzy.pl

    Curiosity znowu wierci

    Inżynierowie z NASA odpowiedzialni za łazik Curiosity testują nową metodę wiercenia w marsjańskich skałach i pobierania uzyskanego w ten sposób materiału. Dzięki ich wysiłkom łazik dokonał pierwszych od ponad roku wierceń na powierzchni Czerwonej Planety. Podczas testu wywiercono otwór głębokości 50 milimetrów. Specjaliści z Jet Propulsion Laboratory testują wiercenie udarowe od czasu, gdy w grudniu 2016 roku zepsuło się wiertło Curiosity. Technika, nazwana Feed Extended Drill, wykorzystuje dwa stabilizatory, których zadaniem było utrzymywanie odpowiedniej pozycji wiertła oraz robotyczne ramię łazika. "Nasz zespół opracował genialną technikę wiercenia i zastosował ją na innej planecie. To 5 centymetrów kluczowej innowacji na przeprowadzonej z odległości niemal 100 milionów kilometrów. Jesteśmy szczęśliwi, że rezultaty okazały się tak dobre", mówi Steve Lee, zastępca dyrektora Projektu Curiosity. Możliwość prowadzenia wierceń to jedna z najważniejszych cech łazika Curiosity, niezwykle ważna do prowadzenia założonych projektów badawczych. Wewnątrz łazika znajdują się dwa laboratoria, które prowadzą chemiczne i mineralogiczne analizy pozyskanego materiału. Pomimo tego, że test nowej metody przyniósł świetne wyniki, inżynierowie nie spoczywają na laurach. Pracowaliśmy nad nową techniką przez ponad rok, ale na tym się nasze zadanie nie skończyło. Z każdym kolejnym testem będziemy analizowali dane i opracowywali kolene ulepszenia, wprowadzali je i znowu testowali, zapewnia Tom Green, który brał udział w opracowaniu nowej techniki. Inżynierowie kończą też prace nad nową techniką dostarczania pozyskanego materiału na pokład Curiosity. « powrót do artykułu
  7. tempik

    Ma stałą orbitę i pochodzi spoza Układu Słonecznego

    Nie wiadomo gdzie 1 mld lat do tyłu był Jowisz, nie wiadomo jaki był rozkład masy całego układu, więc jakim cudem można stwierdzić gdzie to ciało było jeszcze dawniej i czy miało chociaż szansę na utrzymanie stabilniej odbity?
  8. darekp

    Rzadko dziękujemy rodzinie i najbliższym

    Coś w tym jest. Znajdźcie chociaż jedną amerykańską książkę (taką papierową) np. z dziedziny programowania, w której nie ma rozdziału "Podziękowania" a w niej umieszczonej m. in. żony... ;)
  9. Bardzo rzadko dziękujemy osobom, z którymi jesteśmy najbliżej związani. Tak wynika z badań międzynarodowego zespołu naukowego, których wyniki opublikowano w Royal Society Open Science. Dziękujemy ludziom za przysługę czy uprzejmość i generalnie rzecz biorąc, jest to objaw dobrego wychowania. Okazuje się jednak, że zwykle zachowujemy się tak w sytuacjach publicznych. Naukowcy, chcąc dowiedzieć się więcej o wyrażaniu wdzięczności w sytuacjach społecznych, uzyskali od ochotników zgodę na zainstalowanie mikrofonów w ich domach oraz w miejscach spotkań lokalnych społeczności. Zarejestrowali dzięki temu 1057 osób i przeanalizowali je, licząc, ile razy pojawiły się w nich podziękowaniach. Badania zostały przeprowadzone na pięciu kontynentach, wśród osób posługujących się ośmioma językami. Okazuje się, że wyrażamy wdzięczność rzadziej, niż można by się spodziewać, a najrzadziej dziękujemy rodzinie i bliskim przyjaciołom. Widoczne są też różnice językowe. Najczęściej, bo aż w 14,5% przypadków dziękowali użytkownicy języka angielskiego. Podobnie często (13,5%) wdzięczność wyrażali Włosi. Później było już znacznie gorzej. Użytkownicy języka Murrinh-patha z australijskiego Terytorium Północnego dziękowali w 4,5 procentach przypadków, Rosjanie w 3,1%, a Polacy wyrażali wdzięczność tylko w 2,2% procentach przypadków. Osoby posługujące się laotańskim podziękowali w 2 z 99 rozmów, użytkownicy siwi byli wdzięczni w 0,8%, a wśród 97 konwersacji prowadzonych przez użytkowników języka cayapa z północnego Ekwadoru nie usłyszano żadnego podziękowania. Średnio podziękowania wygłaszano w 5,5% rozmów. Badacze sugerują, że mamy to do czynienia nie z mniejszą kulturą wobec członków własnej rodziny, ale z podstawowymi zasadami wzajemności. Po prostu gdy prosimy o coś członka rodziny, to standardową odpowiedzią jest zgoda. Spodziewamy się zgody na to, o co prosimy osoby blisko z nami związane. A do sytuacji takich dochodzi częściej niż nam się wydaje. Z badań wynika bowiem, że podczas standardowej rozmowy prosimy o coś naszego rozmówce średnio co... 90 sekund. Zauważyli też, że mimo iż nie wyrażamy swej wdzięczności za udzieloną zgodę, rozmówca nie jest z tego powodu zły i bardzo rzadko zwraca uwagę na brak podziękowań. Jedynie wtedy, gdy osoba prosząca słyszy odmowę, mamy do czynienia z jakąś zauważalną reakcją. Reaguje, oczywiście, osoba, której odmówiono. Podobnie zresztą dzieje się w przypadku osoby odmawiającej. Zwykle czuje się ona w obowiązku wyjaśnić, dlaczego odmawia prośbie. « powrót do artykułu
  10. Mutacje białka tau, które zwykle kojarzy się z chorobami neurodegeneracyjnymi, wydają się nieznanym dotąd czynnikiem ryzyka nowotworu. Nasze badanie ujawniło, że obecność mutacji tau zwiększa ryzyko rozwoju nowotworu - opowiada dr Fabrizio Tagliavini, dyrektor naukowy Fundacji Instytutu Neurologicznego Carla Besty. Białko tau odgrywa ważną rolę w stabilizacji mikrotubul, składników cytoszkieletu komórek. Wadliwe białko tau jest tradycyjnie wiązane z chorobami neurodegeneracyjnymi, m.in. chorobą Alzheimera czy zwyrodnieniem płatów czołowych i skroniowych (ang. frontotemporal lobar degeneration, FTLD). Zmutowane tau wykazuje mniejszą zdolność do wiązania się z mikrotubulami. Prowadzi to do destabilizacji mikrotubul i zaburzenia cytoszkieletu [...]. Oprócz tego wolne białko tau może tworzyć toksyczne agregaty w neuronach, upośledzając ich funkcje. Wcześniejsze badania zespołu Tagliaviniego pokazały, że mutacje białka tau prowadzą do defektów chromatyny i aberracji chromosomowych. Dobrze zaś wiadomo, że aberracje [mutacje] chromosomowe wiążą się często z nowotworami. Mając to na uwadze, postanowiliśmy sprawdzić, czy istnieje zależność między mutacjami tau i nowotworami. Włosi przyglądali się częstości występowania nowotworów w 15 rodzinach obciążonych 7 różnymi mutacjami tau i FTLD. By wyliczyć ryzyko nowotworu, do każdej z nich dopasowano 3 rodziny referencyjne o podobnym rodowodzie (dopasowano m.in. wiek czy płeć). Autorzy publikacji z pisma Cancer Research podają, że na nowotwór zapadło 15% osób z rodzin z mutacjami tau i tylko 9% osób z rodzin kontrolnych. Mutacje tau nie były związane ze specyficznymi nowotworami. Po wieloczynnikowej analizie naukowcy ustalili, że osoby z rodzin z mutacjami tau chorowały na nowotwory 3,72-krotnie częściej niż przedstawiciele rodzin referencyjnych. Za pomocą analizy bioinformatycznej ekipa Tagliaviniego zademonstrowała, że prawie 1/3 białek wchodzących w interakcje z tau bierze udział w metabolizmie DNA i kontroli cyklu komórkowego. Zaburzenie tych procesów może zaś prowadzić do nowotworów. Zwykle pacjentów z mutacjami tau obserwuje się pod kątem neurodegeneracji. Jeśli nasze wyniki zostaną jednak potwierdzone, osoby te powinny być także monitorowane pod kątem ryzyka wystąpienia nowotworu. « powrót do artykułu
  11. Mariusz Błoński

    Tajemnicze objawy u Amerykanów pojawiły się też w Chinach

    Zauważ, że na Kubie pracownicy ambasady doświadczali dziwnych dźwięków też w hotelach czy mieszkaniach.
  12. W temperaturze 71 stopni Celsjusza można usmażyć jajko, giną bakterie salmonelli, a człowiek doświadcza oparzeń trzeciego stopnia. Taką właśnie temperaturę może osiągnąć deska rozdzielcza samochodu zaparkowanego w pełnym słońcu. Dwuletnie dziecko pozostawione w takim samochodzie może umrzeć w ciągu godziny. Badacze z Arizona State University i University of California San Diego przeprowadzili badania, w ramach których porównywali, jak różna typy samochodów nagrzewają się podczas letnich dni pozostawione w miejscach o różnym stopniu nasłonecznienia i zacienienia. Przeprowadzono też symulację wpływu temperatur w samochodach na pozostawione w nich 2=-letnie dziecko. Nasze badanie nie tylko pokazało nam różnice temperatury w samochodach pozostawionych w cieniu i na słońcu, ale wykazało również, że małe dziecko może umrzeć nawet, jeśli samochód, w którym je zostawiliśmy, będzie zaparkowany w cieniu, mówi profesor klimatologii Nancy Selover z Arizona State University. Każdego roku w Stanach Zjednoczonych umiera średnio 37 dzieci pozostawionych w samochodach. Podczas badań wykorzystano dwa identyczne srebrne sedany średniej wielkości, dwa identyczne srebrne małe samochody osobowe i dwa identyczne srebrne miniwany. Podczas gorących letnich dni samochody były parkowane w różnych miejscach i przez różny czas były zacienione i ogrzewane bezpośrednio padającymi promieniami słonecznymi. Badacze o różnych porach dnia mierzyli temperaturę wewnątrz kabiny oraz temperatury na powierzchni różnych elementów pojazdów. Okazało się, że w samochodzie zaparkowanym w pełnym słońcu, gdy temperatura na zewnątrz wynosi 37,7 stopnia Celsjusza, po godzinie temperatura w kabinie sięga średnio 46,6 stopnia Celsjusza, temperatura deski rozdzielczej to 69,4 stopnia, temperatura kierownicy to 52,7 stopnia, a temperatura foteli wyniosła 50,5 stopnia. Jeśli samochód zaparkowany był w cieniu, temperatura kabiny była podobna do temperatury otoczenia, deska rozdzielcza rozgrzewała się do 47,7 stopnia, kierownica do 41,6 stopnia,a temperatura siedzeń po godzinie wynosiła 40,5 stopnia Celsjusza. Jak można się było spodziewać, mniejsze samochody nagrzewały się szybciej niż większe. Każdy z nas zetknął się z sytuacją, gdy wracał do zaparkowanego samochodu i ledwie mógł dotknąć kierownicy. Wyobraźcie sobie jak to jest być dzieckiem uwięzionym na siedzeniu. A gdy w samochodzie znajduje się człowiek, to oddychając zwiększa wilgotność we wnętrzu pojazdu. Im większa wilgotność, tym organizm trudniej się chłodzi, gdyż pot wolniej odparowuje, mówi Selover. O tym, na ile wysoka temperatura jest dla nas śmiertelna, decyduje nasz wiek, waga, stan zdrowia, ubranie i inne czynniki. Nauka nie jest w stanie jednoznacznie przewidzieć, kiedy dziecko dozna udaru cieplnego, jednak większość udarów u dzieci ma miejsce, gdy temperatura organizmu przez dłuższy czas przekracza 40 stopni Celsjusza. Na potrzeby badań użyto cyfrowego modelu temperatury ciała 2-letniego chłopca. Badacze symulowali, co się stanie, jeśli dziecko zostanie zamknięte na godzinę w samochodzie zaparkowanym w pełnym słońcu i na dwie godziny w samochodzie zaparkowanym w cieniu. Symulacje wykazały, że w każdym przypadku dochodzi do hipertermii i udaru cieplnego, a uszkodzenia organów wewnętrznych mają miejsce w temperaturach poniżej 40 stopni Celsjusza. Część osób, które w rzeczywistości przeżyły udar cieplny doświadczyła stałych uszkodzeń mózgu i organów wewnętrznych. Gene Brewer, profesor psychologii, który nie brał udziału w powyższych badaniach, mówi, że zapomnienie dziecka w samochodzie może przydarzyć się każdemu. Brewer, który specjalizuje się w procesach pamięciowych, był ekspertem w sprawie przeciwko rodzicom, których dziecko zmarło pozostawione w samochodzie. Często w takich przypadkach mamy do czynienia z roztargnieniem rodziców. Kłopoty z pamięcią to poważna sprawa i mogą dotknąć każdego, niezależnie od wieku, płci, pochodzenia, osobowości, klasy społecznej czy innych cech. Z funkcjonalnego punktu widzenia nie ma dużej różnicy pomiędzy zapomnieniem kluczy, a zapomnieniem dziecka w samochodzie, mówi uczony. Większość ludzi oddaje się codziennie tym samym rutynowym czynnościom. Tą samą drogą jeżdżą do pracy, wiozą dziecko do tego maego przedszkola, pozostawiają kluczyki od samochodu w tym samym miejscu. Czynności te nie wymagają myślenia. Jeśli rutyna ta zostanie przerwana przez jakieś wydarzenie, na przykład telefon od szefa czy zmianę dni odwożenia dziecka do przedszkola, może dojść do zaburzeń pamięci. Takie zaburzenia nie mają nic wspólnego z dzieckiem. Zdarzają się one, gdyż czyjś mózg musiał pomyśleć o czymś innym i została przerwana rutyna. Zaczynamy nagle myśleć o czymś nowym, a to prowadzi do zapomnienia. Nikt nie ma pamięci doskonałej, wyjaśnia Bewer. « powrót do artykułu
  13. Skóra jest ważniejszym szlakiem wychwytu rakotwórczych związków powstających podczas grillowania niż oddychanie i płuca. Autorzy artykułu z pisma Environmental Science & Technology zauważyli też, że ubranie nie chroni tak dobrze, jak mogłoby się wydawać. Podczas grillowania powstaje sporo wielopierścieniowych węglowodorów aromatycznych (WWA), które mogą powodować choroby dróg oddechowych i mutacje. Choć WWA dostają się do organizmu głównie podczas jedzenia, wcześniejsze badania zespołu Eddy'ego Y. Zenga z Jinan University wykazały, że nawet bez sięgania po potrawy z rusztu osoby przebywające w okolicach grilla są wystawiane na oddziaływanie znaczących ilości węglowodorów aromatycznych. Dzieje się tak, bo są one wchłaniane przez skórę i wdychane. Mając to na uwadze, naukowcy postanowili precyzyjnie wyliczyć skórny wychwyt WWA. Biorących udział w 2,5-godzinnym grillu ochotników podzielono na grupy, które różniły się pod względem ekspozycji na pokarm i dym. Gdy zbadano próbki krwi, tak jak się spodziewano, okazało się, że za największą część ekspozycji na WWA odpowiadała konsumpcja grillowanych pokarmów. Na drugim miejscu znalazła się jednak skóra, a nie oddychanie. Chińczycy tłumaczą, że wychwyt wielopierścieniowych węglowodorów aromatycznych przez skórę wydają się zwiększać tłuste substancje z dymu. Co istotne, ubranie ogranicza ten proces tylko na krótką metę, nim samo przesyci się dymem z grilla. Później znaczące ilości WWA są pobierane właśnie ze spodni czy koszulki. Po powrocie z grilla warto więc od razu wrzucić garderobę do pralki. « powrót do artykułu
  14. pogo

    Tajemnicze objawy u Amerykanów pojawiły się też w Chinach

    Teraz zaczynam mieć podejrzenie o co może chodzić. Pewnie USA wymaga by w ich ambasadach były przestrzegane jakieś konkretne standardy bezpieczeństwa co do wentylacji,klimatyzacji, lub czegoś jeszcze innego. W związku z tym montowane są jakieś konkretne urządzenia, które mają jakąś wadę i powodują powstawanie fal stojących w zakresie niesłyszalnym dla człowieka (oczywiście to wymaga jeszcze rezonansu z rozmiarem jakiegoś pomieszczenia). Czyli nie było żadnego ataku, a jedynie błędy projektowe. Ciekawe czy znów będę miał rację...
  15. Też jestem za dokładnym sprawdzeniem smogu powodowanego między innymi przez geoinżynierię klimatu (chemitrails). Potem będziemy mogli ustalić co jest z pyłków drzew, wulkanów i piasków Sahary, co jest z silników samochodowych, co z elektrowni a co z samolotów robiących duże X na niebie. Jednocześnie przypominam, że już w 1978 roku Senat USA przyjął raport komisji pt. "Weather modification: programs, problems, poicy and potential" dostępny chociażby tutaj https://archive.org/details/weatificat00unit Czyli od 40-tu lat jest już powszechna wiedza o tym, że istnieją opryski służące chociażby modyfikacji pogody nie wspominając już o dokumentach z lat 90-tych mówiących o zastosowaniach militarnych takich oprysków. "National Weather Modification Policy Act of 1976" dostępnej tutaj https://www.gpo.gov/fdsys/pkg/STATUTE-90/pdf/STATUTE-90-Pg2359.pdf oraz inne jak "Weather Modification Reporting Act of 1972" dostępny jest tutaj https://www.gpo.gov/fdsys/pkg/STATUTE-85/pdf/STATUTE-85-Pg735.pdf Polecam też film pod tytułem: Don`t Talk About the Weather (2008) dostępny na YouTube lub tutaj https://archive.org/details/DontTalkAboutTheWeather_451. Pozdrawiam wszystkich zainteresowanych :-)
  16. Atmosferyczny pył zawieszony, popularnie zwany smogiem, staje się coraz bardziej uciążliwy. Jego drobiny atakują płuca nie tylko mieszkańców dużych miast. W państwach uprzemysłowionych są obecne dosłownie wszędzie, nawet na obszarach leśnych pozornie odległych od aglomeracji miejskich. Wszędobylski smog charakteryzuje się ogromnym bogactwem związków chemicznych, przy czym wiele z nich występuje w odmianach izomerycznych, różniących się rozmieszczeniem atomów w cząsteczce, a w konsekwencji także właściwościami chemicznymi. Detekcja tych izomerów była słabą stroną współczesnych technik analitycznych – do teraz. Na łamach czasopisma „Analytical Chemistry” warszawscy naukowcy z Instytutu Chemii Fizycznej Polskiej Akademii Nauk (IChF PAN), Instytutu Chemii Organicznej PAN i Instytutu Ochrony Środowiska Państwowego Instytutu Badawczego zaprezentowali metodę wyjątkowo precyzyjnej analizy drobin smogu. Nową technikę analityczną będzie mogło się posługiwać każde w miarę nowocześnie wyposażone laboratorium chemiczne. Co tak naprawdę trafia do naszych płuc? Gdy przyjrzymy się uważnie próbkom powietrza, okaże się, że jest w nich wiele aerozoli. W większości przypadków te drobiny, o rozmiarach rzędu mikro- lub nawet nanometrów, mają pochodzenie naturalne. Są to przede wszystkim pyły wytwarzane w gigantycznych ilościach przez złożone procesy atmosferyczne, których głównym motorem są rośliny, zwłaszcza lasy, wyjaśnia dr hab. inż. Rafał Szmigielski, profesor IChF PAN, kierujący zespołem badawczym zajmującym się od lat badaniem tajników chemii atmosfery, w tym mechanizmów powstawania pyłów zawieszonych i ewolucji smogu. Problem pojawia się, gdy na arenę zdarzeń wkracza człowiek. Spalanie różnych substancji, czy to w przydomowych piecach, czy w silnikach samochodowych, czy w obiektach przemysłowych, wprowadza do atmosfery całą gamę związków chemicznych. Zanieczyszczenia pochodzenia antropogenicznego, w tym tlenki azotu, nie tylko same są szkodliwe dla naszego zdrowia. Ich oddziaływanie jest wzmocnione przez fakt, że modyfikują skład aerozolu naturalnego, doprowadzając do jego trwałego zanieczyszczenia. Dziś już wiadomo, że korelacja między długookresowym przebywaniem w atmosferze zanieczyszczonej smogiem a np. zachorowalnością na choroby serca czy płuc jest bardzo wyraźna. W celu określenia właściwości związku chemicznego w szkolnej chemii wystarczyło podać liczbę atomów poszczególnych pierwiastków w cząsteczce. Rzeczywistość jest bardziej skomplikowana. O cechach chemicznych cząsteczek, zwłaszcza organicznych, decyduje bowiem nie tylko sam skład chemiczny, ale także przestrzenna budowa cząsteczek. Pojedynczy związek chemiczny, wykryty w aerozolu dotychczasowymi metodami, może w rzeczywistości obejmować całą grupę stereoizomerów. Wszystkie będą miały ten sam skład chemiczny, ale z powodu innego rozmieszczenia atomów w cząsteczce mogą wykazywać zupełnie odmienne powinowactwo na przykład do białek czy receptorów komórkowych. Funkcjonalnie będą to więc różne substancje, o różnym wpływie na nasze zdrowie. Całe to izomerowe zoo dotychczas umykało oczom chemików, tłumaczy prof. Szmigielski. Warszawscy naukowcy wykazali, że bardzo dokładny skład chemiczny aerozolu atmosferycznego można otrzymać bez wielkich nakładów finansowych, za pomocą aparatury już dziś pracującej w wielu współczesnych laboratoriach. Warunek jest jeden: podczas analizy należy umiejętnie połączyć różne narzędzia chemii analitycznej. W omawianej, tandemowej technice analitycznej podstawową rolę odgrywa specyficzne połączenie możliwości oferowanych przez dwie dość popularne techniki analityczne: chromatografię i spektrometrię mas. Pył zawieszony jest zbierany do badań za pomocą specjalnych poborników. Zasysają one powietrze, które przechodzi przez system dysz pozwalających na podział frakcji drobin aerozolu w zależności od ich wielkości. To, co przechodzi do wnętrza przyrządu, trafia na czysty krążek z włókien kwarcowych, na których się osadza. Następnie za pomocą ekstrakcji rozpuszczalnikowej zebrane drobiny aerozolu są przenoszone do roztworu i tu zagęszczane. W ramach naszej metody dobraliśmy m.in. efektywniejsze rozpuszczalniki do przenoszenia drobin do roztworu, co znacząco poprawiło wyniki otrzymywane dzięki spektrometrii mas, mówi prof. Szmigielski. Nowa metoda analizy drobin smogu jest nie tylko dokładna. Co równie ważne, jest w pełni powtarzalna. Próbki pobrane z tego samego miejsca, analizowane w różnych laboratoriach, prowadzą do tych samych wyników. Oznacza to, że osoby zawodowo odpowiedzialne za monitorowanie środowiska będą mogły dostarczać społeczeństwu rzeczywiście wiarygodne informacje o aktualnym stężeniu zanieczyszczeń w powietrzu. Znajomość nie tylko składu chemicznego drobin smogu, ale także izomerów tworzących go składników, ma dodatkowe, istotne znaczenie praktyczne. Dysponując tak dokładną wiedzą, naukowcy są w stanie znacznie precyzyjniej wskazać źródła odpowiedzialne za emisję poszczególnych związków oraz odtworzyć wędrówkę zanieczyszczeń w atmosferze. W badaniach, sfinansowanych z grantu konsorcyjnego OPUS Narodowego Centrum Nauki, wykorzystano próbki aerozolu atmosferycznego zebranego w stacjach pomiarowych na Diablej Górze w Puszczy Boreckiej oraz w Zielonce w Borach Tucholskich. « powrót do artykułu
  17. jgrz

    Krew schizofreników cechuje większa różnorodność mikrobiologiczna

    Jako źródło tej notki, polecam podać oryginalny artykuł (naukowy) gdzie ten tekst pojawił się oryginalnie: https://www.nature.com/articles/s41398-018-0107-9
  18. Jajcenty

    Wszechświat jako symulacja

    Teorie symulacji są w oczywisty sposób jałowe. Eksperymentator ma pełnię władzy nad symulacją więc dostajemy tylko to co powinniśmy dostać. Jeśl E uzna, że symulacja się wypacza bo obiekt z paradoksów wnioskuje o istnieniu E, to wystarczy wyciągnąć wtyczkę, zmienić parametry i uruchomić od ostatniego save'u, co przypomina ideę czarnego śniegu z Pana Lodowego Ogrodu. Teorie symulacji nie usuwają też pytania o Początek. Moja własna, ulubiona, to: nasz Wszechświat to przypadkowy wybuch w czyimś laboratorium, u nas minęło 13mld lat, tam kilka milisekund. Do mózgu laboranta jeszcze nie dotarło, że musi znaleźć gaśnicę. I teraz mamy wyścig: albo enerigia wybuchu się zużyje sama, albo laborant nas zgasi. No ale nie tak od razu Mamy jeszcze drugie tyle mld lat!
  19. Jajcenty

    Francuzi zbadali zęby Hitlera

    Większość wiedzy jest nieprzydatna gdy wszystko czego chcesz to parę kroków. Jednakże umiejętność poruszania się po ortodromach oszczędza nam trochę zasobów. Stawiam, że wiedza iż Ziemia nie jest płaska przynosi wymierne korzyści W Dzielnym wojaku Szwejku, w czubkach, zwariowany naukowiec twierdził, że w środku Ziemi znajduje się druga, daleko większa od tej pierwszej. Od zawsze byłem ciekaw topologicznego dowodu tego twierdzenia.
  20. Ostatni tydzień
  21. thikim

    Francuzi zbadali zęby Hitlera

    Z punktu widzenia człowieka który sobie idzie po powierzchni Ziemi - Ziemia jest płaska. Nic człowiekowi nie daje pożytku wiedza że jest jakieś tam minimalne zakrzywienie gdy chce zrobić parę kroków. To idąc dalej: wszechświat jest płaski czy nie? A jeśli nie jest to dlaczego mapy nieba tworzymy jakby był płaski?
  22. thikim

    Wszechświat jako symulacja

    A faktycznie. Jakoś mi się źle skojarzyło. Mimo iż nieprawdopodobna jest jednak nie do obalenia. Nawet wspominanie o olbrzymiej mocy obliczeniowej potrzebnej do takiej symulacji nie ma sensu ponieważ nie trzeba wszystkiego symulować - wystarczy symulować na poziomie ludzkiego umysłu. To że nasze narzędzia A pokaże nam wynik X nie musi w symulacji byś wynikiem czegoś rzeczywistego. Może być tylko tym co nasz mózg przyjął do wiadomości. Tak więc jest nie do obalenia. I można w niej znaleźć wątek religijny jak napisał darekp.
  23. darekp

    Wszechświat jako symulacja

    Muskowa teoria symulacji z tego co pamiętam (z jakiegoś artykułu z Gazety Wyborczej) wychodzi z założenia, że jest nieprawdopodobne, aby w tak wielkim i liczącym kilkanaście miliardów lat Wszechświecie nie powstała cywilizacja starsza od naszej o jakieś miliony czy miliardy lat. A jeśli powstała, to znaczy, że Oni powinni być obecnie niemal wszechmocni i wszechobecni. Wobec tego powstaje pytanie, dlaczego nie widzimy Ich na Ziemi. I na to Musk odpowiada, że nie widzimy, bo nie żyjemy w prawdziwym Wszechświecie, tylko w jakiejś symulacji, którą Oni stworzyli na jakieś swoje potrzeby. I uczciwie mówiąc to mi się to kojarzy zupełnie inaczej, że to jest nie tyle coś chcącego być teorią naukową, ale pójście w kierunku stworzenia jakiejś własnej (quasi?) religii. Po prostu Musk poczuł - tak się domyślam - że wkracza w drugą połowę życia prowadzącą do wiadomego końca, a że nikt nie chce umierać, to poczuł potrzebę pomyślenia i powiedzenia o jakichś możliwościach, że śmierć nie jest czymś ostatecznym. Bo jeżeli Oni zdecydowali się na stworzenie tej symulacji, a wewnątrz niej istot rozumnych, to raczej nie pozwolą na taką "ostateczną śmierć" swoich "dzieci". Nie postąpią tak jak Trurl czy Klapaucjusz (nigdy nie pamiętam, który jest który) w jednym z opowiadań Lema, który po prostu wyłączył prąd, gdy symulacja przestała mu być potrzebna (i dostał za to "opier..." od swojego nauczyciela;)). Podobna sytuacja jest w "Interstellar" Nolana, tam jest ruch w kierunku stworzenia religii w której "bogami" są nasi potomkowie i mają moc pozwalającą nas wskrzesić. Jedyne co w tym wszystkim IMHO jest istotne, to pokazanie, że są jakieś możliwości, nie wyglądające jakoś nieprawdopodobnie, że śmierć człowieka nie jest "końcem". Coś, co dawniej robiła religia, ale w tradycyjnej wersji z aniołkami i Panem Bogiem jako staruszkiem unoszącym się w chmurach dla wielu już się przeżyła. Przynajmniej takie są moje domysły. "Oj panie Musk, starzejemy się" - tak sobie pomyślałem przy czytaniu o jego teorii i potem musiałem sobie długo układać w głowie, skąd mi się wzięła taka myśl. I tak samo było przy "Interstellar", po raz drugi. Mam nadzieję, że zgadłem
  24. wilk

    Wszechświat jako symulacja

    Holograficzny wszechświat to jeszcze inna teoria, niezwiązana z symulacją.
  25. wilk

    Francuzi zbadali zęby Hitlera

    Ależ jest płaska. Tylko zawinięta. :P
  26. thikim

    Ma stałą orbitę i pochodzi spoza Układu Słonecznego

    Faktycznie może być ciężko bo już układ trzech powiązanych grawitacyjnie ciał w ruchu jest nie do policzenia (dokładnego).
  27. thikim

    Wszechświat jako symulacja

    Jest nie do obalenia Znajdziesz całą masę artykułów pod hasłem: "holograficzny wszechświat". Twój syn zaś najpewniej dowiedział się o tym w związku ze śmiercią Hawkinga. Tu masz trochę: http://www.pan.poznan.pl/nauki/N_307_07_Jacyna.pdf
  1. Pokaż więcej elementów aktywności
×