Skocz do zawartości
Forum Kopalni Wiedzy

Cała aktywność

Kanał aktualizowany automatycznie     

  1. Wczoraj
  2. Nie można wykluczyć, że wirus opryszczki przyczynia się do rozwoju choroby Alzheimera. Gdy tajwańscy naukowcy przyjrzeli się osobom, które z powodu poważnej infekcji wirusem opryszczki zostali poddani agresywnemu leczeniu antybiotykami, okazało się, że relatywne ryzyko demencji spadło u tych osób aż 10-krotnie. Dwóch brytyjskich profesorów, których poproszono o komentarz do pracy Tajwańczyków opublikowanej w lutym na łamach Neurotherapeutics zauważa, że ich koledzy z Tajwanu wykazali, iż wirus opryszczki HSV1 zwiększa ryzyko rozwoju choroby Alzheimera. Ten i dwa inne artykuły różnych grup badawczych z Tajwanu to pierwsze dowody oparte na badaniach populacji, które wskazują na istnienie związku przyczynowo=skutkowego pomiędzy wirusem opryszczki a chorobą Alzheimera. To bardzo ważne odkrycie, mówi profesor Ruth Itzhaki z University of Manchester. Profesor Itzhaki opublikowała w Journal of Alzheimer's Disease, napisany wspólnie z profesorem Richardem Lathe z University of Edinburgh, komentarz do trzech tajwańskich badań. Brytyjczycy podkreślają, że badania te dostarczają najsilniejszych dowodów na wspomniany powyżej związek i są zgodne z wnioskami wypływającymi z 30-letnich badań profesor Itzhaki nad chorobą Alzheimera.a Myślę, że jesteśmy pierwszymi, którzy zdali sobie sprawę z wagi dowodów dostarczonych przez badania przeprowadzone na Tajwanie. To dewastująca choroba, dotykająca przede wszystkim ludzi starszych. Nie istnieje na nią żadne lekarstwo. Na całym świecie cierpi na nią niemal 30 milionów osób i liczba ta będzie rosła wraz ze wzrostem średniej długości życia. Uważamy jednak, że bezpieczne i łatwo dostępne leki antywirusowe mogą odegrać ważną rolę w leczeniu. Być może w przyszłości będziemy zapobiegać tej chorobie poprzez szczepienia niemowląt przeciwko opryszczce, mówi profesor Itzhaki. Jedynym sposobem na zdobycie dowodu, że mikroorganizm jest przyczyną niezakaźnej choroby, jest skuteczne wyleczenie lub skuteczne zaszczepienie przeciwko temu mikroorganizmowi, dodaje. Większość badań nad chorobą Alzheimera skupia się na ich bezpośredniej przyczynie, blaszkach amyloidowych. Jednak pomimo olbrzymiej liczby badań, wciąż nie wiemy, dlaczego się one tworzą. Nosicielami HSV1 jest większość ludzi. Wirus zwykle pozostaje w stanie uśpienia w obwodowym układzie nerwowym. Od czasu do czasu aktywuje się i u niektórych osób widocznym objawem jego działania jest opryszczka. Tajwańczycy podczas swoich badań wykorzystali informacje o 8352 osobach w wieku co najmniej 50 lat, u których pomiędzy styczniem a grudniem 2000 roku zdiagnozowano ciężką postać opryszczki. Grupa ta została porównana z 25 056 osobami, u który nie stwierdzono objawów infekcji HSV. Obie grupy były w latach 2001–2010 badane pod kątem częstotliwości występowania demencji. Okazało się, że w grupie zarażonej HSV ryzyko demencji było o 2,542 raza wyższe niż w grupie zdrowej. Jednak najbardziej uderzające się różnice wewnątrz samej grupy zarażonych wirusem opryszczki. Gdy porównano osoby, które po zdiagnozowaniu ciężkiej opryszczki poddano antybiotykoterapii z osobami, które antybiotyków nie przyjmowały, okazało się, że leczenie antybiotykami aż 10-krotnie zredukowało ryzyko demencji. Znacząca jest nie tylko tak olbrzymia różnica, ale również fakt, że pomimo tego, że sama antybiotykoterapia trwała dość krótko, zapewniła ona większości pacjentów długotrwałą ochronę przed chorobą Alzheimera, stwierdził profesor Lathe. Wiele lat temu, w 1991 roku odkryliśmy, że u wielu starszych osób zarażonych HSV1 wirus ten obecny jest też w mózgu. Później, w 1997 roku wykazaliśmy, że pewne specyficzne czynniki genetyczne wiążą się ze znacznym wzrostem ryzyka wystąpienia choroby Alzheimera. W 2009 roku udało nam się wykazać, że DNA wirusa HSV występuje w blaszkach amyloidowych obecnych w mózgach osób cierpiących na Alzheimera. Zasugerowaliśmy wówczas, że obecny w mózgu wirus jest reaktywowany przez czynniki takie jak stres, obniżenie odporności czy zapalenie w innym miejscu organizmu. Z tego też powodu sądzimy, że cykl reaktywacji HSV1 w mózgu wywołuje chorobę Alzheimera przynajmniej u niektórych pacjentów, uważa Itzhaki. « powrót do artykułu
  3. Wśród przedstawicieli megafauny słonie są najskuteczniejszymi "roznosicielami" nasion pewnego drzewa wielkoowocowego z Tajlandii. Biolodzy wyjaśniają, że megafauna spełnia krytyczną rolę w roznoszeniu nasion wielu roślin lądowych, szczególnie tych z dużymi owocami. Choć pojęcie megafauna obejmuje zwierzęta o różnych wielkościach i fizjologii, dotąd słabo poznano ich relatywny wkład w rozprzestrzenianie nasion większości roślin, które od nich zależą. Autorzy pracy opublikowanej na łamach pisma PLoS ONE postanowili więc prześledzić spożycie owoców, rozsiewanie nasion i żywotność nasion u drzewa Platymitra macrocarpa z rodziny flaszowcowatych. Rodzi ono spore owoce o długości 3-5 cali (ok. 7,6-12,7 cm), które zjadają m.in. słonie, sambary jednobarwne, niedźwiedzie czy gibony. Zespół obserwował P. macrocarpa w okresie owocowania, pobierał próbki odchodów, a także mierzył wskaźnik kiełkowania i wzrost pozostawionych w różnych miejscach nasion. Na tej podstawie określano skuteczność roznoszenia nasion przez poszczególne gatunki megafauny. Okazało się, że choć słonie zjadały tylko 3% dostępnych owoców, można było z nimi powiązać aż 37% nasion dających żywotne siewki. Dla porównania, sambary jednobarwne zjadały 23% owoców, ale odpowiadały za jedynie 17% siewek. Ekipa Kim R. McConkey z malezyjskiego kampusu Uniwersytetu w Nottingham uważa, mała skuteczność sambarów wynika z tego, że chrząszcze silniej uszkadzają wydalane przez nie nasiona. Choć mniejsi przedstawiciele leśnej megafauny (np. jeleniowate i niedźwiedzie) odgrywają ważną rolę w rozsiewaniu nasion P. macrocarpa, ich skuteczność jest mniejsza, przez co by doprowadzić do tego samego poziomu reprodukcji drzewa, muszą zjeść więcej jego owoców. Jeśli mniej zagrożone duże zwierzęta roślinożerne, np. jeleniowate, nie będą w stanie odtworzyć związanej z roznoszeniem nasion roli zagrożonych megaroślinożerców, np. słoni, skurczy się zasięg roślin rodzących owoce zależne od megafauny. To z kolei wpłynie na skład leśnej społeczności i, być może, na ilość dwutlenku węgla magazynowanego w lesie. « powrót do artykułu
  4. Zatem źle i niezgodnie z życzeniem. Ponawiam swój apel: czytaj WSZYSTKO. Inaczej dyskusja traci sens. PONOWNIE CYTUJĘ (co jest dla mnie nudne i naprawdę uciążliwe) „Nazwisk na -o, zarówno słowiańskich, jak i niesłowiańskich, wolno nie odmieniać, należy jednak wówczas użyć ich z odmienionym imieniem, słowem pan lub pani albo innym wyrazem wskazującym na właściwy przypadek, np. dom sędziego Czubko, rozmowa z sędzią Czubko.” (cytat z wypowiedzi Bańki: https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/odmiana-nazwisk-na-o;9555.html) A zatem: „w rozumieniu profesora Bańko” - dopuszczalne (choć Miodek protestuje) „w rozumieniu Bańko” - niedopuszczalne, także według Bańki. Musi być określenie odmienne: imię, tytuł itd. Chcesz spełniać życzenia Bańki, to je spełniaj, ale rób to dokładnie. Na temat autora i twórcy: żadne z tych pojęć nie zawiera się w drugim, jest to prawda. Gdyby jedno zawierało się w drugim, mielibyśmy między nimi stosunek nadrzędności/podrzędności. Tymczasem zakresy tych pojęć się krzyżują, a to oznacza właśnie, że nie żadne nie zawiera się w drugim. Odsyłam do podstaw logiki: https://pl.wikibooks.org/wiki/Logika_dla_prawników/Zakresy_nazw
  5. W życzeniu by nie odmieniać. ctr-c/ctr-v Zgadzam się z Panią (z Panem?) całkowicie! Choć prof. Bańko nie lubi, gdy się odmienia jego nazwisko, to wszyscy konsekwentnie to robimy i róbmy. https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/Dziekujemy-prof-Bance;17091.html Ja uszanuję życzenie pana profesora Bańko i nie będę odmieniał tego nazwiska. Zatem tak: "w rozumieniu Bańko". Przed chwilą o autorze i twórcy napisałeś:
  6. Oba terminy mają zakresy przecinające się, tzn. czasem są wymienne, czasem poprawny jest tylko jeden z nich. O, i jednak rozumiesz świetnie tę różnicę! Jesteś autorem implementacji, ale nie twórcą wyszukiwania binarnego. Podobnie można być autorem gramatyki (czyli podręcznika), ale nie twórcą gramatyki (zbioru reguł). I właśnie... użycie terminu „autor” IMPLIKUJE odpowiednie rozumienie terminu „gramatyka”, bowiem „autor” łączy się z pojęciem „implementacji” (w tym wypadku opisu, opracowania, konkretnego przedstawienia), podczas gdy „twórcą” byłby ktoś, kto wymyślił gramatykę , tak sam jak twórcą jest ten, kto wymyślił wyszukiwanie binarne. Oczywiście gramatyki języka polskiego nikt nie wymyślił, zatem nie ma ona twórcy. Ale np. gramatyka esperancka ma twórcę, bo została wymyślona (przez Zamenhofa). Istnieją natomiast autorzy gramatyk - czyli opracowań, tak samo, jak istnieją autorzy implementacji pewnych technik informatycznych. Gdybym miał uważać się za kogoś, kto wymyślił reguły rządzące językiem, użyłbym terminu „twórca”, a nie „autor”. Tak samo jak ktoś, kto wymyślił określoną technikę, użyłby terminu „twórca”. Ja jednak użyłem terminu „autor”, co JEDNOZNACZNIE wskazuje, że nie chodzi o technikę, ale o implementację. W tym przypadku: opracowanie, podręcznik, jak kto chce to nazwać.
  7. Mowa jest o czymś tego rodzaju: https://1.bp.blogspot.com/-Ge8AB3K6uN8/WIiF0sF4oCI/AAAAAAABDbU/jeBUL1NLFrc30zaDD85mUjxki3LxshZRgCLcB/s1600/pieprzyki.jpg - to oczywiście zdjęcie znalezione w Google, ale tak to wygląda u tej osoby. Prawie każdy pieprzyk jest dziwny, nieregularny i jest ich właśnie tak dużo na całym ciele. W dodatku ta osoba akurat jest bardzo zapracowana i nie zna się na grafice, więc zdjęcia do obróbki musiałaby podrzucać mi, a raczej by nie chciała ich nikomu pokazywać (ja w sumie też bym nie chciała ich oglądać ;P). Także sposób trochę słaby i taki test krwi byłby w jej przypadku zbawienny
  8. Interesujące, w moim odczuciu jest dokładnie odwrotnie. Twórca jest zawsze autorem, choćby twór był niematerialnym, ideą zaledwie. Autor nie musi być twórcą. Jestem autorem wielu implementacji wyszukiwania binarnego, ale nie jestem twórcą tej techniki.
  9. Autor bywa rodzajem twórcy, jeśli rzecz dotyczy dzieła sztuki (https://sjp.pwn.pl/szukaj/autor.html) czy właśnie opracowania (np. podręcznika). Ale nie każdy twórca musi być zaraz autorem. Żadne z tych pojęć nie zawiera się w drugim. Wykonawcę czynności można nazwać autorem (choć nie zawsze), ale raczej nie twórcą. I podobnie są wypadki, gdy twórca nie jest raczej autorem. Twórca gramatyki byłby faktycznie jej stwórcą. Abstrahując od tzw. języków komputerowych, twórcą gramatyki był Zamenhof, który stworzył język esperanto. Był też autorem gramatyki tego języka - bo napisał podręcznik. Na tym właśnie polega różnica. Wystarczy odrobinę oczytania w temacie, i się ją czuje doskonale. Ale ów profesor nie nazywa się Bańka, tylko Bańko. Podobnie jak Matejko czy Kościuszko, nic w tym nadzwyczajnego. „Profesor Bańko, którego tu dwukrotnie cytowałem” - poprawny mianownik „w pierwszym rozumieniu Bańki" - poprawny dopełniacz Gdzie tu widzisz błąd?
  10. Bańka - blaszane naczynie. Rzeczownik pospolity. Zdarzają się takie nazwiska - pan Bańka, Gołąb, Kwiat. Zganiłeś mnie za złą odmianę nazwiska, a sam tak wcześniej odmieniłeś.
  11. Nie wiem, czy dobrze rozumiem, o co ci chodzi... Profesor Bańko występuje tu jako ekspert Poradni Językowej PWN. W istocie więc to, co pisze, nie jest li tylko jego opinią. Jest to stanowisko ludzi zawodowo zajmujących się poprawnością językową. Nie można zatem podanej przez niego listy znaczeń kojarzyć wyłącznie z jego osobą. A o co chodzi z tą pospolitością, i tak nie wiem.
  12. Pisarze, malarze, itp. protestują. Mimo autorzenia uzurpują sobie prawo do bycia twórcami.
  13. Ujmę to inaczej: nie chcesz czytać, co piszę, a próbujesz ze mną dyskutować? I uważasz, że tak jest dobrze? Pewne rzeczy można oczywiście uprościć, ale poniżej pewnej granicy się nie da. Twoje podejście jest typowym podejściem Dzieci Neostrady, którym się nie chce, a mimo to uważają się za wszechwiedzących. Właśnie z powodu lenistwa czy jak kto woli indolencji intelektualnej (a nie podręczników złej jakości) potem nie zdają matury. Nie da się pisać zwięźlej! Wymaga tego natura tematu.
  14. Wcześniej piszesz: "Profesor Bańko, którego tu dwukrotnie cytowałem...." Sądziłem zatem, że nie jest to rzeczownik pospolity.
  15. Nie. Pleonazm jest wówczas, gdy wyraz określający w sposób jednoznaczny zawiera treść już obecną w wyrazie określanym, w sposób równie jednoznaczny. Tu nie ma jednoznaczności. „Autor gramatyki” jest z kolei całkiem jednoznaczne, co już wyjaśniłem. Nie można być autorem reguł języka. Można by co najwyżej być twórcą reguł języka (sztucznego). Ujmę to najzwięźlej jak się da... Próbujemy tu dyskutować o czymś, co jest ABSOLUTNIE OCZYWISTE dla osoby znającej język polski (i nie chodzi tu o dyskredytowanie kogokolwiek). Jednak dla kogoś, kto polskiego dobrze nie zna i kto usiłuje posiłkować się własnym rozumieniem pojęć cała ta dyskusja staje się naprawdę złożona. Jeśli chcesz poważnie ze mną rozmawiać, daruj sobie uwagi o tym, że piszę za dużo. Piszę dokładnie tyle, ile trzeba. Jeśli zaś ty uważasz, że nie jesteś w stanie tego nawet przeczytać, nie widzę sensu dyskusji. Jeszcze zwięźlej? Chcesz oponować, to najpierw przeczytaj to, co napisałem, bo ja nie będę po kilka razy powtarzać jednego i tego samego. Człowiek nie może wymyślić gramatyki języka naturalnego. Gramatykę można stworzyć, a nie wymyślić. Człowiek, który stworzył gramatykę, jest jej twórcą, a nie autorem. Przeczytaj to, co napisałem o znaczeniu słowa „autor”. Zasady gramatyki nie tworzą słownika. Raczej coś w rodzaju kodeksu. Między podręcznikiem gramatyki a listą zasad nie ma wielkiej różnicy. Każdy dobry podręcznik gramatyki jest rodzajem pracy naukowej. Inaczej byłby plagiatem, co najwyżej kompilacją. Zawiera pewne treści autorskie, i oczywiście mnóstwo takich, które można znaleźć i w innych opracowaniach. Nie widziałem jeszcze gramatyki, która byłaby czystą kompilacją, każdy autor stara się dodać coś od siebie, choćby w sposobie prezentacji.
  16. Ktoś się chyba poddał z walką o "autora gramatyki" i przeszedł w kierunku walki o dyskredytację przeciwnika. I owszem, nie jesteśmy nieomylni. Błąd każdemu może się przydarzyć... ciekawe ile ja ich popełniłem w tym wątku. Ale nie będę szedł w zaparte, że mam rację.
  17. Nazwiska powinno się odmieniać. Sam Bańko nie do końca z tym się zgadza, ale pisze tak: „Nazwisk na -o, zarówno słowiańskich, jak i niesłowiańskich, wolno nie odmieniać, należy jednak wówczas użyć ich z odmienionym imieniem, słowem pan lub pani albo innym wyrazem wskazującym na właściwy przypadek” (https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/odmiana-nazwisk-na-o;9555.html) Miodek jest jeszcze bardziej stanowczy: https://plus.nto.pl/magazyn/a/prof-jan-miodek-nazwiska-trzeba-odmieniac,4161843 W każdym wypaku musi być „w pierwszym rozumieniu Bańki", nie „Bańko”. Poprawne byłoby najwyżej „w pierwszym rozumieniu Mirosława Bańko” lub „w pierwszym rozumieniu profesora Bańko”.
  18. Taaaak? To dlaczego: Skoro sama "gramatyka" jest już podręcznikiem! Czyli pleonazmy popełniliśmy.
  19. Podpowiem, że slangiem nie są tylko słowa stosowane przez jakąś grupę, ale też skróty myślowe stosowane przez profesjonalistów w danej dziedzinie. W literackim polskim "autor gramatyki" znaczy: człowiek, który wymyślił gramatykę, szczególnie gdy piszesz to bez stosownego kontekstu. W każdym z przytoczonych przez Ciebie przykładów najpierw wprowadzono stosowny kontekst, Ty tego nie zrobiłeś. edit: W ten sposób to mogłeś pisać zarówno o podręczniku do gramatyki, jak i pracy naukowej na jej temat, czy jakimś rodzaju słownika z opisem wszystkich zasad... Nie wspominając o opcji opisu samej koncepcji czym jest gramatyka w języku polskim.
  20. Autor gramatyki nie jest ani skrótem, ani slangiem. „Autor gramatyki” to czysty, literacki język polski, a ty go nie znasz, nad czym ubolewam. Wysil się i przeczytaj to, co napisałem. A jak się chcesz przegadywać, przedstaw argument. Ja swój przedstawiłem.
  21. To Ty użyłeś slangowych skrótów pisząc, że jesteś autorem gramatyki. Mogę śmiało powiedzieć, że spec w swojej dziedzinie powinieneś znać skróty, których się w niej używa i mieć świadomość, że inni rozmówcy mogą ich nie znać. PS. Naucz się czytać zwięźlej, bo serio nie zamierzam tracić reszty dnia na przeczytanie tego, a północ już blisko. Taka podpowiedź: Musiałbyś pisać o czymś niezwykle fascynującym by ktoś dał radę przeczytać więcej niż 10 linijek tekstu za jednym razem. Jeśli w ten sposób piszesz podręczniki, to nie dziwię się, że coraz częściej widzę na ulicach ludzi, którzy słabo sobie radzą ze stosowaniem gramatyki. Zwięźlej człowieku, zwięźlej!
  22. No niestety, mimo zwracania się z prośbą zmuszony jestem wyciąć ten offtop z tematu http://forum.kopalniawiedzy.pl/topic/30299-zidentyfikowano-chleb-co-najmniej-4-tys-lat-starszy-od-początków-rolnictwa/ od momentu poprawienia artykułu przez Mariusza. Nie czytałem całości Twojej wypowiedzi, ale ten fragment rzucił mi się w oczy i muszę stwierdzić, że jest on półprawdą.
  23. Offtop wycięty do http://forum.kopalniawiedzy.pl/topic/30318-gramatyka-offtop-z-zidentyfikowano-chleb-co-najmniej-4-tys-lat-starszy-od-początków-rolnictwa/
  24. wilk

    Musk i DeepMind nie chcą pracować nad robotami bojowymi

    Tylko widzisz, problem jest taki, jak wspomniałem (albo też ktoś inny) już tutaj kiedyś. Dopóki zajmowałby się tym sektor cywilny, to „ludzie” mieliby jakiś wpływ na to, co powstanie. A tak zajmie się tym budżet wojskowy i czarne supertajne projekty i jedynie zobaczymy przy okazji któregoś konfliktu już gotowe takie autonomiczne roboty, wraz z niewiadomej jakości oprogramowaniem. To że takie maszyny powstaną to raczej pewne, jak nie Amerykanie, to Rosjanie czy Chińczycy kiedyś zbudują i oni takich skrupułów mieć nie będą. A tak szlak byłby przetarty.
  25. Hmmm... to forum polskie czy angielskie? 1. Czy mam obowiązek znać znaczenie slangowych skrótowców? 2. A to moja wina, że potrafisz krytykować, a nie stać cię na to, by przeczytać odpowiedź, bo uznałeś ją za zbyt długą? Ja nie używam tu slangowych akronimów, a poprawnego i całkowicie precyzyjnego języka polskiego, czego dowodzi choćby zacytowana porada. To ty masz obowiązek wiedzieć, co oznaczają wyrazy tego języka. Ja nie muszę zakładać, że czegoś tam nie zrozumiesz. A nawet jeślki nie umiesz mówić dobrze po polsku, są przecież słowniki i porady poprawnościowe. Zasada szanowania innych oznacza, że powinieneś założyć, że to co piszę, ma sens i jest poprawne, i zanim palniesz coś nieprzyjemnego, powinieneś to sprawdzić, a nie próbować z kogoś kpić, bazując na własnej niewiedzy. Nieporozumienie, nawet gdyby były ku niemu podstawy, nie uprawnia do drwienia z rozmówcy. To kwestia kultury osobistej. Tyle że tu nie ma podstaw do nieporozumienia. Już samo słowo „autor” kojarzy się z opracowaniem, więc „autor gramatyki” nie pozostawia żadnego marginesu dla niejasności. Sugeruję, byś zrewidował swój punkt widzenia i dopasował go do tego, co obowiązuje w literackim języku polskim (czego dowodzi porada prof. Bańki z odniesieniem do wypowiedzi prof. Miodka). W pierwszym znaczeniu. Kropka. Nie jest to rozumienie Bańki, ale jedno ze znaczeń ogólnie znanych. A przy okazji: „w pierwszym rozumieniu Bańki", nie „Bańko”. Nazwiska w języku polskim się odmieniają, i mówiąc po polsku, jesteśmy zobowiązani tego przestrzegać. Mówiąc, że jestem autorem gramatyki języka polskiego, nie muszę dodawać, o jakie znaczenie mi chodzi. Słowo „autor” jest tu dostatecznie precyzyjne, by nikt nie mógł nawet pomyśleć, że w stwierdzeniu zawarta jest sugestia, że ktoś może być autorem zbioru reguł naturalnego języka. A jeśli tak to odebrał, to ma problem z rozumieniem języka polskiego i powinien nad tym popracować Tworzenie tzw. języka programowania oznacza właśnie tworzenie, a nie autorstwo. https://sjp.pwn.pl/sjp/autor;2551325.html Nie można być autorem języka, jedynie jego twórcą. Akurat to język polski odróżnia i też to trzeba wiedzieć (przed próbą oponowania proszę naprawdę kliknąć w podany link i zobaczyć, jak definiuje termin „autor” SJP PWN). Autorem gramatyki może być więc jedynie ten, kto ją opisał, a nie ten, kto ją stworzył. Tylko niewychowany. Chwała Bogu poczucie własnej wartości to coś zupełnie innego niż przerost ego. Jako że nie jestem karaluchem, byłoby to dość trudne. Ciekawe... Więc liczę na to, że nikt nie nazwie mnie więcej bufonem ani nie będzie kpić z tego, co piszę (np. że jestem autorem gramatyki języka polskiego). Zauważyłem, nie liczę, i nie rozumiem, o co chodzi. Tym razem naprawdę (bo co to jest tl;dr - tak właśnie poprawnie wyglądające - to akurat wiem, choć nie muszę). Na koniec taka refleksja. Kiedyś pewien czytelnik zwrócił mi uwagę, że powinienem był zatytułować moje opracowanie w wersji angielskiej „The Grammar of the Polish Language”, a nie „A Grammar of the Polish Language”. Nie zrozumiałem wówczas zupełnie, o co mu chodzi, i argumentowałem, że tak właśnie tytułuje się po angielsku praktycznie każdy podręcznik gramatyki, więc nie zamierzam odstawać od zwyczaju. Mój rozmówca nie był do końca przekonany, ale ja oczywiście - słusznie - nie zamierzałem niczego zmieniać, by sprostać jego oczekiwaniom. I właśnie dopiero dzięki tej dyskusji (wielka szkoda, że pełnej impertynencji i arogancji dyskutantów, którzy z góry założyli, że to oni muszą mieć rację i mają prawo ze mnie drwić) pojąłem prawdziwy sens wątpliwości tego człowieka. On po prostu, podobnie jak osoba zadająca pytanie Poradni Językowej PWN, i podobnie jak niektórzy na tym forum, nie rozumiał języka polskiego. Wmówił sobie, że gramatyka to zbiór reguł, zatem istnieje tylko jedna gramatyka języka polskiego, stąd właśnie jego zdaniem konieczne jest użycie „the”. Tymczasem i w polskim, i w angielskim, i pewnie w innych językach, „gramatyka” (czy odpowiednik tego słowa) oznacza także opracowanie... I właśnie dlatego praktycznie każdy podręcznik gramatyki nosi nazwę „A Grammar”, a nie „The Grammar”. Bo jest jednym z wielu opracowań. Pominę te wszystkie impertynencje... akurat jest to łatwe, bo w większości nie odnoszą się do mnie. Nadmienię tylko, że akurat nie jest to żadne kuriozum, a ja uważam się za normalnego... Gramatyka oznaczała od samego początku właśnie opis, a nie dziedzinę wiedzy. Stąd właśnie rozumienie gramatyki jako dzieła, a nie jako zbioru reguł, jest bardziej pierwotne i szerzej znane (niestety, jak widać nie pokoleniu Neostrady... które w ogóle niewiele wie o świecie, choć wydaje mu się, że pozjadało wszystkie rozumy). Pierwszym znanym z imienia autorem gramatyki był Panini. Ciekawe, że był nie tylko autorem, ale i w pewnym sensie twórcą (pisałem o tym wyżej). Zajmował się językiem wedyjskim, który skodyfikował i uprościł, a że był on już wówczas jedynie językiem literackim, udało mu się to świetnie. Taki „ułożony”, sztuczny język nazwano sanskrytem - termin ten oznacza właśnie „ułożony”. Panini jednak nie tworzył własnych reguł, raczej eliminował postacie nieregularne, zastępując je regularnymi, więc jego działalność kreatorska była mocno ograniczona. W każdym razie to właśnie jego dzieło (a nie zbiór reguł) nazwano gramatyką. Identycznie było i w kulturze europejskiej. Było wielu gramatyków greckich i łacińskich, którzy tworzyli własne gramatyki - czyli opisy języka. Abstrakcyjne rozumienie gramatyki jako zbioru naturalnych reguł, niezależnych od zaangażowania opisującego je autora, jest późniejsze. Innymi słowy, niesmaczne jest obrażanie wielu wybitnych ludzi, nazywając ich bufonami, a samemu nie znając i nie rozumiejąc genezy pojęć, które im zawdzięczamy. Nikt tu niczego nie przemycił. Grammatikē po grecku oznacza (niemal) dosłownie «(książka) dotycząca liter», a nie dziedzina nauki. Dlatego właśnie nie ma tu mowy o utożsamianiu podręcznika z nazwą dziedziny. To raczej utworzoną na pewnym etapie rozwoju cywilizacji dziedzinę nauki utożsamiono ze znanymi od wieków (a nawet tysiącleci) opisami, znanymi jako gramatyki. Stąd właśnie gramatykę traktujemy dziś inaczej niż matematykę, fizykę czy chemię. Nie jest to kuriozum. Jest to element naszej kultury (i nie tylko naszej, w świecie anglojęzycznym obowiązuje takie samo podwójne rozumienie gramatyki, zresztą tak było już w średniowieczu, nie ma więc mowy o żadnej innowacji). A kulturę trzeba znać, nawet gdy człowiek na co dzień ogranicza się do własnej dziedziny. Takich perełek jest zresztą nadspodziewanie wiele. Mam na myśli osobliwości, ale całkiem innego rodzaju (choć równie dziwne). A już na pewno nikt nie ma prawa obrażać innych tylko dlatego, że nie rozumie dobrze własnego języka i jego osobliwości...
  26. No tak, ale to przecież nie robiłoby się co tydzień, tylko porównawczo raz na pół roku czy rok (nie wiem jak szybko się rozwijają te zmiany). Poza tym po co wszystkie pieprzyki fotografować. Zwykle niektóre zmiany sam lekarz typuje i wskazuje do obserwacji. Głównie te o nieregularnych krawędziach i kształcie.
  1. Pokaż więcej elementów aktywności
×